Wczorajszy dzień zasiał zwątpienie w naszych sercach. W takich warunkach nie damy rady nocować w namiocie w górach, więc z wielodniowych wycieczek nici. Może uda się chociaż jednodniowe? Wzięliśmy grubsze ubrania, a zatem niska temperatura nie będzie problemem. Trzeba tylko znaleźć trasę, parking i można ruszać. Szybko namierzamy cel wycieczki i w drogę!

Wycieczka
Po śniadaniu zaczyna kropić, ale mimo to próbujemy zrobić krótką trasę po górach. W końcu po to tu przyjechaliśmy a z cukru nie jesteśmy 😉 Nasz parking jest niedaleko, lecz wiedzie do niego kręta i stroma droga. Wokół jest pełno wodospadów, więc zatrzymujemy się na zatoczce, wysiadamy z auta i robimy zdjęcia. Takich ja my jest więcej, natomiast zatoczek również nie brakuje, nawet przy szerokich drogach. Widać więc, że nie powstawały tylko jako mijanki, ale również jako miejsca postojowe.

Po dotarciu na miejsce startu okazuje się, że wszędzie wokół jest śnieg. Ale to nie tak, że są tylko łaty śniegu. On pokrywa całe połacie wokół nas. Widzimy nawet zamarznięte jezioro, które wyróżnia się tym, że pokrywający je lód ma niebieski odcień. Zaraz przy parkingu jest tablica informacyjna o szlaku i znajduje się mniej więcej na wysokości naszych butów.

Nieco dalej, przy drodze, warstwa śniegu jest wyższa niż my z wyciągniętymi rękami, czyli musi mieć około 2,5 metra! Nic dziwnego, że Røldal jest centrum narciarskim… 😉

Nie pozostaje nam nic innego, jak jechać dalej. Kierujemy się na północ, by przejechać wzdłuż fiordu Eidfjorden, który jest częścią Hardangerfjorden, drugiego najdłuższego fiordu w Norwegii. Droga w dół jest dalej wąska i kręta, ale znajdujemy zatoczkę parkingową i zatrzymujemy się na kolejną sesję z wodospadami 😉

Eidfjorden
Cały czas pada, jest pochmurnie i wieje niemiłosiernie, więc nawet specjalnie nie chce się wychodzić z samochodu. Mimo to zatrzymujemy się nad jeziorami, które mijamy a także nad fiordem, by zrobić im kilka zdjęć. Morale jest słabe, bo pogoda nie rozpieszcza, a z naszych planów wycieczkowych nic nie wychodzi. Sama droga jest niezwykle widokowa i ma nawet specjalne oznaczenie jako „scenic route”, czyli droga krajobrazowa / widokowa. Natomiast w tych warunkach nie jesteśmy ani trochę wniebowzięci. Z drugiej strony i tak mamy lepiej, niż kierowca kampera, który na tej niezbyt szerokiej drodze nie zmieścił się razem z betoniarką, przytarł autem o skały i zablokował drogę na kilkanaście minut.

Na nocleg zatrzymujemy się na campingu w Eidfjord, miejscowości na samym końcu fiordu. Nocujemy jednak nie nad morską zatoką, ale nad jeziorem znajdującym się kilkanaście metrów wyżej w tej samej dolinie. Pod względem widoków niczym się ono nie różni od fiordu 😉 Zabudowania miasteczka wciśnięte są między jezioro, zatokę i strome góry, co sprawia nieco klaustrofobiczne wrażenie. Pomimo olbrzymich przestrzeni, norweskie miejscowości często są tak stłoczone przez ukształtowanie terenu.

Na campingu obserwujemy ptaki, ale to dość monotonne zajęcie. Dominują pliszki, wróble i kwiczoły. Żadnych rzadkich gatunków, których byśmy nie znali z Polski. W taką pogodę nie chce się siedzieć na zewnątrz, więc po prysznicu (wyjątkowo płatnym osobno 10 koron) zaszywamy się w namiocie i czytamy książki.

Nasza trasa tego dnia:
Leave A Reply