Jeszcze nie dojechaliśmy do Skandynawii a komary już nas atakują. No nic, zamykamy się w namiocie na campingu i pijemy wino świętując początek wakacji i skandynawskiej przygody. Wprawdzie dopiero jesteśmy na Rugii (Rügen), w Niemczech, ale wikingowie kiedyś tutaj też mieszkali. Chociaż właśnie zaczęliśmy urlop, to daleko nam do bezstresowości, bo jutro czeka nas pierwsza przeprawa promowa a nie mamy pojęcia jak to wygląda. Ale i tak jest lepiej niż wczoraj, podczas pakowania.

Przygotowania
Chociaż większość rzeczy przygotowaliśmy zawczasu, to i tak nie jest łatwo. Batoniki muesli tradycyjnie robimy na ostatnią chwilę, by były jak najświeższe, ale ładowanie baterii i powerbanków można było ogarnąć wcześniej. Najgorsze jest to, że pełnych kartonów przybywa i coraz bardziej jestem przekonany, że możemy nie zmieścić wszystkiego, chociaż w naszym kombi mamy ogromny bagażnik.
W pewnym momencie dotarło do mnie, że musimy jeszcze spakować kilka puszek fasolki w pomidorach, a dawno dobiliśmy do 20 kilogramów zapasów jedzenia. Strona polskiego MSZ dość pokrętnie sugeruje, że do Norwegii nie można wwieźć więcej jedzenia niż 10 kilogramów na osobę. Szukam jeszcze informacji na innych portalach i każdy ma inną wersję. Ostatecznie decyduję się na interpretację angielskiej strony norweskich służb celnych. Limit 10 kilogramów według niej dotyczy nie żywności, tylko konkretnie mięsa. Jesteśmy bezpieczni, o ile ta wersja jest słuszna.

Rzutem na taśmę zdobywamy w miarę precyzyjną norweską mapę zachodniej Hardangerviddy. Ta produkcji niemieckiej nie nadaje się do nawigacji. Słaba czytelność i skala 1:150000 nie wróży nic dobrego. Oczywiście nie udało się opracować żadnej trasy, więc będzie trzeba improwizować. Kolejną niespodzianką będą nowe buty górskie. Poprzednie trzeba było wymienić, bo straciły wodoodporność, a nowych nie było czasu rozchodzić. Jak obetrą w czasie kilkudniowej wycieczki, będzie katastrofa. Nerwy, nerwy, nerwy, a przecież to wakacje…
Nad morze
Pakowaliśmy się do późna, więc wstajemy dopiero o 6 rano. Zanim wszystko znieśliśmy do auta, zrobiła się 8:30 i już czuć było nadchodzący 30-stopniowy upał. Faktycznie bagażnik wszystkiego nie pomieścił, więc plecaki lądują na tylnych siedzeniach. Żeby nas nie pozabijały, przypinamy je pasami jak dzieci. Tyle że bez fotelików i zapasów zabawek 😉 Chyba wszystko mamy (a jak nie, to będzie trzeba żyć bez tego), więc ruszamy. Jednym z elementów przygotowań do roadtripa na 4000 km było zebranie odpowiedniej playlisty, więc już na starcie możemy się wkręcić w skandynawskie i przygodowe motywy!
Przy dźwiękach „smoków” jeździ się doskonale. Gdyby jeszcze ruch na A4 był mniejszy… Na szczęście S3 jest już dużo spokojniejsze, chociaż na MOPie ledwo znajdujemy miejsce na auto. Jazda ekspresówkami i autostradami nie jest zbyt fascynująca, więc muzyka i rozmowa są jedynym ratunkiem. Krajobrazy zmieniają się powoli, najpierw góry Kaczawskie, później górki w okolicach Gorzowa, lasy sosnowe tak rzadkie w naszych okolicach i pola z makami i bławatkami. Myszołowy ustępują miejsca innym ptakom szponiastym, kaniom, z charakterystycznym trójkątnym ogonem.

Rugia
Niełatwo było znaleźć sensowny kemping na tej wyspie, więc wylądowaliśmy trochę na końcu świata. Cicho i spokojnie, olbrzymia kolekcja zabytkowych terenówek Hanomag i zaniedbane sanitariaty. Nie można płacić kartą, więc zmuszeni byliśmy iść do miasta.

Sassnitz jest uroczym nadmorskim kurortem, z wieloma zadbanymi willami i ogromnym betonowym socrealistycznym hotelem w centrum. Skoro już trafiliśmy do miasta, to zdecydowaliśmy się na obiadokolację w rybnej knajpce w porcie. Jedzenie było przeciętne, chociaż w porównywalnej cenie co nad polskim morzem 😉
Charakterystyczne dla Rugii są potężne klify, które widzieliśmy po drodze z samochodu a później z portu przez teleobiektyw. Fajnie byłoby się przespacerować wzdłuż nich, ale tego nie zdążymy zrobić już w czasie tego wyjazdu. Natomiast sama wyspa bardzo nam się spodobała jako potencjalny cel wycieczek rowerowych, więc może jeszcze kiedyś tu wrócimy.

Notatki zrobione, wino prawie wypite, więc czas się zakokonić w śpiworku i spać, by jutro zdążyć na prom do Szwecji.
Leave A Reply