Dzisiaj wracamy z tematyką ekwipunku i spróbujemy zachęcić Was do zabierania na górskie wyprawy kasku. Oczywiście mowa tu o górach wysokich, jak Alpy, czy Tatry, bo to tam istnieje ryzyko, że coś spadnie na głowę. Kask naturalnie przydaje się również w czasie wspinaczki, czy to tradycyjnej, czy na via ferracie. W przypadku wspinaczki to dość oczywisty wybór, natomiast w Tatrach, nawet na najtrudniejszych szlakach, rzadko można zobaczyć turystę w kasku.

Wypadki się zdarzają
Anglosasi mówią nawet, że „kupa się zdarza”, ale nie jestem przekonany, czy takie sformułowanie pasowałoby jako nagłówek 😉 Prawdą jest jednak, że corocznie są w Tatrach wypadki z udziałem latających kamieni. Najwięcej jest ich na popularnych szlakach, na których jest wielu turystów. Im więcej ludzi, tym większa szansa, że ktoś niechcący strąci fragment skały, który następnie szybuje w dół ściany. Zwykle lot kończy się serią huków i unoszącym się w powietrzu zapachem siarki. Niestety, co jakiś czas ktoś takim kamieniem obrywa. Pół biedy, jak dostanie w rękę, czy nogę – w najgorszym wypadku wędrówka zakończy się złamaniem i ściągnięciem turysty przez TOPR. Ale wyobraźcie sobie dostanie kamieniem wielkości pięści w głowę.

Takich wypadków jest chyba najwięcej w szczycie sezonu, gdy „na łańcuchach” tworzą się korki. Jednym problem jest ograniczona możliwość manewru. Nawet słysząc lecący kamień, nie zawsze jest gdzie się schronić. Dużo większym, moim zdaniem absurdalnym, problemem są ludzie, którzy takie kolejki próbują omijać poza szlakiem. Z normalnych ścieżek większość ruchomych kamieni została już dawno strącona. Ale jeśli ktoś idzie bokiem, tam, gdzie nikt inny nie chodzi, to ma o wiele większą szansę, że coś mu spod nóg wyleci.

Im więcej wiesz, tym bardziej o siebie dbasz
Paradoksalnie, kaski noszą nie te osoby, które w góry chodzą rzadko i wiedzą, że mają małe doświadczenie a zatem mają pełne prawo bać się gór. Wręcz przeciwnie, to jest sprzęt noszony raczej przez osoby po szkoleniach wysokogórskich, czy wspinaczkowych. Wynika to z dwóch rzeczy. Pierwszą z nich, jest dostępność sprzętu: jeśli ktoś się wspina, to prawdopodobnie ma w domu kask. Ale to nie jest obecnie żadna przeszkoda! Kask wspinaczkowy, który równie dobrze nadaje się do turystyki tatrzańskiej, to koszt niespełna 200 zł.

Drugą kwestią, jest doświadczenie. Im więcej człowiek się uczy, tym bardziej świadomy jest zagrożeń. Zatem pomimo doświadczenia i większej znajomości gór, zamiast bać się ich mniej, jesteśmy po prostu bardziej świadomi złych rzeczy, które mogą się nam przydarzyć. Jedną z ciekawszych rzeczy, których można dowiedzieć się w trakcie kursów, jest to, że najwięcej wypadków zdarza się nie tam, gdzie jest trudno, ale tam, gdzie jest łatwo. Przy trudnościach, skupiamy się bardziej i jesteśmy wyjątkowo czujni. Zatem łatwiej zrobić sobie krzywdę właśnie na szlaku, na którym turyści mogą zachowywać się z nonszalancją.

W Tatrach kaski przydają się również w jaskiniach. W Jaskini Mylnej wielokrotnie ratował mi on głowę przed otarciami i uderzeniami w wąskich i niskich korytarzach. Zaś do szerokiej i wysokiej Smoczej Jamy w Wąwozie Kraków wszedłem bez kasku i… nabiłem sobie guza 😉

Leave A Reply