W zeszłym tygodniu niemałą aferę w mediach społecznościowych wywołała ogólnopolska mapa wycinek lasów (rębni). Lasy Państwowe zarzucały autorom manipulację, autorzy bronili się tłumacząc, że dane pochodzą ze strony Lasów Państwowych, a obywatele udostępniali zdjęcia wycinek w pobliskich lasach. Podpinamy się pod tę szeroko zakrojoną dyskusję i dorzucamy parę naszych spostrzeżeń na temat wycinki lasów w górach. Pozwoliliśmy sobie skonfrontować je z literaturą historyczną i przyrodniczą. Wszak żadne z nas nie jest ani leśnikiem, ani biologiem, więc na analizie leśnych procesów znamy się tyle, ile sami zaobserwujemy.

„Kiedyś było lepiej”
Jednym z zarzutów, który się nader często pojawia w dyskusji, jest odwołanie do przyszłości. „Od dziecka chodzę po tym lesie i nigdy nie było takich wycinek”, niektórzy piszą. Chociaż na oczy nie widzieliśmy tego konkretnego lasu, o którym piszą, jesteśmy tego absolutnie pewni. W tamtym lesie na pewno tak dużych wycinek nie było, bo drzewa rosną dłużej, niż ludzie żyją. Zatem wielka wycinki zdarzają się raz na kilkanaście a rębnie całkowite raz na kilkadziesiąt lat – w końcu drzewa muszą urosnąć.
Ale mieliśmy pisać o naszych spostrzeżeniach, a nie o innych, więc wróćmy do tematu. Chodząc po górach od ponad dwudziestu lat, mogę powiedzieć jedno – wycinki widywało się zawsze. Czasem większe, czasem mniejsze. To, co się zmieniło, to wykorzystanie ciężkiego sprzętu. Kiedyś z rzadka widywało się dżipa pracowników leśnych, albo traktor. Do zrywki drewna (czyli przemieszczania kłód z miejsca na miejsce) używano… koni. Nieraz widziałem jak koń ciągnął kilkumetrowy pień drzewa a człowiek kierował nim z użyciem kilku głosowych komend. Dziś konie zostały zastąpione przez wielkie maszyny: forwardery i harvestery, żłobiące półmetrowe koleiny w leśnych drogach. Może to oburzać, bo wygląda to paskudnie, ale jaki skandal wywołałoby dziś używanie do tych prac koni?
Ciekawe spostrzeżenia wnosi antologia „Podróżnicy w Górach Olbrzymich”. Otóż dawniej, na pograniczu Gór Izerskich i Karkonoszy, wycinka drewna postępowała tak szybko, że po kilkunastu latach bardziej opłacało się wybudować nową hutę, niż przewozić drewno do istniejącej. Tak szybko przesuwała się granica lasu. Na miejscu wyciętych drzew sadzono cenione przemysłowo świerki, a te w latach 80. zaatakował sympatyczny chrząszczyk: kornik drukarz. I znów trzeba było całe połacie lasów wyciąć. Jako ludzkość mamy niewątpliwy talent do niszczenia ekosystemów. Niemniej, obecnie dalecy jesteśmy od rabunkowej gospodarki leśnej.

Wielkość wycinki lasów w górach
Zaraz po publikacji mapy, Internet obiegły zdjęcia rębni całkowitych, gdzie na przestrzeni kilku hektarów wycięto wszystkie drzewa. Takie zdjęcia oczywiście wyglądają oszałamiająco i dobrze podpierają tezę o masowości wycinek. Oczywiście takie rzeczy się zdarzają, wystarczy choćby spojrzeć na zdjęcie otwierające ten artykuł, które pochodzi z 2016 roku. Polanę porastają już kilkuletnie drzewa, więc wycinka musiała mieć miejsce pewnie przed 2010 rokiem. Nic nowego pod słońcem. Na zdjęciu jest też słupek graniczny, co pokazuje, że to nie tylko w Polsce tak się tnie, ale również w Czechach. Ale, co najważniejsze, takie wycinki w górach to rzadkość!
O wiele częściej, widujemy w górach rozrzucone polany o średnicy kilkudziecięciu metrów. Czasami występują rzadziej (np. Góry Bystrzyckie) a czasami gęściej (np. Rudawy Janowickie). Przypuszczalnie zależy to od wieku drzewostanów – im drzewa starsze, tym więcej dziur. Nieco gorzej wygląda to w Górach Kamiennych i Wałbrzyskich, bo tam faktycznie wycinane są o wiele większe połacie.

Ciekawe spostrzeżenia na temat wycinek mają sami leśnicy. Witold Koehler, w książce „Przymierze z lasem” krytykuje rębnie całkowite i traktowanie lasu jako uprawy. Opisując proces „upraw leśnych” krok po kroku, podkreśla wszystkie błędy i negatywne skutki takich działań. Jest to o tyle ciekawe, że to książka napisana w… 1979 roku. Niestety, w niektórych miejscach takie praktyki wciąż mają miejsce.
Jeszcze dalej idzie szerzej znany Peter Wohlleben, autor „Sekretnego życia drzew”. Jeśli dobrze pamiętam, w nadzorowanym przez siebie lesie, wprowadził rewolucyjną gospodarkę leśną. Zamiast wycinać wiele mniejszych drzew, wycina nieliczne drzewa większe. Bilans ekonomiczny jest podobny (bo duże drzewa są więcej warte), natomiast jest to bardziej korzystne dla przyrody i krajobrazu. Zastosowanie takich metod w górach, czy na innych terenach, gdzie wartości krajobrazowe są szczególnie ważne, miałoby sens. Na większą skalę ta metoda nie zapewniłaby odpowiednio dużej podaży drewna. A na zmniejszoną konsumpcję czegokolwiek (w tym drewna), nie należy się nastawiać. Żyjemy niestety w takim czasach, w których konsumpcja jest kluczową działalnością człowieka – przynajmniej z perspektywy przedsiębiorców i rządów.
Wycinki na terenach chronionych
Chyba wszyscy słyszeli o aferze związanej z wycinką Puszczy Białowieskiej. Zaawansowane plany Lasów Państwowych zostały wówczas nagłośnione przez szereg organizacji pozarządowych. O ile dobrze pamiętam, wycinka nie obejmowała terenów żadnego rezerwatu ani parku narodowego. W żadnym wypadku nie sugeruję, że plany wycinki były słuszne, ponieważ nie mam wiedzy na temat tamtejszych lasów ani tychże planów. Chciałbym podkreślić tylko coś innego.
Otóż wycinki trwają w najlepsze na obszarze parków narodowych i nie powodują one takiej medialnej nagonki, jak wspomniana Puszcza Białowieska. Zaledwie dwa tygodnie temu widzieliśmy jak na terenie Parku Narodowego Gór Stołowych ścinano drzewa. Polskie Tatry Zachodnie to jedna wielka wycinka drzew, a obszar ten częściowo podlega Tatrzańskiemu Parkowi Narodowemu. Na tyle, na ile mi wiadomo, w obu przypadkach wycinki tłumaczone są pojawieniem się korników. Jest to o tyle dziwne, że korniki są częścią przyrody tak samo jak atakowane przez nie drzewa. Czyli chronimy przyrodę, czy pokazujemy przyrodzie, że znamy się lepiej na biologii od niej?

Jednym z najważniejszych wniosków Koehlera jest to, że człowiek w gospodarce leśnej próbuje stosować zasady wyniesione z rolnictwa, chociaż las jest o wiele bardziej skomplikowanym ekosystemem. Tak bardzo skomplikowanym, że nie mamy pojęcia o wielu zależnościach a przez to jesteśmy skazani na porażkę. Z tym zupełnie zgadza się Wohlleben, również sugerując odnowienie naturalne zamiast sztucznych nasadzeń. Problem w Polsce polega jednak na tym, że mamy dużo monokultur. Niziny często porasta bór sosnowy, a góry bór świerkowy. Żeby wprowadzić tam drzewa liściaste, najłatwiej jest wyciąć stare drzewa iglaste i zasadzić sadzonki liściaste. Z czasem się to przemiesza.
Wracając do wycinek na obszarach chronionych, w Karkonoskim Parku Narodowym doskonale widoczne są ślady wyciętej kosodrzewiny, która była usuwana by tworzyć szerokie szlaki dla tłumów turystów. Zapewne w innych parkach narodowych a może i w rezerwatach też znajdą się ślady wycinek, które ktoś u władzy jakoś uzasadnił. Jestem pewien, że znajdą się ludzie z podejściem „pokaż mi las, a ja znajdę paragraf”. Na temat wycinki lasów w górach można napisać o wiele więcej, lecz będą to tylko słowa, które niekoniecznie coś mogą zmienić.
Co można zrobić?
Można dalej wrzucać smutne zdjęcia wyciętych drzew, może ktoś z rządu je zobaczy, wzruszy się, zapłacze nad losem biednych polskich lasów i zakaże wycinek. Tak, to była ironia. Można też w kolejnych wyborach zagłosować na partię, która obieca, że będzie wycinać mniej drzew. Oczywiście, jak partia coś obieca, to tylko obieca. Na to, co będzie rzeczywiście robić, wyborcy nie będą mieć żadnego wpływu. Ba, nawet jak ta partia faktycznie ograniczy wycinkę, nie oznacza to, że kolejny rząd nie wytnie tych drzew, które oszczędził poprzedni. Nie ma łatwo, co?
Można też zasadzić drzewa samemu. Nie trzeba od razu tworzyć całego lasu (a warto nadmienić, że można mieć w Polsce las prywatny). Może warto zasadzić jakieś większe drzewo na własnej działce? Dobrze wpłynie to na bioróżnorodność. Chociaż w tym kraju wiele jest domów jednorodzinnych, wiele z działek porośniętych jest tylko trawą i tujami. Warto to zmienić. Zasadzonym drzewem zainteresują się choćby ptaki, które odwdzięczą się śpiewem i zjadaniem owadów.

Leave A Reply