Budzik. Trzecia trzydzieści rano. My zaspani, prawie nieprzytomni. Jeśli chce się oglądać wschód słońca na północy, to trzeba się potrudzić. Niechętnie otwieram wejście do namiotu i wystawiam głowę. Całe niebo w chmurach. Nic z tego, możemy spać dalej… Co można zrobić z tak niefajnie zaczętym dniem? Wycisnąć ile się da! Piękna wyspa Kållandsö czeka na nas.

Wycieczka nad wybrzeżem Kållandsö
Po dwóch dniach jazdy samochodem potrzebujemy odmiany, więc robimy przerwę w naszej drodze na północ. Zachwyceni pięknem okolicy szukamy szlaków w pobliżu campingu i znajdujemy dwie pętle. Jedną na „naszej” wyspie i drugą na sąsiedniej, mniejszej wysepce Spårön.

Zaczynamy od tej pierwszej. Nie jesteśmy pewni, czy parking przy polu golfowym jest bezpłatny, więc auto zostawiamy około kilometra od szlaku, przy cmentarzu. Po dojściu na szlak, moją uwagę przykuwa tor przeszkód, więc ściągam plecak i ruszam do zabawy.
Początkowo idziemy przez środek lasu, który niczym nie różni się od polskich lasów. Prosta i szeroka droga leśna, te same gatunki drzew, tylko prawie żadnych motyli, za to zdecydowanie więcej ważek. Gdy dochodzimy nad brzeg jeziora, krajobraz gwałtownie się zmienia.

Teren jest tu o wiele bardziej pofalowany a nagie, jakby wypolerowane, grzbiety skalne przecinają linię brzegową. Tworzą półwyspy, wyspy i ledwo widoczne podwodne rafy. Więc tak wygląda wybrzeże szkierowe! Te wszystkie skały, które widzimy wokół, to dzieło lodowców obecnych tu przed tysiącami lat.

Zachwyceni jesteśmy ławeczkami umieszczonymi na samym brzegu i chętnie na nich siadamy by odpocząć i sycić oczy widokami a brzuszki kanapkami. Chociaż słońce grzeje, to siedzimy w kurtkach przeciwwiatrowych, bo zimny wiatr nie ustaje ani na chwilę. Widzimy zadziwiająco mało ptaków wodnych, ale pewnie wolą setki niezamieszkanych wysepek, niż brzeg tej zamieszkanej.

Naszą uwagę przykuwają olbrzymie połacie porostów. Są nie tylko na drzewach, ale również na skałach i wprost na ziemi. Wydają się być miękkie i milusie, zupełnie jak mech, lecz w dotyku są twarde jak gałązki. Teraz czuć, że jesteśmy w Skandynawii, u nas czegoś takiego nigdy nie widzieliśmy.

Zamek Läckö
Po powrocie do samochodu zorientowaliśmy się, że drugiego szlaku już nie zdążymy przejść, jeśli myślimy o zamku. Ani jest trochę przykro, bo liczyła na dłuższą wycieczkę, ale zamek, piękny z zewnątrz, również kusi. Ostatecznie decydujemy się na zamek.

Znów okazuje się, że nie można płacić gotówką i wygląda na to, że niepotrzebnie ją kupowaliśmy w kantorze przed wyjazdem. W cenie biletów dostajemy możliwość zwiedzania wraz z angielskojęzyczną przewodniczką, a ponieważ jesteśmy w tym momencie jedynymi obcokrajowcami, mamy zwiedzanie „indywidualne” 🙂

Zamek zachował się wprost świetnie, w końcu omijały go wszelkie wojny, a przez pewien czas była to rezydencja królewska. Malowidła naścienne, obrazy a nawet tapety z XVII wieku, spoglądają na nas z zamkowych murów. To wszystko jest oryginalne! Nawet niektóre drzwi przetrwały z poprzednich epok.

Oprócz komnat wyposażonych typowo „zamkowo”, oglądamy również wystawy tematyczne, które są poświęcone podróżowaniu (zamek znajduje się na szlaku pielgrzymkowym) i okolicznej przyrodzie.

Po zwiedzeniu warowni, wracamy do namiotu, który stoi kilkaset metrów dalej, na zasłużoną kolację. A jutro ruszamy do Norwegii!
Oto trasa naszej wycieczki wzdłuż jeziora:
Leave A Reply