Mała Szwajcaria, znana też jako Mała Luksemburska Szwajcaria, to jedna z największych atrakcji Wielkiego Księstwa Luksemburga. Chociaż piaskowcowe skałki występują niemal w całym państwie, to nigdzie nie wyglądają tak atrakcyjnie jak właśnie tam. Urody dodaje wijąca się przez okolicę rzeka Sûre a kropkę nad i stawia miasteczko Echternach. Zdaniem znajomych to najładniejsza miejscowość w Luksemburgu, łącząca urodę miasteczek północy kraju z bliskością „cywilizacji”.

Hohllay
Wycieczkę rozpoczynamy od instagramowalnego kamieniołomu Hohllay. Wygodny i duży parking znajduje się tuż obok. Jest zupełnie bezpłatny a jedynym ograniczeniem jest zakaz nocnego postoju kamperów. Skałki zaczynają się już dwieście metrów dalej, więc lepiej nie można było trafić.


Pierwszą pozostałością dawnego kamieniołomu jest amfiteatr. Odwiedzając go po raz pierwszy, jeszcze nie wiedzieliśmy, że załapiemy się na koncert w drodze powrotnej do samochodu. Następnie, po powrocie na szlak, przechodzimy przez dwie sztuczne jaskinie. Druga z nich jest naprawdę ogromna a jej ściany zdobią wielkie koła. Są one śladami dawnej produkcji kamieni młyńskich. Okrągły kształt wydobywanym kamieniom nadawano jeszcze przed oddzieleniem ich od skalnej ściany. Byliśmy już kiedyś w kamieniołomie produkującym kamienie młyńskie w Czechach, ale tam nie było widać śladów tej techniki wydobywczej.


Po wyjściu z kopalni, schodzimy do wąwozu, w którym brązy piaskowca są tylko tłem dla wszechobecnej soczystej zieleni wiosennych liści. Kolory budzącego się do życia lasu liściastego wprawiają nas w doskonały nastrój. Nie możemy się napatrzeć i powoli wędrujemy dnem wąwozu słuchając ptaków, których śpiew sugeruje, że są równie zadowolone co my. Po drodze wchodzimy jeszcze na punkt widokowy Perekop, ale widoków nie ma z niego prawie żadnych. Nie tego się spodziewaliśmy po piaskowcowych górach, mając doświadczenia z Gór Stołowych czy Czesko-Saskiej Szwajcarii.


Echternach
O wiele ciekawszy punkt widokowy znajduje się tuż powyżej Echternach. Od razu rzuca się w oczy dominująca nad miasteczkiem bazylika świętego Willibrorda (patrona Luksemburga) i połączone z nią opactwo benedyktynów. Kierujemy się w stronę centrum miejscowości, ale zanim zaczynamy zwiedzanie, udajemy się na pierwsze lody w tym roku. Posileni, jesteśmy gotowi na spacer po mieście. Centrum wygląda naprawdę bardzo ładnie, ale od razu widać, że to miejscowość w dużej mierze nastawiona na turystów.


Pierwszym punktem programu, jest zwiedzanie bazyliki. Chociaż sprawia wrażenie obiektu romańskiego, w rzeczywistości była odbudowywana dwukrotnie: po rewolucji francuskiej i po bitwie w Ardenach. To potężny obiekt, który oprócz rozmachu zachwyca również detalami. Ale największa atrakcja znajduje się w krypcie (dostępnej do zwiedzania za darmo). Jest tam ogromny i przepiękny relikwiarz świętego Willibrorda.


Po wyjściu z kościoła krążymy jeszcze chwilę po centrum, by wkrótce skierować się na obrzeża miasta do dużego parku z jeziorem. Obejście całego zbiornika wodnego zajmuje nam zaskakująco dużo czasu, bo przy okazji obserwujemy ptaki i nie spieszymy się ze spacerowaniem. Nad jeziorem znajdują się ruiny rzymskiej willi. Widoczny jest zarys fundamentów oraz kamienne kolumny.


Jeszcze więcej skałek
Wracając z Echternach do samochodu, wybieramy szlak znajdujący się po drugiej stronie wąwozu, którym szliśmy rano. Tym razem nasza droga wiedzie początkowo powyżej skał, więc nie jest tak ciekawie, ale w dalszym ciągu otacza nas świeża wyrazista zieleń lasu liściastego. Dopiero po kilku kilometrach zbliżamy się do skał a nawet zaglądamy do małej jaskini.


Po dojściu na parking, zamiast wsiąść w auto i odjechać, decydujemy się przejść jeszcze kawałek na zachód, by wrócić fragmentem wąwozu, którym jeszcze nie szliśmy. Wydawał się być bardzo malowniczy, więc musimy to sprawdzić 😉 Warto było nadłożyć drogi, bo jest tutaj równie pięknie. W pewnym momencie zauważamy, że coś piszczącego w oddali zagłusza melodię lasu. Jakkolwiek dziwnie to brzmi, jestem przekonany, że to dudy. Spotkaliśmy już tego dnia grupę chłopaków słuchających jakiegoś rapu z głośnika bezprzewodowego, ale żeby ktoś słuchał szkockiej muzyki w lesie? Z tym się jeszcze nie spotkaliśmy.


Im bliżej dźwięku jesteśmy, tym bardziej jesteśmy pewni, że to dudy, a od czasu do czasu dołączają do nich bębny. W pewnym momencie przypomina nam się amfiteatr w kamieniołomie i dochodzimy do wniosku, że odbywa się w nim koncert. Faktycznie, grupa ludzi ubranych jak Szkoci, gra na dudach i bębnach, a na widowni zgromadziło się kilkanaście osób. Dołączamy i my, by odsłuchać jeszcze kilku kawałków zanim widowisko się skończy.
Więcej zdjęć na koniec









Podstawowe informacje:
Długość: 24,6 km
Przewyższenie: 370 m
Czas przejścia: 5 h 40 min.; nasz czas przejścia z postojami, spokojnym spacerem po mieście i parku a także koncertem: 8 h 50 min
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem
Mapa:
Leave A Reply