Dziś chcielibyśmy zaprosić Was na wycieczkę po Vallon de la Rocheure, cudownej dolinie w Parku Narodowym de la Vanoise. Oprócz potężnych szczytów okalających ją, niebieskiego strumienia płynącego jej dnem, zachwyciły nas wszechobecne świstaki. Możemy śmiało powiedzieć, że to najbardziej „zaświstaczone” miejsce w jakim byliśmy 😉 Te dorodne gryzonie wcale nas się nie bały, przebiegały nam drogę i wylegiwały na skałach przy samym szlaku. Najczęściej się jednak obżerały, więc pozazdrościwszy im, po raz pierwszy stołowaliśmy się we francuskim schronisku górskim.

Pośród olbrzymów i lodowców
Wycieczkę zaczynamy na bardzo dużym parkingu przy schronisku Auberge de Bellecombe na wysokości około 2300 m. Górska droga, choć długa i kręta jest wyasfaltowana i dość szeroka jak na alpejskie standardy. Trzeba na niej zachować czujność, bo nawet tam, gdzie droga dochodzi do przepaści, nie ma barierek. Więc chociaż widoki są przepiękne, to podziwiać je może wyłącznie pasażer.


Zarówno z drogi, jak i z początkowego fragmentu szlaku doskonale widać mający niemal 3700 m Dent Parrachée oraz okoliczne lodowce. Nie jest to jedyny trzytysięcznik towarzyszący nam w marszu przez Vallon de la Rocheure, czyli Dolinę Skał po polsku. Górskie olbrzymy wznoszą się dookoła nas i imponują wielkością, pomimo że dno doliny jest na wysokości Tatrzańskich szczytów. Najwyraźniej rozmiarami starają się im dorównać świstaki, które spotykamy już kilka minut po wyjściu z samochodu. Zbliża się zima, więc niektóre osobniki są większe od kota, ale pomimo opasłego widoku poruszają się zgrabnie i chyżo 🙂


Refuge de la Femma
Naszym celem jest schronisko położone mniej więcej w 2/3 długości doliny: Refuge de la Femma. Wprawdzie Vallon de la Rocheure ciągnie się aż po przełęcz na wysokości 2900 m, a z niej można odbić na szczyt Pointe du Pisset (3033 m), ale wycieczka by się za bardzo rozciągnęła. Już sama droga do schroniska i z powrotem na parking to ponad 20 kilometrów.


Dochodzimy do schroniska około południa, co oznacza, że idealnie trafiliśmy na porę lanczową. W południowych Alpach jest tak, że obiad można dostać tylko mniej więcej między 12 a 14 a poza tym tylko jakieś szybkie/gotowe rzeczy, jak kanapka czy sałatka. Oprócz tego, okazało się, że po sezonie jest ograniczony wybór dań, więc decydujemy się na galettes, czyli naleśniki na wytrawnie oraz crepes, czyli naleśniki na słodko, jako deser. Pani z obsługi pyta nas, czy to będzie ok, jak poczekamy na jedzenie aż ona dokończy swój obiad razem z resztą obsługi. I to byłaby kolejna różnica między Alpami i Polską, w której obsługa schronisk za bardzo nie ma życia i to ona dostosowuje się do klientów.

Wydłużony czas oczekiwania wypełniamy obserwowaniem świstaków (mają norki kilka metrów od schroniskowego tarasu), pliszek siwych i kopciuszków. Jednocześnie delektujemy się świetną i mocną herbatą podaną w sporych żeliwnych czajniczkach. Gdy dostajemy nasze pierwsze alpejskie naleśniki, jesteśmy w szoku. Są ogromne, porządnie nadziane i towarzyszy im równie dorodna sałatka. Miejscowe sery, które są jednym ze składników nadzienia, są przepyszne. Oprócz nich był jeszcze boczek, karmelizowana cebulka, ziemniaki i jajko. Porcja jest tak potężna, że ledwo mieścimy, a wtedy nadciągają naleśniki na słodko, na szczęście już nieco mniejsze 😉


Vallon de la Rocheure po raz drugi
Po solidnym obiedzie, turlamy się z powrotem na parking. Przez większą część czasu musimy iść dokładnie tym samym szlakiem i dopiero po kilku kilometrach możemy odbić na inną trasę. Na szczęście świstaki zapewniają nam rozrywkę, pociesznie truchtając po całej Vallon de la Rocheure. W ciągu tego dnia, jestem co do tego przekonany, spotkaliśmy przynajmniej po 50 świstaków wędrując w obie strony.


Na koniec dnia zachodzimy jeszcze do drugiego schroniska, Refuge du Plan du Lac. O ile przez cały dzień marszu przez Vallon de la Rocheure spotkaliśmy zaledwie kilka osób, to pod budynkiem natrafiamy na dużą grupę ludzi. Wszystkie stoły na dworze są zajęte, ale i tak mamy dość słońca, więc z ulgą siadamy w środku i zamawiamy kawę.

Pomimo pokonania sporej odległości, nie czujemy dużego zmęczenia bo pokonaliśmy nieco ponad 450 metrów przewyższenia. To naprawdę przyjemna odpoczynkowa i łatwa trasa, a widoki są niesamowite. Do tego jeszcze te wszystkie świstaki! A skoro dziś było tak łatwo, to jutro możemy spróbować porwać się na coś wielkiego! 😉
Podstawowe informacje:
Długość: 22,3 km
Przewyższenie: 460 m
Czas przejścia: 5 h 30 min. (nasz czas z postojami i obiadem 8 h)
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem na parking, w sezonie jest też autobus
Mapa:
Leave A Reply