Do napisania tego artykułu skłoniły mnie dwie rzeczy. Po pierwsze, parę dni temu rzucił mi się w oczy tekst mojego blogującego kuzyna „Jak budować bliskość w związku?”. Jak tylko zobaczyłem to pytanie od razu pomyślałem o wyjeździe pod namiot. Tak błyskawicznie, pierwsza myśl jaką mam to właśnie namiot. No ale, bądź, co bądź, znam Maćka „Zucha” niemal od urodzenia (mojego), więc wiem, że musi pisać o czymś innym. Czytam i czytam, ustęp po ustępie, i chociaż nigdzie słowo „namiot” się nie pojawia, to czuję się jakbym miał pisać rozprawkę z polskiego i doskonale wiedział, co autor miał na myśli. Zatem myślą przewodnią tego artykułu będzie wyprawa namiotowa jako sposób budowania bliskości w związku.

Jest też drugi powód: zbierałem się do artykułu podsumowującego wyjazd w Alpy, ale nie bardzo miałem pomysł jak zrobić z tego wartościowy wpis. Natomiast ten temat doskonale wpasuje się w uzasadnienie tezy, że warto jeździć pod namiot, również ze względów finansowych.
Forever together
Zuch podaje kilka przykładów jak budować bliskość. Pierwszy i chyba najważniejszy to wspólne spędzanie czasu. Powiecie pewnie, że wcale nie trzeba jechać pod namiot i na wakacjach all inclusive też można wspólnie spędzać czas. Ano można, ale łatwo się jednak rozdzielić: ktoś pójdzie na basen, a ktoś na spa, albo będzie opalać się na leżaku i hops: niby razem a jednak osobno. Jeżdżąc pod namiot, dużo trudniej się rozstać. Z naszych obserwacji, nigdy nie spędzamy tyle czasu ze sobą, co wtedy, gdy jedziemy na camping (chociaż górskie schroniska działają na nas tak samo). Mając ograniczone możliwości, poniekąd z konieczności trzeba spędzać czas ze sobą 😉 Gdy nie ma rozpraszaczy, o wiele łatwiej skupić się na tym, co najważniejsze.

W tym punkcie, Zuch porusza również kwestię przygotowywania posiłków. Tutaj również namiot pomaga: wcale nie trzeba umieć gotować! Większość naszych podnamiotowych posiłków opiera się na gotowaniu… wody. Z pomocą przychodzą: kuskus, liofilizaty i domowej produkcji owsianka z bakaliami. Brzmi banalnie i prosto? Wyobraź sobie, że po 10 godzinach w górach idziesz pod prysznic, wracasz do namiotu a tam na Ciebie czeka ciepłe jedzenie i wino w emaliowanym kubku. Czujesz się jak w restauracji, a przygotowanie zajęło 10 minut. Jeden z posiłków, który cały czas wspominamy, to maślane ciastka posmarowane nutellą, które jedliśmy w środku totalnego pustkowia norweskiej Hardangerviddy. Szczyt sztuki kulinarnej kilkadziesiąt kilometrów od cywilizacji 😉

Wspólne rozmowy
Zapewne zauważyliście, że nowe technologie zabierają nam sporo czasu. Często, siedząc w jednym pomieszczeniu, każdy patrzy w osobny ekran. W tej kwestii namiot również przychodzi z pomocą. Urządzenia wymagają ładowania, a o prąd pod namiotem nie jest łatwo. Wprawdzie na większości kempingów można się podpiąć do elektryczności, ale to kosztuje dodatkowe kilka euro. Prąd w powerbanku jest na wagę złota, więc staramy się używać telefonów jak najrzadziej. Nie brzmi to może najromantyczniej, ale naprawdę pomaga we wspólnym spędzaniu czasu.

Ale do rzeczy: urlop pod namiotem wymaga o wiele więcej planowania a przez to również rozmów. Każde wyjście do sanitariatów kosztuje kilka minut, więc trzeba być ekonomicznym. Może od razu pozmywać? Albo zrobić pranie? A może druga osoba w tym czasie zrobi kolację albo napełni bukłaki na kolejny dzień? Żeby nie było tak przyziemnie, to wspólne rozmowy w małej zamkniętej przestrzeni, przy świetle latarki mają zdecydowanie więcej uroku niż w domu czy pensjonacie. Namiot daje poczucie totalnego odcięcia od świata (zwłaszcza w czasie noclegu w totalnej głuszy) a przez to poczucie bliskości i wspólnoty jest o wiele większe i rozmawia się o wiele lepiej.

Namiot pozwala być bliżej
Na koniec swojego artykułu, Maciek porusza również kwestię bliskości fizycznej. Tutaj znów od razu na myśl przychodzi namiot. Na takiej małej przestrzeni, druga osoba jest zawsze „pod ręką”. Sypialnia naszej „dwójki” jest mniejsza niż łóżko, a trzeba w środku jeszcze zmieścić dwa pełne plecaki! Koniec końców, jesteśmy jeszcze bliżej siebie niż w domu, więc przy każdej okazji można się przytulić, złapać za rękę, czy pocałować.

Paradoksalnie, nawet przesiadka na namiot czteroosobowy z przedsionkiem tego nie zmieniła. Przestrzeń w dalszym ciągu jest ograniczona, więc ciągle jesteśmy tuż obok siebie. Natomiast możliwość wstawienia do środka stolika z krzesłami znacząco ułatwiła organizowanie romantycznych kolacji z patrzeniem sobie w oczy i trzymaniem za ręce!

I co, nie jest tak, że wyjazd pod namiot jest idealną odpowiedzią na postawione przez Zucha pytanie: jak budować bliskość w związku? 😉

Koszty wyjazdu pod namiot
Skoro temat bliskości jest omówiony, możemy przejść do bardziej przyziemnego tematu. Namiot jest po prostu rozwiązaniem tanim, a to szczególnie istotne w dobie inflacyjnych podwyżek i podróży zagranicznych. Najlepszym przykładem jest Skandynawia, w której w 2022 roku kampingi kosztowały nas poniżej 100 zł/dzień, noclegi w dziczy były zupełnie za darmo, zaś ceny hoteli były tak przerażające, że nawet ich nie rozważaliśmy.

A teraz czas na małe podsumowanie dwutygodniowego wyjazdu w Alpy francuskie. Campingi w Aussois i Pralognan-la-Vanoise kosztowały nas mniej niż 20% całego wyjazdu, a gdybyśmy nie zdecydowali się na nowy, większy namiot, wydatki na urlop byłyby całkiem znośne i porównywalne z moim wyjazdem w Dolomity w 2017 roku. Czyli w cenie sprzed 6 lat zmieściły się 2 osoby zamiast 1, a różnica wynika w dużej mierze właśnie z noclegów (namiot zamiast schronisk i hoteli).
| Kategoria wydatków | Koszt (EUR) |
| Mapy | 55 |
| Paliwo i opłaty autostradowe | 285 |
| Żywność kupiona na miejscu | 350 |
| Posiłki w schroniskach/restauracjach | 300 |
| Żywność przywieziona przez nas (liofilizaty, owsianki, przekąski) | 150 |
| Pamiątki (i zapas sabaudzkiego wina 😉 ) | 100 |
| Campingi | 300 |
| Namiot wraz z akcesoriami | 410 |
| Razem | 1950 |
Łyżka dziegciu
Oczywiście, wyjazd pod namiot to nie tylko ochy i achy, ale też sporo wyrzeczeń i utrudnień. Chociaż namiot to sprzęt na lata, to niektóre elementy psują się zaskakująco szybko. Po dwóch latach musieliśmy reklamować namiot dość drogiej firmy MSR: zaczęły rozklejać się szwy w tropiku. Szczęśliwie gwarancja była 3-letnia i dostaliśmy nowy tropik w parę tygodni. W naszym nowym Decathlonowym namiocie była dziura w sypialni od samego początku. Tutaj również bez problemu dostaliśmy nową część. Może po prostu mamy pecha 😉

Bardziej prozaicznym problemem są kwestie logistyczne. Wyjścia do łazienki wiążą się z opuszczeniem ciepłego i suchego namiotu, co nie jest łatwe w zimne i deszczowe noce. Namioty cieszą się zainteresowaniem bezskorupkowych ślimaków i mrówek, a raz mieliśmy nieprzyjemny incydent z szerszeniem. Żeby nie zapraszać dodatkowych żyjątek, przed wyjściem w góry trzeba dokładnie posprzątać po śniadaniu. Gotowanie wody w gazowej kuchence nie jest też aż tak szybkie jak w czajniku elektrycznym. W związku z tym, jeśli uda nam się wyruszyć na szlak 1,5 h po budziku, jesteśmy zachwyceni.

Namioty nie są też zbyt dobre w tłumieniu hałasów. Jeśli trafi się głośny sąsiad, będzie o wiele bardziej uciążliwy niż gdybyśmy trafili na niego w pensjonacie. Z niewiadomych powodów, na natrętnie głośnych sąsiadów, czy to na polu namiotowym, w pensjonacie, czy w schronisku trafialiśmy jak dotąd tylko w Polsce… Nie licząc tych, co chrapią po nocach – oni akurat są wszędzie 😉
Parę słów na koniec
Mam nadzieję, że udało mi się jak najlepiej przedstawić nocowanie pod namiotem jako niemal idealny sposób budowania bliskości w związku. Oczywiście, takie ciągłe przebywanie razem zwiększa też ryzyko pokłócenia się o coś, co może być pewnym wyzwaniem na ograniczonej przestrzeni. W końcu nie ma dodatkowej kanapy, na której można się w razie czego przespać 😉
Koszt „wejścia” w nocowanie na kampingu może być spory (oprócz namiotu trzeba kupić przede wszystkim śpiwór, matę/materac, kuchenkę i naczynia turystyczne), ale sprzęt zostaje na kolejne wyjazdy, w przeciwieństwie do pieniędzy wydanych na pensjonat.

Dla nas to naprawdę idealny sposób spędzania wakacji, pozwalający odłączyć się od zdobyczy cywilizacji. To taki zupełny reset i sprowadzenie życia do podstawowych potrzeb. Po powrocie z wyjazdu o wiele bardziej doceniamy to, co mamy na co dzień: dach nad głową, wygodne łóżko, lodówkę, prąd… Ale tęsknimy też za gwiaździstym niebem, rozśpiewanymi ptakami i wspólnie spędzonymi wieczorami przy winie w emaliowanym kubku 😉

Leave A Reply