Dzisiaj temat dość niestandardowy, jak na blog o tematyce górskiej i przyrodniczej. Wszak książki, czy to papierowe, czy elektroniczne, zdają się nie mieć z tym tematami zbyt wiele wspólnego. Chciałbym w tym artykule zaprezentować pogląd, że książki wspaniale łączą się z podróżami, zaś e-booki w górach są o wiele bardziej wygodne niż tradycyjne książki. Z tego powodu, czytnik e-booków ląduje w plecaku niemal przy każdej okazji.
Czytanie i podróżowanie
O ile nie macie takiego szczęścia, że mieszkacie w górach, każda górska wycieczka wiąże się z koniecznością dojazdu. Czas spędzony w środku lokomocji może być różny. Pociąg z Wrocławia do Wałbrzycha to zaledwie godzina, ale do Szklarskiej Poręby jedzie się już ponad trzy godziny. Podróż tam i z powrotem to aż sześć-siedem godzin. Dojazd w Alpy zajmuje cały dzień. Załóżmy, że na wycieczkę w góry wybieracie się pięć razy w roku i podróż tam i z powrotem trwa przeciętnie cztery godziny. To jest 20 godzin rocznie. Zakładając, że przeciętnie czyta się jedną stronę na minutę, daje to 1200 stron na rok, czyli trzy średniej grubości książki. Całkiem nieźle, nie?

Czas spędzony w pojeździe to nie jedyna opcja na pochłanianie kolejnych książek. Wycieczka turystyczna nie zakłada spędzenia całego dnia na szlaku. Większość z opisywanych wycieczek na tym blogu zakłada około sześć godzin marszu (czyli około 8 godzin z postojami). Po powrocie do pensjonatu, czy dotarciu do kolejnego schroniska na trasie, zostaje jeszcze mnóstwo czasu, który można częściowo przeznaczyć na czytanie. Sytuacja wygląda nieco inaczej podczas marszów długodystansowych (kilkusetkilometrowych), kiedy dzienne etapy są o wiele dłuższe, a organizm potrzebuje więcej czasu na regenerację. Jest to zupełnie inny rodzaj przygody i wtedy czasu na czytanie może być zbyt mało.
Dlaczego e-booki?
Format książki, czy to papierowy, czy elektroniczny, dla większości pozycji nie ma większego znaczenia. Różnice są zauważalne przy książkach z ilustracjami czy tabelami, gdzie wielkość strony i kolory są istotne. Natomiast format ma bardzo duże znaczenie dla wygody czytelnika. W chodzeniu po górach ważną rzeczą jest waga i objętość plecaka – im są niższe, tym lepiej. Pod tym kątem, czytnik e-booków wypada o wiele korzystniej niż tradycyjna książka. Niemal zawsze będzie lżejszy i mniejszy niż książka papierowa. Różnica jest na tyle duża, że często wolę wziąć czytnik, zamiast napoczętej książki papierowej, i zacząć czytać coś nowego. I to pomimo tego, że nie jestem fanem czytania kilku książek na raz!

Różnica między papierem i czytnikiem robi się jeszcze większa przy dłuższych wyjazdach. Podczas pierwszego pobytu w Dolomitach, przez dwa tygodnie przeczytałem: „Wszystko za Everest” Krakauera, „Duchowe życie zwierząt” Wohllebena i „Zrozumieć własną wiarę” Tischnera, czyli jakieś 800 stron w wersjach papierowych. Do tego miałem przewodnik po szlakach Alta Via, mający ponad 200 stron. Gdybym miał książki papierowe, ile by to ważyło? Mój czytnik ma nieco ponad 200 gramów i rozmiar szkolnego zeszytu.
Oprócz niskiej wagi i objętości, najnowsze czytniki e-booków mają jeszcze jedną zaletę: wbudowane oświetlenie ekranu. W pokojach schroniskowych z reguły jest słabe oświetlenie, podobnie z resztą w pociągach czy autobusach. Jeszcze gorzej jest w namiocie – szkoda trochę baterii do latarki. Czytnik rozwiązuje ten problem, a jego oświetlenie działa inaczej niż wyświetlacze w tabletach czy telefonach i nie męczy tak bardzo wzroku.
Bez e-booków mogłoby tego bloga nie być
Chociaż po górach chodziłem od dziecka, były to zawsze wycieczki jednodniowe. Nawet jeśli jechałem z rodzicami w góry na wakacje, każdego dnia schodziliśmy do tego samego pensjonatu na nocleg. Nie myślałem nigdy o wędrowaniu od schroniska do schroniska a co dopiero z namiotem. Po dostaniu pierwszej pracy, kiedy po raz pierwszy miałem jakiś większy budżet i mogłem sobie samemu wymyślić jakiś urlop, nie pomyślałem wcale o górach. Był wtedy szał na tanie loty i wybrałem się do Niderlandów na zwiedzanie kraju rowerami i pociągami 😉
Traf chciał, że trafiłem na fajne promocje dwóch e-booków o wędrówkach górskich. Obie książki w tym czasie były tylko i wyłącznie w wersjach elektronicznych. Mogę śmiało powiedzieć, że gdyby nie te promocje oraz to, że miałem czytnik, nigdy nie wkręciłbym się w wielodniowe wędrówki górskie a w konsekwencji ten blog mógłby nigdy nie powstać!

Ciekawi jesteście co to za książki? Pierwsza to „AWOL on the Appalachian Trail” Millera, książka wydana chyba tylko po angielsku, opisująca wędrówkę po szlaku liczącym około 2000 mil wzdłuż wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej. Autor pewnego dnia stwierdził, że rzuca robotę i jedzie na pół roku w góry 😉 Druga książka to „Pustka wielkich cisz” polskiego podróżnika Łukasza Supergana opowiadająca o pierwszej samotnej wędrówce przez cały Łuk Karpat (ok. 2000 km). Żadna z tych książek nie należy do wybitnej literatury podróżniczej, jednak niespełna dwa miesiące później znalazłem się na szlaku z wielkim plecakiem rozpoczynając pierwszą kilkudniową wycieczkę po górach 🙂
Rozwiązanie nie dla wszystkich
Oczywiście e-booki, czy książki w ogóle, nie są rozwiązaniem dla wszystkich. Dla mnie czytanie jest pasją od dzieciństwa, ale przypuszczam, że udział w tym ma też mój introwertyczny charakter. Górskie schroniska są przecież świetnym miejscem na rozmawianie z innymi pasjonatami górskich wędrówek. Można też robić dłuższe przerwy w czasie wędrówek, poświęcać więcej czasu na obserwację natury czy leżenie w hamaku. W czasie podróży można też słuchać muzyki, grać na komórce, bądź pisać ze znajomymi. Każda pasja jest dobra 🙂

Pewnym problemem, który może zniechęcać do zabierania książek w podróż jest choroba lokomocyjna. Ja sam nie mogę czytać w samochodzie czy autobusie. Szczęśliwie, w pociągu i samolocie nie mam z tym problemu. Choroba lokomocyjna nie jest przeszkodą, której nie można ominąć – w końcu są też audiobooki 🙂
Ja po prostu wychodzę z założenia, że czytanie w podróży to podwójne podróżowanie. Możemy odkryć miejsca, które już nie istnieją, takie na które nie możemy sobie pozwolić, bądź takie, w których niekoniecznie byśmy chcieli się znaleźć, ale które warto poznać. Książki z tytułowego zdjęcia, które aktualnie czytam, są podróżami do XVII-XVIII wiecznej centralnej Polski oraz do współczesnego australijskiego obozu koncentracyjnego dla uchodźców. Nie są to miejsca, które chcielibyśmy odwiedzić, ale warto dowiedzieć się jak wyglądały 🙂
Leave A Reply