Czy sam tytuł nie brzmi wystarczająco zachęcająco, by odwiedzić to miejsce? Co może być lepszego od połączenia twierdzy i wspinaczki po tejże twierdzy? No dobra, może być jeszcze dobre jedzenie. Na szczęście również w tym zakresie Esseillon sprawdza się znakomicie i możemy polecić również forteczne burgery. Zapraszamy Was na wycieczkę po cudownie położonych górskich fortyfikacjach dawnego Królestwa Sardynii.

Krótka historia twierdzy Esseillon
Na początku XIX wieku, spora część obecnie francuskich Alp znajdowała się pod panowaniem Królestwa Sardynii. Było to jedno z silniejszych państewek włoskich, którego władcy mieli wielkie ambicje: zjednoczyć Włochy. Zanim do tego celu przystąpili, musieli zabezpieczyć granicę z Francją. Zdecydowano się na budowę ogromnej twierdzy broniącej drogi prowadzącej z Francji do Turynu, stolicy Królestwa Sardynii.

Esseillon składała się z pięciu fortów, które zostały zbudowane tak by nawzajem się chronić, a w razie potrzeby (gdyby było ryzyko zdobycia przez przeciwnika) żeby każdy z nich mógł być zniszczony ogniem z pozostałych obiektów. Podobnie jak wiele innych nowożytnych fortec, Esseillon nigdy nie był zaatakowany, w związku z czym aż trzy obiekty zachowały się w niemal doskonałym stanie. Forty straciły na znaczeniu po zawarciu sojuszu przez Sardynię i Francję a w 1860 cały region Sabaudii został przekazany Francuzom. 10 lat później, marzenie króla Sardynii się spełniło: Włochy zostały zjednoczone.

Co stało się z fortami? Jeden z nich, w ramach tego samego porozumienia, za sprawą którego Sabaudia stała się francuska, został wysadzony. Pozostałe zostały przejęte przez wojsko, które używało ich jeszcze do lat 60-tych XX wieku. Jeśli zastanawiacie się, skąd wzięły się nazwy fortów Twierdzy Esseillon, to pochodzą one od imion członków rodziny panującej.

Fort Charles-Albert
Najwyżej położony i najbardziej wysunięty na północ obiekt był niewielką konstrukcją kamienno-ziemną. Do dziś zachowało się kilka budynków, które są obecnie magazynem znaków drogowych i dekoracji świątecznych oraz pozostałości wałów i murów. Dużo do oglądania tu nie ma, ale z uwagi na położenie, widoki na góry i pozostałe forty są świetne. Co więcej, na terenie fortu Charles-Albert znajduje się obecnie camping, na którym nocowaliśmy 🙂

Fort Marie-Christine
Około 500 metrów na zachód znajduje się kolejny fort, którego główny budynek zbudowany jest na planie podkowy i otoczony jest wianuszkiem bastionów. O ile mury zewnętrzne nieco się rozpadają, to centrum Marie-Christine jest zachowane idealnie i pełni obecnie rolę hotelu i restauracji. Zatem jeśli chcesz się przespać w forcie, ale nie jesteś fanem/fanką campingu, to właśnie wybór dla Ciebie 😉

Niestety z uwagi na obecnie pełnione funkcje, głównego budynku zwiedzić się nie da. Natomiast warto przejść się wzdłuż murów i na punkty widokowe. W jednym miejscu da się nawet wejść do kazamat, ale przejścia w głąb są albo zawalone albo zamurowane. Okolice fortu mają wielkich fanów w postaci jaszczurek, których widzieliśmy całe mnóstwo. Na Charles-Albert również było kilka tych gadów, ale nie aż tak dużo jak tu.

Fort Charles-Felix
Kolejne 500 metrów na południe, znajdują się kolejne fortyfikacje. To właśnie te wysadzone na rozkaz Napoleona III dla symbolicznego uhonorowania traktatu z Sardynią. Ponoć fort zniszczono w taki sposób, żeby łatwo móc go odbudować i obsadzić załogą w razie potrzeby. Pomimo uszkodzeń, ten fragment twierdzy również można zwiedzać, aczkolwiek należy zachować ostrożność. Przy wejściu znajduje się tabliczka, że wchodzenie może być niebezpieczne i jest odradzane, ale zakazu nie ma. Co więcej, część z pomieszczeń bywa wykorzystywana do trzymania owiec (sądząc po tym, co owce zostawiają po sobie).

Zachowały się pomieszczenia koszarowe, brama (ale bez mostu), kilka działobitni oraz prawdopodobnie w jakimś stopniu podziemia. Zwiedzanie utrudniają zawalone stropy między najwyższą i środkową kondygnacją. Co znajduje się poniżej środkowej kondygnacji, pozostaje dla nas tajemnicą. Niestety nie udało się nam znaleźć dogodnego zejścia, bo wszystkie otwory były pionowe: bez liny ani rusz. Esseillon ciągle skrywa swoje tajemnice 😉

Fort Victor-Emmanuel
Główny i najbardziej atrakcyjny element fortecy Esseillon ma kilka zalet. Jest świetnie zachowany, dostępny w dużej mierze do zwiedzania (zupełnie za darmo!) a poniżej jego murów poprowadzono kilka żelaznych perci. Do zobaczenia jest naprawdę dużo a poruszanie się po ogromnej przestrzeni ułatwiają dwie znakowane ścieżki: przygodowa, skierowana dla dzieci i jednocześnie najdłuższa, oraz krótsza, na której jest mniej schodów.

Ścieżka dziecięca wzbogacona jest o dodatkowe gry i zabawy, ale opisy są po francusku, więc niestety nie mogłem skorzystać. Niby dla dzieci, a w takim trudnym języku. Jak żyć? Na całej trasie jest też dużo tablic informacyjnych, więc można się co nie co dowiedzieć o historii twierdzy, poszczególnych pomieszczeniach czy codziennym życiu żołnierzy. Sporo jest obrazków, więc nawet nie znając dobrze języka można zrozumieć o co chodzi.

Wielką atrakcją fortecy jest zespół dróg wspinaczkowych typu via ferrata. Jest ich w sumie sześć z czego dwie: B+ i A/B prowadzą wokół murów fortu Victor-Emmanuel, a pozostałe 4, które są trudniejsze (od C/D w górę) położone są poniżej w pięknym i głębokim kanionie rzeki L’Arc. Francuzi używają innych oznaczeń trudności, ale my przywykliśmy do skali niemieckiej i taką tu podajemy.


My zdecydowaliśmy się na drogę B+ o nazwie Via Ferrata des Diablotins. Ciekawie jest od samego początku, bo ferrata zaczyna się od przeczołgania się przez działobitnię. W ten sposób fortów jeszcze nie zwiedzaliśmy 😉 Największą atrakcją drogi, ale zarazem najbardziej stresującymi miejscami, są kilkumetrowe kładki. Wąska deska nie budzi zaufania, a stalowa lina jest zawieszona na tyle nisko, że nie stanowi oparcia dla rąk. Pomimo niskiej wyceny, krótki fragment trzeba pokonać w delikatnym przewieszeniu, czego raczej się nie spodziewaliśmy. Ogólnie droga jest bardzo ciekawa, dobrze ubezpieczona, a widoki na Alpy i spora ekspozycja zapewniają świetną zabawę.


Redoute Marie-Thérèse
Najniżej położony fort znajduje się po drugiej stronie głębokiego wąwozu. Można do niego dostać się po pieszej kładce o urokliwej nazwie Pond du Diable (most diabła), jedną z ferrat (trudność E), dwoma długimi tyrolkami, bądź samochodem okrężną drogą.


Redoute Marie-Thérèse to fort na planie podkowy otoczony suchą fosą, który w założeniu miał być pierwszą linią obrony. Po drugiej stronie drogi znajduje się jeszcze jeden budynek forteczny, który odpowiedzialny był za obsługę mostu zwodzonego na dawnej drodze. Dziś ta przeprawa już nie istnieje, ale obiekty są dalej połączone tunelem, który można zwiedzić. To podziemne przejście to część trasy turystycznej po forcie (tym razem płatnej). W jej skład wchodzi niewielkie muzeum poświęcone historii twierdzy, przejścia przez kazamaty oraz wspomniany wyżej tunel.

Na dziedzińcu fortu można zjeść jakiegoś fast fooda (my zdecydowaliśmy się na burgery, całkiem zacne), a w okolicy funkcjonuje spory park linowy o urozmaiconych trasach o różnym poziomie trudności. Wejście na trasy wydawało się być bezpłatne, więc zapewne jedyny koszt to wynajęcie sprzętu (jeśli ktoś nie ma swojego), aczkolwiek możemy się mylić.

Podsumowanie
Z uwagi na rozległość twierdzy i liczbę wszelkich atrakcji, najlepiej poświęcić cały dzień na jej zwiedzenie. My podzieliliśmy eksplorację aż na dwa etapy i nie udało nam się wszystkiego zobaczyć, ale przeznaczyliśmy na to dzień odpoczynkowy (w który się nie przemęczamy) i dzień przeprowadzki na drugi camping. O ile obiekty twierdzy spenetrowaliśmy dogłębnie, zaglądając w każde miejsce, gdzie się dało, to z ferrat przeszliśmy tylko jedną. Aż cztery z nich uznaliśmy na zbyt wymagające a już w tym roku mieliśmy okazję próbować swoich sił na drodze o trudności D i nie chcieliśmy tego powtarzać 😉 Nie sprawdzaliśmy również tyrolek (trzeba je zarezerwować) ani parku linowego.

Twierdza Esseillon jest naprawdę fantastyczna i zapewnia wiele rozrywek: od spokojnego zwiedzania o spacerowej trudności aż po dostarczające adrenaliny ferraty i tyrolki! Co więcej, nie trzeba być maniakiem militariów (jak ja) by dobrze się bawić i można dobrać zwiedzane forty do swoich preferencji. Czy jest to zatem najlepsza twierdza jaką zwiedzaliśmy w czasie tego wyjazdu? Tego nie możemy jednak powiedzieć, bo jest jeszcze jedna fajniejsza, ale o niej napiszemy później 😉

Tym razem mapka jest samochodowa, z oznaczonymi parkingami do każdego fortu
Leave A Reply