Czasem najpiękniejsze miejsca odkrywa się zupełnym przypadkiem. Dokładnie tak było z wejściem na Petit Mont Blanc w Parku Narodowym Vanoise. Szczyt jest niepozorny, liczy zaledwie 2677 metrów (zaledwie, gdyż okoliczne góry są wyższe o kilkaset metrów). Do tego szlak wejściowy jest względnie krótki, stromy i prowadzi cały czas jednym zboczem, co w teorii powinno go uczynić mozolnym i nudnym. Wybraliśmy się na Petit Mont Blanc tylko z jednego powodu: był do „zrobienia” w ciągu kilkugodzinnego okienka pogodowego między dwoma ulewami. Dopiero na szlaku przekonaliśmy się, że to chyba najbardziej widokowa wycieczka w czasie dwutygodniowego urlopu! Potężne i urwiste 3,5-tysięczne szczyty, lodowce a do tego morze chmur zapewniły nam niebywały spektakl!

Dolina Doron de Chavière
Wycieczkę zaczynamy na dużym i bezpłatnym parkingu na południe od Pralognan-de-Vanoise, miejscowości, w której byliśmy na kempingu. Od razu atakujemy strome zbocza Petit Mont Blanc, wąską, lecz wyraźną i dobrze oznaczoną ścieżką. Na Mapy.cz szlak nie jest w ogóle widoczny, dlatego doceniamy naszą papierową mapę. Po dwóch dniach odpoczynku wymuszonego załamaniem pogody mięśnie się zregenerowały i prujemy pod górę jak dwa harpagany.


Początkowo towarzyszy nam las i mgła, ale wyżej robi się cudownie. Pod nami kłębią się chmury a po drugiej stronie doliny wznoszą się potężne szczyty. Chociaż patrzymy cały czas na te same góry i tą samą dolinę, tańczące po zboczach mgły zapewniają nam coraz to nowe widoki.


Petit Mont Blanc
Na pierwszy postój zatrzymujemy się w okolicach przełęczy, zaledwie 100-200 metrów poniżej szczytu. Col du Mône jest tak wietrzne, że nie da się dalej iść w krótkim rękawku pomimo cudownego słońca. Posileni i ubrani w wiatrówki możemy ruszać na szczyt. Wejście nie przedstawia żadnych trudności technicznych i po kilkunastu minutach meldujemy się na Petit Mont Blanc, z którego roztacza się przepiękna panorama. Szczególnie podoba nam się kierunek północno-wschodni, z którego powoli napływają chmury wgłąb doliny. Przez kilka minut na horyzoncie widoczne są białe ściany prawdziwego Mont Blanc! Podziwiając ten widok moglibyśmy siedzieć na szczycie godzinami, ale świadomi nadciągającego deszczu musimy się rozstać z górą.


Gdy schodzimy, kotłujące się chmury zakrywają bezimienną dolinę, w której czeka na nas autko. Jest magicznie, piękniej niż na obrazie Caspara Davida Friedricha. Tempo marszu wyraźnie spada, bo co chwilę robimy zdjęcia. Chociaż to nie pierwsze morze chmur, jakie obserwujemy w naszym życiu, być może właśnie to jest najcudowniejsze. Gdyby widoków było mało, to trafiamy jeszcze na szarotki alpejskie oraz modraszki, które nie uciekają przed aparatem!


Zejście
Niżej trafiamy na niesamowicie piękne niebieskie kwiaty o postrzępionych płatkach. Widzimy je po raz pierwszy i od razu na oczarowują. Później okazuje się, że południowe zbocza Petit Mont Blanc są jednym z niewielu miejsc, w którym owe mikołajki alpejskie występują tak licznie.

Po dojściu do drogi, kierujemy się w stronę parkingu a po drodze wpadamy jeszcze na obiad do Refuge Le Repoju. Jedzenie jest dobre, ale nie dorównuje wybitnej naleśnikarni Les Mouch’du w Pralognan, w której stołowaliśmy się przez poprzednie dwa dni.
Podstawowe informacje:
Długość: 12,5 km
Przewyższenie: 1070 m
Czas przejścia: 4h 30 min., nasz czas: 5h 50 min. z postojami
Trudność: średnia, na zejściu jest kilka węższych fragmentów, bo osunęła się ziemia
Mapa:







Leave A Reply