Gdy tylko przenieśliśmy się z namiotem z Aussois do Pralognan-la-Vanoise, Ania zapowiedziała, że koniecznie musimy zobaczyć Lac Blanc. Białe Jezioro jest ponoć jednym z najładniejszych górskich stawów w okolicy, więc musieliśmy to sprawdzić. Ponieważ jesteśmy za młodzi, żeby kończyć wycieczkę na wysokości jeziora, postanowiliśmy wejść na najbliższą przełęcz, Col du Soufre. Z mapy wynikało, że powinniśmy z niej doskonale widzieć dorodny Glacier de Gébroulaz. Nigdy wcześniej nie oglądałem lodowca z bliska (Ania była na Islandii, więc miała już taką okazję), zatem była to dodatkowa motywacja, by się tam wybrać.

Dolina Doron de Chavière – po raz drugi
Wycieczka zaczyna się dokładnie w tym samym miejscu co szlak na Petit Mont Blanc. Napisaliśmy o nim osobny artykuł, który dostępny jest tutaj:


Parking jest naprawdę duży, darmowy, a wybierając się na Col du Soufre najlepiej zaparkować najdalej jak się da: zawsze to kilkaset metrów marszu po asfalcie mniej 😉 Szlak prowadzi wygodną i niezbyt stromą drogą wzdłuż sympatycznego potoku Doron de Chavière. Strumień w dole doliny wije się bardzo spokojnie, ale wyżej wyrzeźbił potężny jar, pokazując potęgę wody.

W drodze towarzyszą nam krowy z tradycyjnymi, zdobionymi dzwonkami oraz świstaki, bez dzwonków, ale z sadełkiem 😉 Dotąd jesteśmy naprawdę zdumieni wielkością niektórych osobników oraz szybkością z jaką potrafią się poruszać mimo dorodnych rozmiarów.
Refuge de Péclet-Polset
Do schroniska docieramy na kilkanaście minut przed dwunastą, czyli tuż przed porą obiadową, poza którą nie są wydawane ciepłe posiłki. Obsługa szybko orientuje się, że język francuski nie jest naszą najsilniejszą stroną i przechodzi na angielski. Okazuje się, że przyszliśmy za wcześnie i kucharz sam jeszcze je. W związku z tym, pytają nas, czy to będzie ok, jak poczekamy kilka minut aż zje. Korzystamy z tej chwili przerwy, żeby poopalać się na leżakach i chwalić rozsądne podejście do własnych pracowników. W Polskich schroniskach obsługa musi zasuwać non-stop jak chomiki w kółeczku, a widać da się inaczej…

Na obiad wsuwamy lokalny makaron crozets (półcentymetrowe kwadraciki) z również lokalnym serem, szynką i zieloną sałatką. Akurat tyle, żeby uzupełnić kalorie, ale nie przejeść się przed stromym podejściem na Col du Soufre. Chwilę po starcie docieramy na szczyt moreny oddzielającej staw od reszty doliny i możemy podziwiać Lac Blanc. Wbrew nazwie, woda jeziora nie jest biała, ale akwamarynowa i wygląda niemal nienaturalnie.


Col du Soufre
Jesteśmy pod tak wielkim wrażeniem okolicy: jeziora, olbrzymiego Pointe de l’Échelle (3422 m) po drugiej stronie doliny oraz szczytu, że co chwilę zatrzymujemy się by robić zdjęcia. W kierunku, w którym idziemy podziwiamy niesamowitą górę Roc du Soufre, zbudowaną z gipsu, a przez to erodującą do grupy szpiczastych szczytów przypominających czapki krasnoludków. Im wyżej podchodzimy, tym lepiej widać lodowiec Gébroulaz. Liczymy na to, że z przełęczy zobaczymy go jeszcze lepiej.

Po dotarciu na Col du Soufre jesteśmy nieco rozczarowani widokiem. Góry po drugiej stronie nie są tak piękne, jak te, które oglądaliśmy do tej pory. Jednocześnie, lodowy jęzor chowa się za skałami i morenami, więc musimy zejść na drugą stronę przełęczy. Przedzieramy się przez piargi, najpierw przez większe skały, aż do osypujących się drobnych kamieni poniżej. W końcu widzimy Glacier de Gébroulaz w całej okazałości. Dolna część lodowca jest kamieniście szara i „brudna”, ale biel powyżej oraz olbrzymie szczeliny widoczne z daleka sprawiają niesamowite wrażenie. Warto było się tak trudzić, by dojść do tego miejsca.

Powrót
Po zakończeniu sesji fotograficznej, musimy znów wdrapać się na Col du Soufre, ale potem aż do schroniska towarzyszy nam ten sam widok, od którego nie mogliśmy oderwać wzroku wcześniej. Narzekamy trochę, że pomimo trafienia w tak odległe miejsce, nie widzieliśmy zbyt wiele dzikich zwierząt. Po zbliżeniu się do jeziora, okazuje się, że nad brzegami Lac Blanc pasie się całe stado kozic górskich, więc natychmiast odwołujemy nasze skargi 😉

W czasie pierwszej wizyty w Refuge de Péclet-Polset dostrzegliśmy witrynkę z ciastami, zaglądamy więc do schroniska ponownie. Tym razem tarty uśmiechają się do nas jeszcze bardziej. Próbujemy dwóch rodzajów: jagodową i jakąś drugą. Jagodowa jest tak wybitna, że pamiętamy ją do dziś, zaś ta druga odeszła w zapomnienie. Nic dziwnego, że tarte aux myrtilles jest jednym z francusko-alpejskich przysmaków!

Dalsza droga na parking nie przedstawia dodatkowych atrakcji, idziemy dokładnie tą samą drogą, którą przyszliśmy. Gdy mamy do samochodu około kilometra, mijamy drugie schronisko górskie: Refuge du Roc de la Pêche. Nie zachodzimy jednak do niego na kolację, bo na campingu czekają na nas zapasy konserw i liofilizatów: trzeba dbać o budżet 😉

Podstawowe informacje:
Długość: 21,3 km
Przewyższenie: 1180 m
Czas przejścia: 6 h 40 m; nasz czas: 7 h 50 m z postojami, nie licząc obiadu
Trudność: średnia
Mapa:












Leave A Reply