Szukając miejsca na urlop we francuskich Alpach, zaczęliśmy od parków narodowych. W końcu są one tworzone tam, gdzie przyroda jest najpiękniejsza. Gdy trafiliśmy na Parc national de la Vanoise i zobaczyliśmy zdjęcia, bardzo szybko zdecydowaliśmy się, że chcemy jechać właśnie tam. Są tam lodowce, łatwo dostępne trzytysięczniki, dość gęsta sieć szlaków i dobre campingi – wszystko, czego potrzebujemy!

Po dojechaniu na miejsce i rozłożeniu namiotu na polu kempingowym na wysokości 1500 metrów, zaczęliśmy układać plany. Bez rozgrzewki i aklimatyzacji oraz po długiej podróży, nie ma co atakować wysokich szczytów, czy przełęczy. Jedząc nieśpieszne niedzielne śniadanie, Ania przeczytała, że dziś wyjątkowo wyciąg ma zmienione godziny działania. Okazało się, że mamy jeszcze półtora godziny do zakończenia „sesji porannej”, więc decydujemy się skorzystać z okazji i przejść się na luzie w kierunku którejś z pobliskich przełęczy, tak daleko, na ile będziemy mieć ochotę.

Jeziora Plan d’Amont i Plan d’Aval
Na wyciąg idziemy prosto z campingu, po raz pierwszy przechodząc przez „naszą” miejscowość, Aussois. To urocza alpejska wioska nastawiona na turystykę. Wydaje nam się, że to będzie doskonałe miejsce: tyle restauracji i sklepów. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że we wrześniu w Aussois zamiera życie. Restauracje, sklepy a nawet piekarnie są zamykane aż do zimy! Okazuje się, że tutaj wrzesień to nie „sezon niski” ale czas zupełnie po sezonie.

Wyciągiem wjeżdżamy na niemal 2200 metrów, czyli ponad 100 metrów więcej niż ma najwyżej położony parking w dolinie. Ominęło nas jednak kręcenie się po serpentynach (przynajmniej na razie, bo sporo takich dróg w czasie urlopu przejechaliśmy później).

Już po kilkuset metrach marszu dostrzegamy w dole duże sztuczne jeziora Plan d’Amont i Plan d’Aval. Ich barwa jest przepięknie niebieska i nie możemy oderwać od nich wzroku. Wkrótce naszą uwagę odwracają wszechobecne koniki polne, pierwsze dziewięćsiły i dość odważne świstaki wylegujące się na łąkach. Dokładnie te trzy gatunki będą nam towarzyszyć przez dwa tygodnie urlopu w Parc national de la Vanoise w ogromnych ilościach!

Refuge du Fond d’Aussois
Po minięciu jezior, kierujemy się dnem doliny do schroniska du Fond d’Aussois. Potok płynący wzdłuż szlaku tworzy miejscami tereny podmokłe i w niewielkich jeziorkach obserwujemy kijanki, którym wyrastają już tylne łapki. Szczyty wznoszące się wokół nas mają powyżej 3000 metrów, ale z uwagi na wysokość, na której sami się znajdujemy, wcale na tak wysokie nie wyglądają.

Po dotarciu do schroniska zamawiamy dwie tarty i kawę, siadamy na tarasie i rozkoszujemy się pierwszym od dawna posiłkiem z tak pięknym widokiem. Jednocześnie obserwujemy z zainteresowaniem obsługę schroniska, która z niewiadomego powodu nagle zaczęła oblewać się wodą z kubków i dzbanków. Nasze obawy, że moglibyśmy być włączeni do tej zabawy, na szczęście się nie sprawdzają i kończymy ciasto w spokoju.

Po posiłku, decydujemy się ruszyć w kierunku Col d’Aussoi, przełęczy położonej na wysokości 2916 metrów. Zakładamy jednak, że nie osiągniemy celu i rozpoczniemy powrót na tyle wcześnie, by zdążyć na powrotny przejazd wyciągiem. Według biletu, mamy na to czas do 17:00.


Pierwsze wrażenia z Parc national de la Vanoise
Mozolną wędrówkę w kierunku przełęczy, przerywa nam idąca z przeciwka turystka, pokazująca coś na zboczu. Po przejściu na angielski, dogadujemy się, że powyżej nas jest stadko koziorożców alpejskich. Odległość jest jednak na tyle duża, a zwierzęta na tyle spokojne, że nie możemy dostrzec nawet najmniejszego ruchu pośród kamieni. Dopiero kilka minut później zauważamy kilka zwierząt i jesteśmy zachwyceni. Widzimy je po raz drugi w życiu, a jako że to początek urlopu, to liczymy, że spotkamy je jeszcze kiedyś z bliższej odległości.

Niestety, dobiega czas bezpiecznego powrotu, więc zawracamy około 250 metrów poniżej przełęczy (przy naszej kondycji co najmniej 40 minut drogi w jedną stronę) i kierujemy się w kierunku jezior. Tym razem omijamy Plan d’Amont z drugiej strony i dostrzegamy piękne kaskady potoków wpływające do niego od wschodu.

Po przejściu poniżej tamy, zaczynamy strome podejście w kierunku wyciągu. Po dotarciu na miejsce, okazuje się, że jest on już nieczynny. Wprawdzie na bilecie było napisane, że działa do 17, ale jednak dzisiaj działał do 16. Tak przynajmniej wyczytaliśmy w mailu z campingu, który czytany rano, zainspirował nas do tej wycieczki. Niestety nie zapamiętaliśmy już tego fragmentu mówiącego o skróconym działaniu.


Zamiast kilku minut na krzesełku, czeka nas zatem ponad godzina marszu ku campingowi. Chociaż góry są przepiękne, to jesteśmy wkurzeni na obsługę, której nie chciało się zmienić informacji na bilecie na wyciąg by wskazać prawidłową godzinę ostatniego przejazdu. A najgorsze było to, że gdybyśmy od razu poszli na camping, to ominęłaby nas nieprzyjemna i stroma droga do górnej stacji wyciągu… No nic, przynajmniej objedliśmy się malinami, które owocują tu w Alpach wyjątkowo późno. A po tej rozgrzewce, kolejne szlaki w Parc national de la Vanoise już na nas czekają 🙂

Podstawowe informacje:
Długość: 18,8 km (zakładając dojście na Col d’Aussois; 16 km jeśli skorzystasz z wyciągu)
Przewyższenie: 870 m
Czas przejścia: 5 h 30 min (nasz czas z postojami i wliczając niepotrzebne odbicie na wyciąg: 8 h 20 min)
Trudność: średnia
Dojazd: samochodem na parkingi w okolicy tamy górnego jeziora (droga asfaltowa za wyjątkiem szutrowo-kamienistej końcówki) albo wyciągiem z Aussois
Mapa:
Leave A Reply