O tym, że istnieje szlak serduszkowy wokół Polanicy, wiedziałem od kilkuastu lat. Z Anią byłem na nim po raz pierwszy w zeszłym roku, gdy szliśmy do Spalonej. Wtedy też zaczęliśmy zastanawiać się nad przejściem tego szlaku w całości. To pętla o długości 24 kilometrów, która przebiega przez centrum Polanicy a następnie wiedzie po okolicznych wzgórzach. Chociaż to droga na wycieczkę jednodniową, wędruje się po dość zróżnicowanym terenie. Ponadto, warto przy okazji wpaść do zdroju na obiad, kawę i dość smaczną wodę zdrojową 🙂

Polanica i tereny podmiejskie
Jeszcze rok temu, parkingi publiczne w Polanicy były zupełnie darmowe. Niestety świat się zmienia i te najfajniejsze, obok centrum, są już płatne. W czasie naszej wycieczki bylo to 3 zł za godzinę, czyli parking na czas wędrówki to koszt obiadu albo biletu pociągiem w jedną stronę. Dlatego lepiej wybrać się pociągiem, bądź postawić auto na którymś z osiedli, albo pod dworcem.
Pierwsze kilometry szlaku to niestety niespecjalnie ciekawe obrzeża tego miasteczka. Idzie się asfaltem, lecz ruch samochodowy jest niewielki. Dopiero za granicą Polanicy, asfalt zamienia się na drogę szutrową, którą dochodzi się do Pokrzywna. Jest tam klasztor a także muzeum misyjne oo. Sercanów. Nomen omen 😉 Byliśmy tam wcześnie rano, więc muzeum nie było czynne, a obiekt z zewnątrz nie prezentuje się ciekawie. Natomiast droga, która prowadzi wokół obiektu, jest piękną drzewną aleją.

Góry Bystrzyckie
Po wyjściu z Pokrzywna, powoli zaczyna się górska wędrówka. Po obu stronach szutrowej drogi jest las a w nim rosną piękne poziomki 😉 Gdy objedliśmy się, skierowaliśmy się dalej serduszkowym szlakiem w kierunku Grobu Wredego. Tak nazywał się leśniczy, który zbudował długą leśną drogę trawersującą zbocza Gór Bystrzyckich. Przy jego grobie szlak serduszkowy odbija z leśnej drogi i wchodzi w głąb lasu. Ten fragment trasy spodobał nam się najbardziej. Serduszka idealnie pasują do rzadko odwiedzanej drogi prowadzącej omszałymi kamiennymi schodami.

Chociaż cały czas szliśmy lasem, krajobraz zmieniał się dość dynamicznie. Najczęściej towarzyszył nam stary las ze świerkami i bukami, ale zdarzały się też fragmenty porośnięte młodymi drzewami. Szczególnie ciekawy fragment Gór Bystrzyckich to Fort Fryderyka. Z dawnego obiektu obronnego pozostało niewiele – połączone bloki skalne, krótki podziemny korytarz. Zainteresowanie wzbudza kamień pamiątkowy wspominający skok pana Ponzela.
Dzielny (względnie pijany) pan założył się o butelkę wódki, że zeskoczy z fortu na dół. To będzie jakieś dwadzieścia metrów w pionie. Wydawać by się mogło, że to będzie pewna śmierć. Jednakże, czy to dzięki przypadkowi, czy sprytowi, pan Ponzel skoczył na drzewo, którego gałęzie wyhamowały upadek. Zakład nie tylko przyniósł wygraną, ale również sławę na dziesięciolecia. Można powiedzieć, że ma pomnik trwalszy niż spiż 😉 No powiedzcie, jaki inny uczestnik zakładu doczekał się tablicy pamiątkowej o swoim wyczynie?

Góry Stołowe
Szlak serduszkowy wokół Polanicy prowadzi również przez Góry Stołowe. Zaczynają się one tuż za zachodnim krańcem miasta. Chociaż stoliwo nie jest wyraźnie widoczne jak choćby na Szczelińcu, to można zauważyć dużą różnicę w porównaniu z Górami Bystrzyckimi. To już nie pofałdowane góry, lecz typowy płaskowyż. Trzeba się namęczyć, by dostać się na na górę, lecz później jest już płasko.

Różnica jest też w samym lesie – płaskowyż porośnięty jest przez bór sosnowy, dość nietypowy dla polskich gór. Z uwagi na ukształtowanie terenu, po drodze jest też kilka punktów widokowych, ale byliśmy nimi mocno rozczarowani. Widok na Polanicę nie jest specjalnie ciekawy, bo na pierwszy plan wybijają się PRL-owskie bloki.
Wszechobecne sosny i nieco piaszczysty szlak przypominały nadmorskie ścieżki, więc zdecydowałem się spory kawałek przejść boso. Niestety, Ania nie chciała mi w tym towarzyszyć, ale chociaż nie wstydziła się iść ze mną 😛

Szlak serduszkowy wokół Polanicy – zakończenie
Ostatnie kilometry szlaku prowadzą już samymi obrzeżami miasta. Co jakiś czas zbliżaliśmy się do osiedli i wydawało się, że najdzikszy fragment szlaku już za nami. Nic bardziej mylnego! Zaraz za zabudowaniami jednego z Polanickich osiedli trafiliśmy na spore stado dzików, tuż przy szlaku. Oprócz dorosłych były też warchlaki, więc serca nam mocno przyspieszyły. Na szczęście dźwięk gwizdka pomógł je przekonać do tego, żeby sobie poszły dalej od szlaku.
Gdy zbliżaliśmy się do szczytu Wzgórza Marii, ostatniej góry na szlaku, usłyszeliśmy pierwsze grzmoty. Szczęśliwie, stamtąd było już blisko do centrum, więc akurat zdążyliśmy wejść do naszej ulubionej Polanickiej knajpki i zająć stolik 🙂

Po pysznej pizzy (na którą chyba zasłużyliśmy) wybraliśmy się jeszcze na spacer po Parku Zdrojowym i zajrzeliśmy do pijalni. W końcu to jedno z najładniejszych uzdrowisk w województwie dolnośląskim.
Podstawowe informacje:
Długość: 23,8 km
Przewyższenie: 950 m
Czas przejścia: 6 h 40 min. (nasz czas: 8 h 10 min. z postojami)
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem albo pociągiem
Mapa:
5 komentarzy
Skoro nazywasz pijaczkiem pana Pozel, ktory skoczyl z fortu Fryderyka 20 m w dol, to znaczy obrazasz tego czlowieka posmiertnie, z braku dostatecznej wiedzy. Skoro skoczyl na galezie drzewa to wiedzial jak to sie robi. Byc moze byl pierwszym komandosem, czy kaskaderem Europy lub swiata. Oczywiscie potrzeba ku temu odwagi, jest w tym doza ryzyka, ale to nie ma nic wspolnego z pijanstwem. Skad wiesz, ze zalozyl sie o pol litra wodki? On przeciez nie byl Polakiem. Takie zaklady sa nadal normalka w Polsce. Nie wiadomo mi, czy przed panem Pozel ktos inny wykonal podobny skok, ale cos takiego zrobil to w Polsce pan Fus skaczac z kolejki linowej na Kasprowy, na potrzeby filmu „Znicz olimpijski”. Czy skoczkow narciarskich lub skoki do wody z wiezy albo klipow niesa ryzykowne, czy zawodnicy to pijacy? Wstyd!
Wyczyn pana Ponzela stał się poniekąd legendą. A jak to z legendami bywa, im dalej od historii, tym więcej nieścisłości. Nikt z żyjących skoku nie widział, nie mówiąc o nagrywaniu. Informacja o tym, że Pan Ponzel założył się o butelkę wódki (niektóre artykuły podają nawet konkretną nazwę produktu) pojawia się chociażby na stronie Starostwa Powiatowego w Kłodzku, czy w przewodniku po Ziemi Kłodzkiej autorstwa Waldemara Brygiera. Zaraz po swoim wyczynie, skoczek poszedł ponoć od razu do gospody, żeby skorzystać ze swojej nagrody. Według mojej pamięci, w okolicy fortu znajduje się również tablica pamiątkowa o podobnej treści. Większość publikacji, na które się natknąłem, wspomina o tym, że przed skokiem pan Ponzel spożywał alkohol, a niektóre stwierdzają, że później w zamian za postawienie szklaneczki alkoholu chętnie opowiadał o swoim wyczynie. To czy inni ludzie robiący niebezpieczne rzeczy są pijakami zależy tylko i wyłącznie od ilości spożywanego przez nich alkoholu. Na podstawie przeanalizowanych dostępnych mi publikacji, trzeba niestety stwierdzić, że w tej historii alkohol miał decydujące znaczenie.
Dziekuje za informacje. Postaram zapoznac sie z wymienonymi tekstami zrodlowymi.
Interesuje mnie aspekt sportowy tego „smialego skoku”, jak to wyryto na tym glazie. Jezeli ktos zadal sobie trud upamietnienia w ten sposob owego wydarzenia, to zapewne mial ku temu powod wiekszy niz dostateczny. Jest wiec to raczej fakt a nie legenda. Gdyby pan Pozel nie skoczyl na galezie drzewa to rzeczywiscie nalezaloby ten skok uznac za iscie samobojczy. Lecz on widoczne wiedzial, jak nalezy go wykonac. Napil sie alkoholu przed skokiem, zapewne niezbyt duzo, bo alkohol znieczula a ze skaleczeniami, ba zlamaniami, trzeba sie liczyc. Czy Krzysztof Fus, blisko 100 lat pozniej, skaczac z kolejki linowej przygotowywal sie podobnie, tego nie wiem.
Poza tym, gdy ktos pija alkohol albo swoj sukces swietuje w knajpie, nie jest powodem dostatecznym, by nazywac go pijaczkiem. Nawet postawienie komus kielicha jest tylko aktem uznania. Czy teraz w Polsce jest juz inaczej?
Och, skok z pewnością się odbył. Miałem na myśli raczej okoliczności tego zdarzenia, a zwłaszcza zakładu. Chociaż w Polsce mamy akurat takie powiedzenie, które zwiastuje nadejście katastrofy „Ja tego nie zrobię? Potrzymaj mi piwo” i być może tutaj było podobnie, pomimo różnicy narodowości.
Ma Pan rację, że aspektu sportowego tego wyczynu nie akcentuję, podobnie jak inne teksty opisujące tę historię. Być może zupełnie niesłusznie, bo mógł to być przemyślany wyczyn sportowy i wówczas słowo „pijaczek” faktycznie jest niewłaściwe i dlatego zostało już usunięte z artykułu. Użyłem go, będąc przeświadczony, że Pan Ponzel wypił na tyle dużo, że nie wiedział co robi. Dziękuję za zwrócenie uwagi, że mogło być zupełnie inaczej.
Jako osoba pijąca rzadko i niewiele, być może jestem zbyt wyczulony na takie rzeczy. Natomiast po ostatnim długim weekendzie w Nadrenii-Palatynacie, zwróciłem uwagę że nasi zachodni sąsiedzi też mają pewne problemy z zachowaniem umiaru.
Obecne Niemcy nie sa juz Niemcami sprzed 30-tu lat. Po upadku Muru Berlinskiego najechalo sie tu sporo ludzi z panstw, gdzie spozywa sie duze ilosci wysokoprocentowego alkoholu, glownie z krajow na wschod od Odry i Nysy Luzyckiej. Palatynat to od wiekow kraina dobego wina. Wino znad Moseli miewalo na gieldzie w Paryzu wyzsze ceny od win francuskich i nadal, te dobrej jakosci, jest drogie….
Ale wroce do glownego tematu.
Zaklad o butelke wodki lub skrzynke piwa jest typowym zakladem honorowym i pije sie wszystko razem. Nikt nie pije tego alkoholu sam. Za ten alkohol placi przegrany. Nic wiecej. Nie nalezy wiec mniemac, ze w owym przypadku bylo inaczej, Pan Pozel, skoro skoczyl na galezie, to z pewnoscia wiedzial, jak nalezy sie do tego przygotowac i nie mogl przed skokiem spozyc zbyt wiele alkoholu lub byl stale na rauszu, bo nie mialby dosc sil i nie trafilby na galezie oraz nie utrzymalby sie na nich. Przy tej skali ryzyka, wobec mozliwych urazow fizycznych, ran klutych oraz zlaman, pewna dawka alkoholu, czy jakiegos innego srodka znieczulenia jest potrzebna.
Jeszcze, kilkanascie lat temu, w sporcie alkohol nie byl na liscie srodkow dopingujacych. Obecnie jest, ale tylko w dyscyplinach olimpijskich. W innych np. skoki narciarskie, skoki z klipu chyba sie nawet nie kontroluje. Aktorzy, piosenkarze i politycy tez lykaja alkohol przed wyjsciem na scene. Ich tez nikt nie sprawdza. LoL.
Gdy uda mi sie zebrac, po stronie niemieckiej, wiecej wiadomosci o panu Pozel-u, dam Panu znac. Pozdrawiam