Wczorajsza wycieczka była długa i niełatwa, ale było przepięknie. Dokładnie tego oczekiwaliśmy po Norwegii. Rozległe przestrzenie, dzikie tereny i szlaki tylko dla nas. A to była przecież dopiero rozgrzewka! Nasz główny cel, płaskowyż Hardangervidda i góry Jotunheimen dopiero na nas czekają! Wprawdzie ośnieżony łańcuch górski, który widzieliśmy wczoraj, zasiał nutkę niepewności, jak to będzie, ale przecież jest czerwiec. Doliny na pewno będą zielone 🙂

Przygotowanie
Rano ciężko jest wstać po wczorajszym dniu, bo brakuje nam sił. Mnie jeszcze zaczęło boleć gardło, a śniadanie nie jest specjalnie przyjemne, kiedy każdy kęs przechodzi z bólem. Po śniadaniu próbujemy znaleźć na mapie jakiś parking, z którego moglibyśmy wybrać się na kilkudniową wycieczkę po Parku Narodowym Hardangervidda. Z noclegami tu nie ma problemu, bo namiot można rozbić niemal wszędzie, także na obszarach chronionych. Dużo gorzej jest z parkingami, bo tych jest niewiele a dodatkowo często są ograniczenia czasowe lub opłaty.

Analizowanie mapy papierowej, Mapy.cz, i Google’a trochę trwa, ale w końcu znajdujemy satysfakcjonujące miejsce. Wyjeżdżając z miasta zaglądamy jeszcze do sklepu spożywczego. Kupujemy niesamowicie drogi chleb (a jednocześnie najtańszy w sklepie) za 20 zł, salami z renifera (w ramach ciekawostki), puszki z rybami i paczkę ciastek maślanych. Z tego zestawu zdecydowanie najbardziej smakują nam ciastka, więc musimy się pilnować, żeby zbyt szybko ich nie pochłonąć 😉 Natomiast chleb to tragedia, kruszy się i rozpada w czasie krojenia do tego stopnia, że nawet nie ma jak go obłożyć dodatkami.
Śnieg, dużo śniegu
Samochodem po Norwegii jeździ się świetnie. Drogi są w dobrym stanie, ruch jest niewielki a tunele, często wielokilometrowe, ułatwiają przeprawianie się przez górskie grzbiety. Do tego widoki są niesamowite. Ogromne przestrzenie są zupełnie nie zagospodarowane przez ludzi, więc można poczuć się jak w dziczy. Wrażenie to potęgują wszechobecne wodospady, które są uosobieniem sił dzikiej przyrody.

W okolicach Haukeliseter zatrzymujemy się na postój na eleganckim parkingu. Dookoła nas wznoszą się ośnieżone góry, a powietrze, które wdychamy, jest niesamowicie mroźne. Czujemy się, jakby to była zima, chociaż jest połowa czerwca. Na niektórych jeziorach dryfuje kra a jedno jest zupełnie zamarznięte.

Zaraz za postojem trafiamy na zamknięty tunel a samochody są prowadzone systemem wahadłowym wąską górską drogą przez kilka kilometrów. Wjeżdżamy pomiędzy góry szosą, która byłaby zbyt wąska na minięcie się dwóch samochodów. Na wprost widzimy strome zbocze z widocznymi brązowo-szarymi lejami na śniegu, typowymi śladami wiosennych lawin. Gdy wjeżdżamy wyżej, okazuje się, że nasza szosa była niedawno zupełnie zasypana! Pługami zrobiono potężne „kaniony” w masach śniegu. Miejscami śnieżne ściany przekraczają wysokość SUVa jadącego przed nami.

Zmiana planów
Wkrótce zjeżdżamy z drogi krajowej w boczną szosę, która ma nas zaprowadzić na parking tuż przy granicy Parku Narodowego. Niestety asfalt wkrótce się kończy i czeka nas kilkanaście kilometrów jazdy po szutrze. Do tego widzimy cały czas, że okoliczne góry pokryte są śniegiem. Zatrzymujemy się na zdjęcia i zdecydujemy się zawrócić. Szkoda męczyć auto na takiej drodze a w tych okolicach i tak nie pochodzimy. To znaczy wędrować możemy spróbować, ale nocowanie w namiocie na śniegu odpada, bo nie mamy zimowych śpiworów.

Zawracamy i kierujemy się na najbliższy camping, żeby pomyśleć co dalej. Dojeżdżamy do Røldal, ośrodka narciarskiego, który reklamuje się posiadaniem najgrubszej warstwy śniegu w Europie. To wiele wyjaśnia w kwestii tego, jak wygląda okolica. Nasz nowy camping jest bardzo uroczy – jesteśmy wprost otoczeni przez wodospady. Możemy dostrzec około dziesięciu sztuk, a najokazalszy jest na wprost wyjścia z namiotu od Ani strony.

Po rozbiciu się, idziemy jeszcze zobaczyć miejscowy drewniany kościół klepkowy, ale zwiedzanie jest horrendalnie drogie jak na obiekt tak małych rozmiarów. Zamiast tego, wybieramy się na spacer nad pobliskie jezioro i dalej do elektrowni wodnej. Po spacerze i kolacji robimy się senni i dziś do snu utulał nas będzie doskonale słyszalny szum wodospadu 🙂
Trasa samochodowa z dziś. W rzeczywistości przejechanie jej zajęło dużo więcej czasu:
Leave A Reply