Dziś rano wszystko wskazuje na to, że możemy wracać w góry. Pogoda zmienia się na lepsze i nieśmiało zza chmur wygląda słońce. Diagnoza lekarska potwierdza, że nie dolega mi nic poważnego i mogę śmiało wędrować. W okolicach nie widać również żadnego śniegu, co pozwala myśleć nawet o wycieczce wielodniowej. To doskonałe wiadomości, bo znużeni jesteśmy już ciągłym jeżdżeniem samochodem. Zdecydowanie nie tak miał wyglądać ten urlop i czas to zmienić! Celem naszej wycieczki jest schronisko Helberghytta.

Krossobanen
Rano, jedząc śniadanie, obserwujemy jak kwiczoły dzielnie przeganiają o wiele większe gawrony. Prawdopodobnie gdzieś tutaj, przy campingu, nocują i nie podoba im się obecność ptaków, które mogłyby wybrać im jaja bądź pisklaki. W czasie tej podniebnej batalii pakujemy plecaki na jednodniową wycieczkę i jedziemy do informacji turystycznej. Przed wyjazdem zastanawialiśmy się, którą część Hardangerviddy chcemy zobaczyć, bo mapa była w dwóch częściach. Wybraliśmy zachodnią i to był błąd. O tej porze jest przykryta śniegiem. Żeby bezpiecznie wędrować, potrzebujemy porządnej mapy wschodniej części, bo ogólna mapa regionu, w skali 1:100 000 jest niedokładna.

Informację turystyczną otwierają dopiero jutro (ach, uroki wakacji przed sezonem), więc z tym, co mamy, jedziemy pod stację kolejki linowej Krossobanen. Powstała ona jeszcze w latach 30-tych, by umożliwić mieszkańcom korzystanie ze słońca w okresie zimowym. Rjukan położone jest w tak głębokiej i wąskiej dolinie, że przez sporą część roku w ogóle nie dociera tam słońce! Obecnie kolejka Krossobanen dalej funkcjonuje i oprócz mieszkańców korzystają też z niej turyści. Co ważne, parking pod nią jest darmowy i można zostawić samochód nawet na wiele dni. A jakby zabrakło miejsca, to przy informacji turystycznej, w samym centrum Rjukan też można zaparkować za darmo.

Po wjechaniu na górę, kierujemy się w stronę schroniska Helberghytta, by przeprowadzić rozpoznanie terenu. Myślimy nad wycieczką wielodniową i to właśnie z Rjukan moglibyśmy ją rozpocząć. Pogoda jest bardzo zmienna, chwilę po wyjściu z wagonika musimy już założyć kurtki, bo zaczyna mżyć. Ale już po chwili mżawka ustaje i słońce zaczyna w nas grzać. Ściągamy gore-texy by za chwilę wyjść na otwartą przestrzeń, na której mocno wieje. Naprawdę, co 5 minut można by się przebierać. Szkoda nam na to czasu, więc każdy z nas dobiera ubrania w drodze kompromisu. Ania woli wodoodporną kurtkę, a ja bardziej przewiewną bluzę. Żadne z rozwiązań nie jest w tych warunkach idealne.

Helberghytta
Wędrując przez te obrzeża Hardangerviddy, przypominają nam się zdjęcia i filmiki, które oglądaliśmy przed wyjazdem. Chociaż chmury wiszą dość nisko i widoczność jest raczej słaba, to okolica wygląda identycznie jak to, co widzieliśmy w internetach. Właśnie tego oczekiwaliśmy: dzikiej przyrody, wąskich ścieżek i braku ludzi. W zasięgu wzroku nie ma żadnego śniegu a i błota jest mniej, niż na spacerze dzień wcześniej. Wygląda na to, że można spokojnie wędrować z namiotem po wschodniej Hardangerviddzie. Znajdujemy nawet kilka podestów z palet, jakby przygotowanych pod wędrowców z własnym domem.

Chatka Helberghytta jest zupełnie samoobsługowa i otwarta dla turystów, więc na chwilę zaglądamy. W środku jest czysto i przytulnie a łóżek jest sporo. Nie wchodzimy na dłużej do środka, bo nawet za pobyt dzienny trzeba zapłacić i to nie mało – kilkadziesiąt złotych za osobę. Nocleg kosztuje około dwóch stów, a ponadto można skorzystać z równie samoobsługowej spiżarni z jedzeniem. Za wszystko najprościej zapłacić za pomocą smartfonowej aplikacji DNT (norweskiego odpowiednika PTTK), ale można też poprzez norweski odpowiednik BLIKa. Nikt tego chyba nie weryfikuje, zwłaszcza, że na miejscu nie ma nawet zasięgu, więc aplikacja pobierze pieniądze z karty płatniczej dopiero po powrocie do cywilizacji.

Wszystko polega na ludzkiej uczciwości, co jest wspaniałe i budujące! Dopiero później dowiadujemy się, że chatki są co do zasady zamknięte na klucz (wspólny dla wszystkich obiektów), który trzeba pożyczyć na swoje nazwisko 😉

Do górnej stacji kolejki Krossobanen wracamy tą samą trasą i po drodze już wyobrażamy sobie wycieczkę wielodniową po tych terenach. Na campingu zaczynamy planować trasę i pakować rzeczy do plecaków. Dużo tego wszystkiego a plecaki mamy niezbyt pojemne…

Podstawowe informacje:
Długość: 14,5 km
Przewyższenie: 290 m
Czas przejścia: 3,5 h (nasz czas z postojami 5h 20 minut)
Trudność: łatwa, ale kilka fragmentów jest bagnistych i trzeba poszukać bardziej suchej ścieżki
Mapa:
Leave A Reply