Czapka w górach – temat, wydawałoby się, prozaiczny. Jednak lata doświadczenia w wędrowaniu uczą czegoś zupełnie innego. Czapka z daszkiem to jeden z ważniejszych elementów wyposażenia na górskie szlaki od wiosny aż po jesień. Zimą, taka czapka przegrywa z czapką wełnianą, termoaktywną albo buffem, ale akurat zimą ludzie pilnują, żeby mieć nakrycie głowy. Co innego w pozostałych porach roku.
Jeśli porównacie stare zdjęcia z przedwojennych miast ze zdjęciami współczesnymi, zauważycie, że kiedyś niemal każdy na ulicy nosił kapelusz, kaszkiet, albo beret. Obecnie prawie wszyscy chodzą z odkrytą głową. W mieście to oczywiście kwestia mody i z tym dyskutować nie będziemy. Problem w tym, że ta moda przenosi się na góry, a to już może być niepraktyczne a nawet niebezpieczne.

Czapka w górach chroni skórę
Oto najważniejszy argument! Nie jedyny, o czym dalej, ale to jest istota noszenia czapek. W górach powietrze jest o wiele rzadsze niż na nizinach, w związku z tym znacznie więcej promieniowania UV dociera do skóry. Dodatkowo, wędrując powyżej górnej granicy lasu, czyli w Polsce na minimum 1200-1500 metrów, nie ma dookoła nic, co zapewniałoby cień. Maszerując w takich warunkach bez okrycia głowy ryzykujemy kilka rzeczy: oparzenia słoneczne, udar cieplny a w dłuższej perspektywie raka skóry. Chociaż w większości przypadków skończy się tylko tym pierwszym – oparzeniami – i tak jest to niefajna sprawa, która psuje wymarzony urlop.

Zdajemy sobie sprawę z tego, że niektórzy nie po to wydają majątek na fryzjerów/barberów, żeby zasłaniać swoją elegancką fryzurę czapką. Ból i swędzenie oparzeń może nie być w takim przypadkach wystarczającym argumentem. Spróbujmy więc inaczej: oparzenia słoneczne to nie tylko ból i swędzenie. To również czerwona mor… twarz na zdjęciach z wakacji 😉

Oczywiście istnieją kremy do opalania, które chronią przed promieniowaniem UV, ale trzeba pamiętać, że pot będzie je rozmywać a przez to będziemy się lepić jeszcze bardziej niż bez kremu. Do tego, czapka jest lżejsza niż butelka kremu.
Czapka ma jednak pewną wadę: nie osłania karku i uszu. Na tę niedogodność są co najmniej trzy rozwiązania: pod czapkę można włożyć chustę (ew. buffa), można wybrać czapkę ze specjalną osłoną na kark, albo zamiast czapki wziąć kapelusz. Testowaliśmy wszystkie trzy opcje i wszystkie działają. Chociaż akurat mój kapelusz ma widocznie za małe rondo i przypiekam sobie koniuszek nosa 😉

Czapka w górach chroni przed deszczem
Ale po co ma chronić przed deszczem, jeśli kurtka ma kaptur? Uwaga jest słuszna, jeśli deszcz pada pionowo. W górach jednak często doświadczymy wiatru, który sprawia, że deszcz zacina. Bez czapki z daszkiem, będziemy zbierać deszcz prosto na twarz. Jeśli nie nosisz okularów – pół biedy, ale jeśli masz okulary to po chwili przestajesz ostro widzieć, a to szalenie męczy oczy. Dlatego właśnie pod kaptur warto założyć czapkę.
Dwa akapity wyżej wspomnieliśmy, że w górach równie dobrze daje sobie radę kapelusz. Ze słońcem, owszem, ale z deszczem jest już gorzej. Jeśli kapelusz ma szerokie rondo (a takie jest potrzebne, by dobrze chronić przed słońcem), to kaptur nie będzie w stanie go zakryć. Można wybrać wprawdzie kapelusz wodoodporny, ale on będzie utrudniał wentylację i odprowadzanie potu.

Czapka w górach chroni też oczy
Jak już wspominaliśmy, w górach promieniowanie UV jest mocniejsze, a jest ono szkodliwe również dla oczu. Oczy możemy chronić też okularami z filtrem UV, ale daszek będzie zapewniał dodatkowe wsparcie. Słońce to nie tylko promieniowanie UV, ale również „zwykłe” światło, które może mocno razić. Tutaj też mogą pomóc okulary przeciwsłoneczne, ale jeśli ktoś nosi okulary korekcyjne (jak ja), to robi się problem. Jednych i drugich naraz się nie założy.
Spodziewając się dużego natężenia światła, wybiorę soczewki kontaktowe i okulary przeciwsłoneczne. Jeśli jednak ma być umiarkowane nasłonecznienie, albo wiem, że będę wędrować więcej po lesie, niż otwartej przestrzeni, czapka z daszkiem doskonale poradzi sobie z osłonięciem oczu przed światłem. Ania jest szczęśliwa, że tego problemu nie doświadcza 🙂

Nasze patenty
Oboje używamy czapek z daszkiem, ale Ania ma wersję z doczepianą osłoną karku i to jest chyba najbardziej praktyczne rozwiązanie. Ja pod swoją czapkę w razie potrzeby wkładam buffa albo cienką chustę bawełnianą. Ale wybierając się w Alpy, gdy niemal cały czas wędruje się powyżej lasów, zawsze zabieram kapelusz.
Kapelusz ma jednak jedną dodatkową wadę – nie da się go założyć pod kask. Dlatego planując przejście via ferraty, albo trudniejszych szlaków tatrzańskich rezygnuję z kapelusza na rzecz czapki. To zdaje się potwierdzać tezę, że wybór Ani jest najbardziej praktyczny 🙂

Kluczowe jest, żeby nakrycie głowy było jasne, bo wtedy mniej się nagrzewa od słońca. Warto też poszukać czapek/kapeluszy z materiałów, które chronią przed promieniowaniem UV, dla dodatkowej ochrony.
O krótko wspomnianym kasku, napiszemy oddzielny artykuł, bo to grubsza sprawa 🙂
No to: cześć jak czapka 😉

Leave A Reply