Uwielbiamy trasy rowerowe wokół terenów wodonośnych Wrocławia. Jest tam spokojnie, zielono a miejscami nawet dziko. Jest to najbliższe otoczenie Wrocławia, więc pętle, które robiliśmy, miały tylko 20-30 kilometrów. To dobre trasy na początek sezonu, ale im dłużej jeździliśmy na rowerach, tym większy mieliśmy apetyt na coś dłuższego. Tak właśnie pojawił się pomysł na dzisiejszą wycieczkę: mieliśmy pojechać na wieżę widokową w Kotowicach (obok Siechnic) a potem zobaczyć co dalej. Skończyło się wycieczką do Oławy 😉 Ale po kolei…

Wyjechać z Wrocławia
Jazda po Wrocławiu to nic fajnego, zwłaszcza, że na wylotówkach często brakuje ścieżek rowerowych, a ruch samochodowy jest duży. Ale mamy na to sprawdzony patent! Zaczynamy na „ślimaku” na skrzyżowaniu Armii Krajowej i Krakowskiej – to takie miejsce, do którego łatwo i bezpiecznie dojedzie się rowerem z wielu miejsc we Wrocławiu. Wzdłuż al. Armii Krajowej, będącej częścią obwodnicy śródmiejskiej Wrocławia, biegną ścieżki rowerowe. Na skrzyżowanie możemy też dojechać tramwajem (linie 3 i 5). Stamtąd wjeżdżamy w brukowaną ulicę Wilczą, przejeżdżamy kładkę nad Oławą i jesteśmy w lesie 😉 Około 500 metrów od wielkiego skrzyżowania Armii Krajowej i Krakowskiej jesteśmy już praktycznie poza Wrocławiem. Z Lasu Rakowieckiego wyjeżdżamy na ulicę Międzyrzecką (bo jest między Oławą i Odrą) i mamy wybór: albo jechać ulicą (niewielki ruch samochodowy) albo wałem przeciwpowodziowym. Wałem jest z reguły fajniej, ale jeśli dawno nie był koszony, to przy mijaniu/wyprzedzaniu innych ludzi jest się chłostanym wysoką trawą (albo ostami 😉 ).

Wzdłuż Odry
Od tego momentu jedziemy cały czas wzdłuż odry. Ścieżka wiodąca wałem wkrótce się kończy, lecz za osiedlem Nowy Dom, za leśnym parkingiem, na wzniesieniu można znowu odbić na wał. Ten fragment obwałowań jest dużo fajniejszy, bo jest więcej miejsca. Do tego jest on tuż przy Kanale Opatowickim, nad którym można wypatrzeć czaple siwe polujące na ryby! Częściowo jadąc wałami, częściowo drogą, mijamy kolejne miejscowości: Trestno i Blizanowice. Za Blizanowicami znajduje się duży staw rybny Mała Szwecja. W weekendy jest tam wielu wędkarzy, ale gdy byliśmy w tygodniu, było tam zupełnie pusto. Usiedliśmy na pomoście i zjedliśmy kanapki, podziwiając wielkie ważki krążące nad wodą. Posileni, ruszamy w dalszą drogę.

Starorzecza Odry
Między Siechnicami a Kotowicami znajdują się starorzecza Odry, liczne dzikie jeziora, które warte są osobnego wpisu. Szlak rowerowy na tym odcinku ma tendencję do zamieniania się w błoto, dlatego jeśli ostatnio sporo padało, a Tobie zależy na nieubłoceniu się, warto rozważyć objazd tego fragmentu (między punktami 9 i 10 da się przejechać, ale mapa nie pozwala zaznaczyć tak trasy). Jeśli jednak pozostaniesz wierny(a) Rowerowemu Szlakowi Odry, doświadczysz radykalnej zmiany krajobrazu: pola i obszary zalewowe ustępują miejsca gęstemu lasowi.
W Kotowicach, przy kościele, skręcamy w lewo w kierunku wieży widokowej (droga ku niej oznaczona jest strzałkami). Wieża jest bardzo wysoka i zapewnia świetny widok na okoliczne Starorzecza, ale przy dobrej widoczności można z niej dostrzec Sudety. Nam udało się zobaczyć tylko Ślężę.
Po zejściu z wieży, zastanawiamy się co dalej: można stamtąd wrócić do Wrocławia podobną trasą, bądź po drugiej stronie Odry, albo jechać dalej do Jelcza-Laskowic, bądź Oławy i stamtąd wrócić pociągiem. My wybieramy ostatnią opcję.

Do Oławy
Z Kotowic do Oławy jedziemy dalej Rowerowym Szlakiem Odry wiodącym asfaltem, chociaż istnieje też opcja by w Kotowicach wjechać na wał przeciwpowodziowy i dojechać nim aż do Oławy. Ten wariant omawiamy na samym końcu. Dość dawno nie byliśmy na rowerach, więc pewna część ciała mająca kontakt z siodełkiem zaczyna trochę boleć 😉 A asfalt jest szybszy niż szutrowa droga po koronie wału. Dookoła nas są typowe rolnicze krajobrazy, małe wioski, pola kukurydzy, niewielkie zalesienia. Jest naprawdę ładnie i spokojnie.
Po dojechaniu do Oławy zjeżdżamy ze szlaku, którym cały czas podążaliśmy i wjeżdżamy do centrum – niestety, stacja kolejowa jest po drugiej stronie miasta. Ruch w mieście jest na tyle duży, że w niektórych miejscach decydujemy się prowadzić rowery po chodniku, byle tylko nie wjeżdżać na jezdnię. Ścieżek rowerowych niestety brak. Samo centrum Oławy też nie robi na nas dużego wrażenia. Dlatego na mapie nie zaznaczyliśmy naszej drogi przez centrum, ale propozycję jak ominąć centrum, by dojechać na pociąg. Tej drogi spróbowaliśmy w 2022 roku i było o wiele wygodniej. My specjalnie staraliśmy się trafić na pociąg Polregio, bo tam chyba łatwiej o miejsce na rower niż w Intercity. Powrót do Wrocławia z rowerami kosztował nas 29,20 zł. W 2022 bilet zdrożał do 30,30 zł.

Rowerowy Szlak Odry
Jak zapewne zwróciliście uwagę, kilkukrotnie w tym artykule wymieniliśmy nazwę tego szlaku. To długodystansowy szlak rowerowy biegnący od granicy polsko-czeskiej aż do Kostrzyna nad Odrą, cały czas wzdłuż Odry. Projekt ciekawy, warty promocji, ale też zagospodarowania. Na oficjalnej stronie szlaku nie ma np. ani słowa o miejscach obsługi rowerzystów, których choćby na Green Velo jest ponad 200. Niemniej jednak, nawet obecnie można pokusić się o przejechanie całości. Może kiedyś o tym pomyślimy 😉

Aktualizacja 2022: z Kotowic do Oławy wałami
W maju 2022 ponownie wybraliśmy się rowerami do Oławy, ale zdecydowaliśmy się na nieco inny wariant. Jeden z czytelników zasugerował, że można dojechać do samej Oławy wałami powodziowymi i postanowiliśmy sprawdzić tę możliwość 😉

W Kotowicach, zamiast jechać asfaltem, skierowaliśmy się na szutrową drogą poprowadzoną koroną wału. Droga jest całkiem wygodne, ale niestety co kilkaset metrów jest przecinana przez zapory przeciwsamochodowe. Przed każdą trzeba mocno zwolnić, by ją ominąć wąskim objazdem. Co jakiś czas i tak zatrzymywaliśmy się, by powąchać rosnących przy wałach lilaków, czy zrobić zdjęcie z rzepakiem 🙂 Rzepak oczywiście też pachniał, ale na tyle intensywnie, że nie trzeba było się nawet do niego zbliżać.

W połowie drogi z Kotowic do Oławy kończy się wygodna droga po wałach. Można albo zjechać na asfalt, na Rowerowy Szlak Odry, albo kontynuować wąziutką, ledwie widoczną ścieżką na trawie. Nie jest to najwygodniejsza nawierzchnia dla rowerów crossowych, ale już postanowiliśmy spróbować tej nowej drogi, więc nie było innej opcji 😉 Chociaż jechało się niezbyt wygodnie i powoli, to na tym odcinku ścieżka przebiega o wiele bliżej Odry. Podziwialiśmy więc piękną rzekę i wkrótce na horyzoncie pojawiły się zabudowania Oławy.

Podstawowe informacje:
Długość: 38 km
Trudność: łatwa
Mapa:
Wariant z przejazdem wałem powodziowym od Kotowic do Oławy:
5 komentarzy
Czesc,
ciekawa propozycja na wycieczkę ale wiele straciliście jadąc asfaltem z Kotowic do Oławy. Po drodze jest możliwość zobaczenia dzikiej przyrody. Nam udało się kiedyś spotkać byki jelenia z potężnym porożem oraz wiele gatunków dzikiego ptactwa. Z asfaltu tego nie widać a wał, którym prowadzi droga szutrowa jest oddalony tylko kilkaset metrów więc warto wybrać opcję terenową. Co do przejazdu przez samo miasto Oława to fakt może nie ma ścieżek rowerowych (na szczęście to się zmienia) ale do stacji PKP nie trzeba jechać/prowadzić rowerów po chodnikach. Na wjeździe do miasta od strony Kotowic/Siedlec zaraz na początku można wjechać na wał za mostem w lewo przy rzece Oława (my, lokalsi mówimy Oławka 😉 ), którym, można dojechać do samej stacji (ok. 3km) mijając tereny zielone miasta a przed samym PKP przez park. Przecina się tylko dwie główne i z dużym natężeniem ruchu drogi przez które można przeprowadzić rowery. Ale kto by wracał pociągiem do Wro? 😉 Jak wrócą normale czasy po pandemii to można się posilić, nawodnić w jednej z wielu oławskich knajpek i z powrotem na siodło! 😉
ps.
polecam jak gdzieś dostaniecie:
Bereżnicki Jacek – „Nieznane okolice powiatu oławskiego – Przewodnik rowerowy”
pzdr. Łukasz.
Cześć Łukaszu,
bardzo dziękujemy Ci za komentarz. Faktycznie, na lewo od asfaltu widzieliśmy wały, ale nie byliśmy pewni, czy da się przejechać ich koroną na całej długości. Teraz już wiemy i z chęcią przetestujemy to w nowym sezonie! 🙂
O ile okolice Wrocławia, powiedzmy do Kotowic, znamy już nieźle, to okolice Oławy i sama Oława to dla nas była nowość, więc będziemy szukać tego przewodnika.
Co do powrotu rowerem, z pewnością jest to propozycja warta rozważenia, ale nie chcieliśmy przeszarżować z długością trasy. Dla Ani był to pierwszy sezon rowerowy po dłuuugiej przerwie, ale w tym roku mamy nadzieję wybierać się na dłuższe wycieczki 🙂
Pozdrawiam,
Michał
W tym roku sprawdziliśmy wariant, o którym pisałeś i faktycznie miałeś rację. Opcja przejazdu wałem jest o wiele ciekawsza 🙂 Właśnie dodałem aktualizację artykułu
Odcinka od Niskich Łąk do Blizanowic nie polecał bym w tygodniu, chyba, że dla nielubianej teściowej, której życzymy śmierci pod kołami samochodu
Racja! Natomiast sporą część tej trasy, choć niestety nie całą, można pokonać wałami powodziowymi, zamiast szosą. W tygodniu, w godzinach szczytu jeszcze nie próbowaliśmy, ale wyobrażam sobie, że może być ciężko 🙁