Wiosna niemrawo przychodzi do Luksemburga, staramy się więc wykorzystać dłuższy dzień i zwiedzać nowe miejsca. Tym razem postanowiliśmy odwiedzić okolice pałacu luksemburskiej rodziny panującej, który jest położony w miejscowości Fischbach. Mówiąc bardziej konkretnie, to dom następcy tronu, bo Wielki Książę korzysta z dwóch innych posiadłości. Ogólnie rzecz biorąc, trudno wybrać się na wycieczkę w Luksemburgu i nie znaleźć się obok jakiegoś zamku albo pałacu 😉


Przedwiośnie
Wycieczkę zaczynamy w centrum Fischbachu, w którym są aż dwa wygodne i bezpłatne parkingi. Oba znajdują się tuż przy szlaku pieszym, więc od razu rozpoczynamy wędrówkę po okolicznych pętlach. Do wyboru jest aż pięć oznaczonych krótkich tras. Decydujemy się wykorzystać to niemal do maksimum i chcemy skorzystać z każdego szlaku. Dwie północne pętle to spokojna wędrówka przez las bez większych atrakcji. Na szczęście, nawet w takich miejscach znajdzie się coś interesującego.


Chociaż wiosna za progiem, to nie widać zmian w pogodzie, bo nawet zimą jest „jak w garncu” i w tym roku było zaskakująco ciepło nawet dla tubylców. Natomiast kwiaty wiedzą swoje i kwitną jak w kalendarzu. Już wcześniej widywaliśmy pojedyncze kępki przebiśniegów u nas na wsi, ale jednak w lesie z reguły jest chłodniej i kwitną tam później. Dlatego bardzo ucieszyliśmy się widząc pierwsze dzikie kwiaty w tym roku. Ale najbardziej zaskoczyły nas szafrany wiosenne, które w wielkiej obfitości rosły na jednej z posesji przy szlaku.



Skałki
Po pokonaniu dwóch pierwszych pętli, skręciliśmy na zachód, by pokonać szlak, który na mapie ma kształt grzebienia. Poziomice nie są najlepiej oznaczone na Mapach.cz, więc dopiero w terenie okazało się, że ten kształt to wcale nie sen szaleńca, ale jedyne rozwiązanie w tym terenie. Szlak poprowadzono wzdłuż granicy płaskowyżu, który posiada właśnie takie pofalowane wcięcia. Wędrowaliśmy więc między skałkami a głęboką doliną. Gdzieniegdzie skałki tworzyły wnęki na tyle szerokie, by w razie czego móc schronić się pod nimi przed deszczem. W takich miejscach ustawiono ławeczki, co jest bardzo sprytnym rozwiązaniem. Jeśli chodzi o roślinność, to naszą uwagę zwróciły ostrokrzewy, których rośnie w tych okolicach całkiem sporo. W Polsce chyba nigdy nie spotkaliśmy tych roślin w stanie naturalnym, a nawet nie zwróciliśmy uwagi, by były w ogrodach botanicznych.


Na sam koniec, zaplanowaliśmy pokonanie dłuższej z dwóch południowych pętli (na mapie oznaczona kolorem niebieskim). Jej początek jest szczególnie interesujący, bo przechodzi się obok dwóch dużych formacji skalnych, z których jedna nosi nazwę Kapelusza Napoleona (Napoleonshutt) i faktycznie z daleka go przypomina. Z bliska, skały zwracają uwagę tym, że są dziurawe na wylot! Niektóre wnęki są na tyle szerokie, że można się przez skałę przeczołgać (nie sprawdzaliśmy, chociaż mnie kusiło).



Dalej, szlak prowadzi szeroką leśną drogą, która jest na tyle wygodna, że nie zauważyliśmy odbicia i niechcący znaleźliśmy się na mniejszej pętli, oznaczonej kolorem żółtym. Mieliśmy w tym dużo szczęścia, bo ten krótszy szlak prowadzi przez piękną skalną bramę. Z monumentalnych skał otaczających szlak, ku dołowi spływają pnącza, co nadaje magicznego charakteru (a latem może nawet tropikalnego) 😉


Podstawowe informacje:
Długość: 14,6 km
Przewyższenie: 335 m (wg wskazań zegarka)
Czas przejścia: 4 h; nasz czas przejścia: 4 h 50 min. z postojami
Trudność: łatwa
Mapa:
Leave A Reply