Unikanie tłumów to jedna z głównych zasad naszych podróży. Nie inaczej jest z wyjazdami zimowymi. Raz spróbowaliśmy pojechać na narty w czasie ferii i była totalna masakra, chociaż to nie były ferie naszego województwa. Dlatego zdecydowanie lepiej na narty pojechać poza sezonem. Nasz czas to pierwsza połowa grudnia. Gdy ludzie uganiają się za prezentami po galeriach, my szusujemy (albo raczej uczymy się szusować) na nartach. Artykuł pewnie będzie również ciekawy dla fanów snowboardu, ale my jeździmy na dwóch deskach, więc na tej perspektywie się skupimy.
Przygotowanie stoków
To chyba najważniejszy punkt programu, bo bez przygotowanych stoków jest ciężko. Nie ma co ukrywać, że zimy nie są ostatnio zbyt obfite w śnieg, dlatego w grudniu większość śniegu na stoku będzie sztucznego. O ile w ogóle będzie 😉 Dlatego już jakieś dwa tygodnie przed planowanym wyjazdem zaczynamy śledzić warunki w miejscach, do których planujemy się wybrać. Ale jak to tak późno, gdzie rezerwacje – spytacie. O noclegach opowiemy później, ale to najmniej istotna sprawa w tym czasie.

Absolutnie nie ma co liczyć na to, że wszystkie stoki będą gotowe. Kiedyś analizowaliśmy warunki w Szklarskiej Porębie i tam warunki robią się dopiero jakoś w styczniu. W tym roku interesowaliśmy się Beskidem Niskim i nie było tam ani centymetra śniegu. Nieźle wypada Zieleniec, bo tam z reguły już część stoków jest otwarta, chociaż śniegu jest kilkanaście-kilkadziesiąt centymetrów. Wybraliśmy się też kiedyś do Białki Tatrzańskiej i tam warunki były genialne – ponad metr śniegu, chociaż rodzaj śniegu zmieniał się z dnia na dzień. Od zmrożonego po luźny i mączasty. Dzięki temu mogliśmy spróbować swoich sił na różnych nawierzchniach.
Trzeba być tylko gotowym na to, że nie wszystkie trasy będą otwarte. Doświadczenie uczy, że otwierane są głównie łatwe i niektóre trudne trasy, a pozostałe czekają na późniejszy termin. Chociaż wybór tras jest ograniczony, z reguły kolejki do wyciągów i kolei są dużo mniejsze niż w sezonie. Jeśli jesteśmy na stoku w dniu pracującym, istnieje duża szansa, że kolejek w ogóle nie będzie – tak było na przykład w tym roku.
Karnety, wypożyczalnie, instruktorzy
To duża część kosztów wyjazdów na narty, zwłaszcza jeśli się dopiero uczymy i nie mamy własnego sprzętu. Wybierając się poza sezonem, możemy liczyć na niższe ceny, nawet jeśli to nie jest uwzględnione w cenniku.

Największe różnice są na karnetach. W Zieleńcu, jadąc poza sezonem, można kupić karnet za połowę normalnej ceny – czyli około 100 zł za dzień! W Białce Tatrzańskiej różnice są mniejsze, ale i tak da się trochę zaoszczędzić.
Ze zniżkami spotkaliśmy się również w wypożyczalniach i szkółkach narciarskich. Chociaż cenniki o tym nie wspominały, zdarzało się, że dostawaliśmy kilkudziesięciozłotowy rabat.
W kwestii instruktorów jest jeszcze jeden plus – jest mniejszy przemiał, więc instruktorzy ze szkółek jeszcze nie są tak zmęczeni wielogodzinnym nauczaniem. A jeśli zdecydujecie się na wybranie konkretnego, sprawdzonego instruktora (co gorąco polecamy), to dużo łatwiej jest o termin. My umawialiśmy się z 1-2 dniowym wyprzedzeniem do naprawdę genialnego instruktora! 🙂

Noclegi
Chociaż nie są tak horrendalnie drogie jak karnety, to ciągle jest to niemały wydatek w sezonie. Nie mówiąc o tym, że miejsca noclegowe można znaleźć tylko z wielkim trudem, bo wszystko jest zajęte.
A jak jest poza sezonem? Sytuacja z Dusznik Zdroju: hotel 3 gwiazdkowy SPA, w centrum dzielnicy zdrojowej, z darmowym saunarium dla gości, darmowym parkingiem i pysznym śniadaniem: 90 zł od osoby. Żeby było ciekawiej: byliśmy jedynymi gośćmi, którzy korzystali z saun i jacuzzi. Rezerwacja zrobiona przez portal internetowy, więc bezpośrednio pewnie byłoby jeszcze taniej. Kiedy rezerwowaliśmy? Dzień przed noclegiem.

A co w tym roku? Przecież hotele są zamknięte! Niby tak, ale jakoś podejrzanie dużo samochodów z innych województw było na parkingach. Z praktyki wynika, że w portalach internetowych wystarczy kliknąć, że to podróż służbowa i nikt nie zadaje zbędnych pytań 😉 A jeśli macie swój ulubiony pensjonat albo hotel, wystarczy zadzwonić i zapytać, jak to u nich teraz wygląda. Może mają jakieś „szkolenia” albo coś takiego.
Leave A Reply