W Schwarzwaldzie nie brakuje wodospadów, to pewne. Ba, region ten nawet chwali się posiadaniem najwyższego niemieckiego wodospadu poza Alpami. Jak to zwykle bywa z tego typu atrakcjami, ktoś chce na nich zarobić. Na turystów czekają więc nie tylko płatne parkingi, ale również bilety na same wodospady. Mając w pamięci o wiele piękniejsze (i liczniejsze) wodospady w Norwegii, które są zupełnie bezpłatne, postanowiliśmy poszukać alternatywy. Nasz wybór padł na Zweribachwasserfälle i Hirschbachfälle położone w pobliżu naszego pensjonatu. A co zrobić z zaoszczędzonymi pieniędzmi? My przeznaczyliśmy je na obiad z pysznej lokalnej wołowiny.

Zweribachwasserfälle
W Schwarzwaldzie nie mieliśmy szczęścia z pogodą i spotkało nas dużo deszczu. Na szczęście, są takie miejsca, którym deszcz sprzyja! Im więcej wody, tym wodospady są okazalsze, był to zatem prosty plan na dzień z niepewną aurą. Wycieczkę zaczęliśmy na parkingu na końcu świata, w miejscu opisanym na mapie jako Haldenschwarzhof. Oprócz parkingu nie ma tam nic, nawet droga dojazdowa się kończy. Z resztą już wygląd samej drogi dojazdowej świadczy o tym, że w tym miejscu cywilizacja ustępuje naturze: jest tak wąsko, że trudno minąć się z samochodem jadącym z naprzeciwka.

Już po 700 metrach marszu docieramy do pierwszej atrakcji: na polanie znajduje się miejsce odpoczynku z leśnym samoobsługowym barem. Można wybrać sobie napój, schłodzić go w strumyczku i rozkoszować się nim, leżąc na drewnianym leżaczku. Opłatę należy wrzucić do skarbonki, a butelkę zwrotną zostawić w skrzyneczce. Jeżeli to za wcześnie na odpoczynek, będzie można zajrzeć tu ponownie, wracając z wodospadów. My właśnie tak zrobiliśmy i dopiero wtedy odkryliśmy dwie kolejne atrakcje skrywane przez tę polankę.
Wodospady Zweribachwasserfälle znajdują się zaledwie pół kilometra od tego miejsca i składają się z trzech kaskad. Dolna, czyli pierwsza, która ukazała się naszym oczom, jest najszersza i najwyższa (15 metrów). Rozpryskująca się woda chętnie atakuje obiektyw, więc zdjęcia trzeba robić szybko 🙂 Górna kaskada jest węższa i dwukrotnie niższa, chociaż na żywo wydaje się nie ustępować wysokością dolnej. Łatwiej jest też zrobić jej fotografię, bo wokół jest sporo miejsca. Na środkową część wodospadu, która ma ledwie 3 metry wysokości, nie zwróciliśmy większej uwagi.
Hirschbachfälle
Żeby zobaczyć kolejne wodospady, wystarczyłoby nieco się cofnąć. Wycieczka byłaby jednak zbyt krótka a do tego musielibyśmy szukać odpowiedniego miejsca na obiad. Dlatego, zamiast od razu iść na Hirschbachfälle, skierowaliśmy się na północny zachód na płaskowyż, a w szczególności położoną na nim gospodę Plattenhof. Zachęceni informacją, że potrawy z wołowiny pochodzą z ich własnych krówek (które pasą się dookoła), nie mogliśmy wybrać niczego innego 😉 Chociaż stek był wysmażony nieco krócej niż bym chciał, to mięso faktycznie było topowej jakości.

Posileni, ruszyliśmy przez łąki i lasy do wodospadów Hirschbachfälle. Licząc na coś podobnego do Zweribachwasserfälle, zawiedliśmy się dość mocno. Zamiast wodospadu, potok tworzy tylko serię niewielkich kaskad a do tego przepływa dość daleko od szlaku (nie licząc miejsca, w którym szlak prowadzi przez mostek nad tym strumieniem). Sądząc po zdjęciach z Mapy.com, miejsce to prezentuje się o wiele lepiej zimą, gdy nie ma liści, które zasłaniają widok.

Na sam koniec, ponownie dochodzimy na polankę z leśnym barem. Zanim jednak doszliśmy do miejsca odpoczynku, naszą uwagę przykuły liczne storczyki rosnące wokół szlaku. Jako wielcy fani dzikich orchidei, natychmiast zatrzymaliśmy się i podziwialiśmy ich piękno. Drugą niespodzianką napotkaną w tym miejscu, była traszka czająca się w małym stawie tuż obok drewnianego leżaka, na którym odpoczywaliśmy.
Podstawowe informacje:
Długość: 10,4 km
Przewyższenie: 420 m
Czas przejścia: 3 h; nasz czas: 4 h 5 min. z postojami, nie licząc obiadu
Trudność: łatwa
Mapa:




Leave A Reply