W okolicach Luksemburga nie ma wysokich gór, więc nie spodziewaliśmy się znaleźć tu żadnych żelaznych perci. Byliśmy więc dość zaskoczeni widząc ludzi ze sprzętem ferratowym w regionie Eifel. Po powrocie z wędrówki długodystansowym szlakiem Eifelsteig, postanowiliśmy zgłębić ten temat. Okazało się, że w Nadrenii istnieje kilka miejsc, gdzie można się powspinać. Tak właśnie odkryliśmy via ferratę Burgenklettersteig, której główną atrakcją są dwa średniowieczne zamki oraz aż trzy mosty linowe!

Burgenklettersteig – Lieser
Burgenklettersteig podzielony jest na trzy etapy: Lieser, Oberburg i Niederburg. Połączone są drogami dojściowymi i można je pokonywać zupełnie oddzielnie, albo wszystkie razem. Ta możliwość wyboru stanowi duże ułatwienie, bo niektóre fragmenty nie są łatwe!

Wycieczkę zaczynamy na parkingu w Manderscheid, małej wiosce w sercu wulkanicznych „gór” Eifel. Niestety postój jest płatny, a parkomaty są (albo były w 2023 roku) wyjątkowe niechętne do współpracy. Po przetestowaniu kilku kart płatniczych, w końcu udało nam się zapłacić gotówką, chociaż to też nie było łatwe. Po nierównej walce z maszyną, rzuciliśmy wyzwanie ścianie. Na pierwszy ogień wzięliśmy etap Lieser, będący trawersem rzeki o tej samej nazwie. Wzdłuż brzegu rozrzucone są liczne skałki i właśnie przez nie prowadzi via ferrata.

Skałki są otoczone lasem i zacienione, więc jest trochę błotniście, a kamień jest dość śliski. Trzeba być wyjątkowo czujnym, bo widzieliśmy już efekty pośliźnięcia… Tuż przed nami, starszy mężczyzna potężnie uderzył kolanem o skałę i miał spore problemy, żeby kontynuować wspinaczkę.

Etap Lieser wyceniany jest na C, pojedynczy fragment ma ocenę C/D, natomiast większość trasy jest łatwa (A/B).

Oberburg
Po zakończeniu pierwszej części, przechodzimy na drugi brzeg wygodnym mostem linowym (nie potrzeba asekuracji) i zaczynamy wchodzić nas skały, na których położony jest Górny Zamek (stąd nazwa etapu). To najłatwiejszy technicznie fragment Burgenklettersteig, a do tego jest on wystawiony na słońce, więc skała jest sucha. To bardzo miła odmiana, ale wszystko, co dobre, szybko się kończy.

Ten etap jest bardzo prosty (B/C) z pojedynczym miejscem C. Dodatkowo, utrudnienia można ominąć i wówczas wycena to zaledwie A/B. W nagrodę dostajemy widoki z zamkowej wieży na okolicę. Warownia cieszy się popularnością wśród jaszczurek, których spotykamy tam całe mnóstwo.

Niederburg
Po zwiedzeniu pierwszego zamku, musimy zejść kilkaset metrów drogą do początku ostatniego etapu. Po drodze mijamy ferratę treningową. Kilka metrów liny na niewielkiej skałce pozwala łatwo przetestować używanie sprzętu. Niederburg jest o wiele większym wyzwaniem, bo kilka miejsc wycenianych jest na D i faktycznie to czuć. Co więcej, jest tylko jedno oficjalne awaryjne zejście, więc jeśli ferrata okazuje się zbyt trudna, to robi się problem. Wszystkie etapy są jednokierunkowe! Na upartego da się zejść też w trakcie drogi, ale wiąże się to z koniecznością przejścia rzeki w bród (przetestowane!) 😉

Ania wycofała się zaraz na samym początku, słusznie uznając, że jeśli miejsce C/D wygląda tak, jak wygląda, to lepiej nie wiedzieć jak wygląda D. Ja postanowiłem zaryzykować i dotarłem do punktu 22 na topo, ale umęczyłem się do tego stopnia, że skorzystałem z opcji przebrodzenia na drugi brzeg przed ukończeniem etapu.

Na koniec mieliśmy jeszcze pomysł, żeby dojść do oficjalnego awaryjnego zejścia i stamtąd przedostać się na most linowy (wymagający ubezpieczenia), ale jak zobaczyliśmy wspinaczy stojących w zatorze, to się poddaliśmy…

Jeśli spodobała się Wam idea wspinaczki z widokiem na zamek, możemy polecić również via ferratę des Diablotins we francuskich Alpach. Tam wspinaliśmy się u podnóży twierdzy. >TUTAJ< jest relacja.
Podstawowe informacje:
Topo na Bergsteigen.com
Długość: 4 km
Przewyższenie: 200 m
Czas przejścia: 3 h 30 m; nasz czas: 4 h 15 m z postojami i zwiedzaniem zamku
Trudność: trudna, patrz topo
Mapa:

Leave A Reply