Pomysł wycieczki rowerowej do Niderlandów zrodził się już rok temu, ale z uwagi na ograniczony budżet realizację planu musieliśmy przełożyć. Głównym naszym celem było zobaczenie ogromnych pól tulipanów. Ich największe zagęszczenie jest na pograniczu Holandii Północnej i Południowej, ale jest to też najbardziej zaludniona część kraju. Do tego, znajdujący się tam ogród botaniczny Keukenhof ściąga tysiące turystów. Ponieważ, jak zapewne wiecie, nie lubimy tłumów, zdecydowaliśmy się obrać inny kierunek. Tulipany są uprawiane również w północnych regionach kraju oraz, w sąsiadującej z Belgią, Zelandii. Zdecydowaliśmy się na ten region z uwagi na bliskość do Luksemburga, gdzie obecnie mieszkamy, oraz zdjęcia uroczych małych miasteczek, które widzieliśmy. Po tej wyprawie możemy powiedzieć jedno: Zelandia na rowerze to przepis na udany urlop 🙂

Co zrobić w pięć dni
Biorąc trzy dni urlopu, mogliśmy sobie pozwolić na zwiedzenie sporej części tej prowincji. Dni dojazdowe poświęciliśmy na zrobienie krótkich, około 20 kilometrowych wycieczek. Były one zaplanowane tak, żeby trafić na pola tulipanów, których lokalizację znaliśmy mniej (okolice Hulst) lub bardziej dokładnie (mieliśmy mapkę pól na wyspie Goeree-Overflakkee). Kolejne dwa dni miały być wypełnione około 60-kilometrowymi wycieczkami. Jedną z nich musieliśmy skrócić, ponieważ poza sezonem nie działają niektóre promy pasażerskie. W celu regeneracji, jeden z dni przeznaczyliśmy na pieszą wycieczkę po Rotterdamie.


W czasie planowania, oprócz niesprawdzenia dostępności promów, popełniliśmy jeszcze jeden błąd. Chociaż niderlandzkie pociągi są bardzo wygodne, to ceny przewozu rowerów są kosmiczne! Za przejechanie 30 kilometrów zapłaciliśmy niecałe 5 euro za osobę i niecałe 10 euro za rower… Nie tego spodziewaliśmy się po kraju rowerzystów.
Dokładne trasy naszych wycieczek znajdziecie na dole artykułu 🙂 A poniżej tras jeszcze więcej zdjęć!


Tulipany
Zacznijmy od głównego celu całego wyjazdu: pól tulipanów. Nie jest łatwo znaleźć informację o tym, gdzie rosną tulipany. Na mapach Google jest tylko kilka pinezek, a komentarze do nich świadczą o tym, że nie zawsze zgadza się to z rzeczywistością. Lokalizacje na Instagramie oznaczane są po prostu nazwą pobliskiego miasta, co też nie pomaga. Co więcej, tulipany mają raczej krótki okres kwitnienia, więc trzeba też trafić z terminem. Na przykład w tym roku wiosna zaczęła się dużo szybciej.


Pierwszą próbą było jeżdżenie wokół miejscowości Hulst na chybił trafił. Udało nam się znaleźć tylko dwa niewielkie pola, z czego jedno było już przekwitnięte. Drugie podejście było bardziej szczęśliwe, bo Ania trafiła na mapkę z zaznaczonymi polami na wyspie Goeree-Overflakkee. Dzięki temu udało nam się zobaczyć całe mnóstwo tulipanów. Mapka nie była jednak idealna, bo w czasie jazdy na horyzoncie z zauważyliśmy kolejne kolorowe pola. Nie zostały oznaczone, chociaż były największe. Tradycyjnie: trzeba być czujnym! 😉


Infrastruktura rowerowa
Zelandia nie odstaje od reszty państwa i podróżowanie rowerem jest niesamowicie przyjemne! Sieć ścieżek rowerowych jest niezwykle gęsta i doskonale oznaczona. Same trasy najczęściej zrobione są tak, żeby rowery poruszały się z daleka od samochodów (czasem nawet osobnymi drogami pośród pól uprawnych). W miastach, jeśli nie ma osobnej ścieżki, limity prędkości są na tyle niskie, że można spokojnie jechać razem z autami.


Nie brakuje również „miejsc parkingowych” z pałąkami do przypięcia rowerów, no może za wyjątkiem dworców kolejowych, bo po prostu rowerzystów jest zbyt wielu. Jeśli wolelibyście pożyczyć rower na miejscu, to wypożyczalni też jest całkiem sporo. W 2015 roku z powodzeniem z nich korzystałem i za niewygórowaną cenę jeździłem na typowych lokalnych rowerach (szeroka kierownica, 3 biegi, hamulec nożny). Własny rower jest jednak bardziej komfortowy i przede wszystkim szybszy 😉


Fortyfikacje
Niderlandy jako niepodległe państwo powstały w XVI wieku, kiedy zaczynała królować broń palna. Kamienne zamkowe mury nie chroniły przed nią dobrze, więc zaczęto budować ceglano-ziemne fortyfikacje, z wieloma trójkątnymi bądź pięciokątnymi bastionami zamiast wież. Młode państwo musiała się skutecznie bronić przed sąsiadami, więc każda większa miejscowość była jednocześnie fortem. Zaskakująco dużo umocnień przetrwało do dzisiejszych czasów. Niektóre miasteczka mają zupełnie kompletne pierścienie fortyfikacji! W tej części Zelandii, którą zwiedziliśmy, najlepiej zachowane są w Hulst i Middelburg, ale sporo zostało też w Goes i Veere.


Kolejny ważny etap fortyfikowania Niderlandów rozpoczął się w 1942 roku, kiedy ruszyła budowa Wału Atlantyckiego. Wzdłuż całego wybrzeża powstawały betonowe schrony, baterie dział, magazyny amunicji, zęby smoka itd. Część z tych obiektów pozostała do dziś ale jej zwiedzenie nie jest proste. Część schronów bojowych można zobaczyć wyłącznie z przewodnikiem i tylko w konkretne dni (np. wakacje, weekendy), a do części nie ma dostępu w ogóle (schrony są rozrzucone po niedostępnych wydmach, albo wejścia są zamurowane).


Zelandia na rowerze – trasy
Okolice Hulst
Długość: 27 km
Trudność: łatwa
Atrakcje: Fort gwiazda Hulst, tulipany (nr 8 na mapie)
Mapa:

Middelburg – Veere – Goes
Długość: 45 km
Trudność: łatwa, w mieście nie ma co kierować się nawigacją, tylko lepiej podążać za budynkami, które ładnie wyglądają 😉 Powrót pociągiem
Atrakcje: centrum Middelburga, Veere – małe, urokliwe i bardzo turystyczne miejsce, ręczne promy w forcie, centrum Goes

Wybrzeże Zelandii
Długość: 59 km
Trudność: średnia, kilka podjazdów na wydmy
Atrakcje: centrum i fortyfikacje Middelburga, centrum Vlissingen, dwa okręty (powojenny trałowiec, obecnie okręt-muzeum, i miniaturowa łódź podwodna z II WŚ), fortyfikacje Vlissingen, latarnie morskie, schrony bojowe i zęby smoka (część Wału Atlantyckiego), piękne szerokie plaże, działający wiatrak w Domburgu, zamek Westhove

Okolice Middelharnis
Długość: 19 km
Trudność: łatwa
Atrakcje: tulipany!!!







Leave A Reply