Ještěd to chyba jedna z najbardziej rozpoznawalnych czeskich gór. Jej stożkowaty kształt jest jeszcze bardziej uwydatniony przez potężną wieżę umieszczoną na jej szczycie. Góra jest doskonale widoczna z Karkonoszy, więc widywaliśmy ją wielokrotnie, ale dopiero w tym roku po raz pierwszy na nią weszliśmy. Szlak nie jest ani długi, ani specjalnie wymagający, za to obfituje w piękne punkty widokowe.

Světlá pod Ještědem
Przyjeżdżając z Polski, najłatwiej jest wejść na Ještěd z położonego u jej stóp Liberca. Znajduje się tam duży piętrowy parking, po drodze można zobaczyć liberecką skocznię narciarską, a na szczyt można wjechać koleją linową. My wolimy alternatywne trasy, więc wycieczkę zaczęliśmy od drugiej strony gór, w miejscowości Světlá pod Ještědem. Są tam dwa bezpłatne parkingi: pod kościołem (na 3-4 auta) i przy cmentarzu, i oba zaznaczyliśmy na mapce. Znajdują się przy samym szlaku, więc są świetnym punktem startowym.

Miejscowość ta oferuje piękne widoki na góry położone w głębi Czech. Gołym okiem można wypatrzyć również sylwetkę zamku Trosky położonego w Czeskim Raju. Inna warownia, Bezděz, położona na charakterystycznej trójkątnej górze, też jest bardzo łatwa do rozpoznania. Z uwagi na odległość przekraczającą 30-40 kilometrów, najlepiej oglądać je przez lornetkę, lub teleobiektyw.

Czerwony Kamień i Kamienna Brama
Pierwszą atrakcją na szlaku miał być opuszczony kamieniołom Čihadník. Specjalnie zeszliśmy ze szlaku, żeby go poszukać, ale okazał się być zupełnie zarośnięty przez las. Rozczarowani, ruszyliśmy dalej pod górę, planując postój przy grupie źródełek, z których jedno nosi uroczą nazwę: źródło leśnych panien (pramen lesních panen). Panien żadnych nie było, ale jedno ze źródełek było ładnie obudowane, skład chemiczny wody mineralnej był dokładnie rozpisany (jak w jakimś uzdrowisku!) a przy ujęciu stał kubeczek. Usiedliśmy obok na ławce i urządziliśmy krótki postój. Czesi zdecydowanie wiedzą, jak zadbać o dostęp do wody na szlaku 🙂

Wędrując w kierunku grupy skał Červený kámen (Czerwony Kamień), dostrzegamy górującą ponad lasem jesztedzką wieżę. W końcu widać gdzie jesteśmy! Widać ją jak na dłoni z punktu widokowego umieszczonego na wychodni skalnej, w której można dostrzec wyraźnie czerwone wtrącenia. Nic dziwnego, że tak właśnie nazwano te skały, chociaż nie są aż tak czerwone jak otaczające je, owocujące właśnie, jarzębiny.

Z punktu widokowego dostrzec można nie tylko Ještěd, ale również panoramę Gór Łużyckich, po których wędrowaliśmy dwa lata temu. Doskonale widać też opary unoszące się z elektrowni węglowej w Turowie.

Ostatnia grupa skałek przed szczytem to Kamenná vrata (Kamienna Brama). Wygląda zupełnie jak miniaturowa wersja Skalnego Mostu z Rudaw Janowickich, ale dziura w skale i tak jest wystarczająco duża, by móc przez nią przejść. By iść stąd na szczyt, należy albo wrócić na główny szlak, albo udać się nieoznakowaną ścieżką wiodącą pomiędzy jagodzinami.

Początkowo czytelna, wraz z wejściem do lasu dróżka staje się coraz mniej widoczna, więc trzeba pilnować nawigacji bądź kompasu. Prowadzi ona przez obszar chroniony typu: Přírodní památka (PP), czyli po polsku pomnik przyrody, ale według czeskich stron internetowych można po takich miejscach chodzić również poza szlakami 🙂

Ještěd
Po wyjściu z powrotem na szlak, trafiamy na bardziej popularne tereny. Co chwila mijamy innych turystów: widać, że trasy prowadzące z Liberca są o wiele bardziej uczęszczane. Po chwili docieramy na szczyt Ještědu i wieża nadajnikowa, będąca jednocześnie hotelem i restauracją, stoi przed nami w całej okazałości. Wchodzimy do środka, powoli myśląc o obiedzie, ale menu nie przypada nam za bardzo do gustu. Natomiast sam budynek, łączący brutalizm i socjalistyczny modernizm, zdecydowanie jest warty zwiedzenia!

W poszukiwaniu lepszego jedzenia, ruszamy w kierunku Chaty „Pláně pod Ještědem”. Szlak jest szeroki i wygodny, przemieszczamy się więc szybko, przy okazji dowiadując się jak rozległym kompleksem narciarskim jest ta góra. Póki co na narty tu nie przyjedziemy, bo trasy są głównie czerwone (trudne), a po takich nie jeździmy albo wcale, albo mniej-więcej: czyli mniej na nartach, więcej na tyłku 😉

Chata ma przyjemny schroniskowy klimat i niezłe opinie, ale nie mamy szczęścia, bo nasze zamówienie się gdzieś gubi, dostajemy je dopiero po kilkudziesięciu minutach i do tego zimne (choć wciąż smaczne i sycące).

Jaskinia i kamieniołomy
Na południe od Chaty, znajduje się niewielka jaskinia i punkt widokowy, i tam właśnie się kierujemy. Po dotarciu na miejsce, okazuje się, że punkt widokowy jest raczej marny, bo okoliczne drzewa urosły i zasłoniły widok, zaś jaskinia położona jest w dole i nie chcemy schodzić po nader stromym zboczu. Także te dwa obiekty lepiej chyba pominąć i nie nadkładać drogi.

Zdecydowanie ciekawsze są kamieniołomy położone dalej na wschód. Na pierwszym z nich utworzył się niewielki wodospad. Woda ścieka drobnym strużkami rozłożonymi na dość sporej szerokości, co bardziej przypomina prysznic, niż typowy wodospad. Natomiast, wygląda to o wiele piękniej zimą, gdy tworzą się potężne sople.

W drugim kamieniołomie, wydobycie materiału pozwoliło na odsłonięcie dużej jaskini szczelinowej. Zaglądamy do środka tylko na tyle, na ile możemy, bo dostępu broni metalowa krata. No nic się z tym nie zrobi, więc niepocieszeni ruszamy z powrotem w kierunku parkingu.

Podstawowe informacje:
Długość: 13,9 km
Przewyższenie: 680 m
Czas przejścia: 4 h 10 min. (nasz czas z postojami i długą przerwą obiadową: 7 h 25 min.)
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem
Mapa:
Leave A Reply