Dzisiaj chcielibyśmy zabrać Was na wirtualną wycieczkę przez środek jeziora we francuskich Alpach! Nie trzeba umieć pływać, ani czekać na zimę (aż woda zamarznie) ani nawet mieć magicznych zdolności. Lac des Vaches, czyli po polsku Jezioro Krów, jest na tyle płytkie, że wybudowano przez jego środek szlak. Przechodzi się wygodnie przez całą długość stawu, stąpając z kamienia na kamień. Kolejnymi atrakcjami są widoki na lodowce oraz schronisko.

Lac des Vaches
Naszą bazą wypadową było pole namiotowe w Pralognan-la-Vanoise, ale żeby było prościej, zdecydowaliśmy się podjechać na pobliski parking, zaoszczędzając 200 metrów podejścia i 4 kilometry wędrówki.
Inne wycieczki, które zrobiliśmy z Pralognan i opisaliśmy na blogu to:
Petit Mont Blanc <KLIK>
Col du Soufre <KLIK>

Szlak prowadzi początkowo przez nartostrady aż do Refuge des Barmettes. To schronisko, położone u szczytu wyciągu, wydaje się być czynne wyłącznie w sezonie zimowym, więc nie mamy okazji sprawdzić tamtejszej kuchni. Po minięciu tego obiektu, szlak robi się ciekawszy: na horyzoncie pojawia się dorodny wodospad, a na halach pasą się owieczki.
Po kolejnych dwóch kilometrach docieramy do Lac des Vaches. Ścieżka przez jezioro jest doskonale widoczna i wygląda wyjątkowo. Oczywiście aparaty idą od razu w ruch i dokumentujemy to niesamowite jezioro. Historia jego powstania jest dość prosta i podobny los czeka większość wysokogórskich stawów. Skalne ściany pod wpływem erozji rozsypują się na mniejsze kamienie, które turlają się aż na dno i co roku jezioro robi się płytsze. W końcu wody jest tak mało, że staw zaczyna zarastać a ostatecznie zupełnie wysycha.


Refuge du Col de la Vanoise
Lac des Vaches położone jest w głębokim cieniu, a wiatr wiejący od strony gór jest wyjątkowo zimny, więc zakładamy kolejne warstwy ubrań. W takich warunkach docieramy do kolejnego schroniska na trasie. Dla odmiany, Refuge du Col de la Vanoise jest otwarte, ale jest za wcześnie na obiad, więc decydujemy się iść dalej. Wędrując szlakiem prowadzącym dnem doliny, dochodzimy do kolejnych jezior. Okolica jest lubiana przez świstaki, które zupełnie się nas nie boją i leżakują przy samej ścieżce.
Gdy dochodzimy do ostatniego jeziora, a w zasadzie pozostałości po nim (zarosło już zupełnie), zawracamy w kierunku schroniska. Nie jest to zbyt ambitna wycieczka, ale ta dolina nie oferuje nic więcej poza widokami. Co najwyżej, gdybyśmy mieli sprzęt lodowcowy, moglibyśmy się pokusić o wejście na Pointe de la Réchasse (3212 m n.p.m.). Ponoć to wyjątkowo prosta góra, idealna jako pierwszy trzytysięcznik. Tego dnia wystarczającą nagrodą dla nas był posiłek w Refuge du Col de la Vanoise. Niestety nie zachowało się żadne zdjęcie, ale przypuszczam, że zdecydowaliśmy się tylko na ciasto i kawę.

Powrót do samochodu
Po posiłku wybieramy inny szlak, prowadzący przez Lac des Assiettes (Jezioro Talerzy?). To właśnie idealny przykład stawu, który został już zupełnie zasypany. Jedynym śladem po nim jest idealnie płaska powierzchnia, wyglądająca aż nienaturalnie w górskim krajobrazie.
Wkrótce rozpoczyna się niezwykle strome zejście silnie zerodowanym fragmentem szlaku. Skały są wyślizgane, zapewne przez lawiny, przez co musimy zachować szczególną ostrożność, by się nie poślizgnąć. Żeby nie było zbyt łatwo, po zakończeniu zejścia, rozpoczynamy podejście, tylko trochę mniej strome, na niewielką przełączkę oddzielającą nas od szlaku, którym szliśmy rano. Po drodze można wejść na niewielki szczyt Le Moriond, ale przypuszczamy, że nie ma stamtąd o wiele lepszych widoków, niż z przełęczy.

Na koniec odbijamy jeszcze nieco na południowy wschód, skąd jest lepszy widok na kar polodowcowy Cirque de l’Arcelin aby nieco wydłużyć nasz ostatni dzień pobytu w Alpach. Wkrótce docieramy do samochodu i zjeżdżamy na nocleg.

Podstawowe informacje:
Długość: 18,6 km
Przewyższenie: 1030 m
Czas przejścia: 5 h 50 m; nasz czas: 8 h 20 m z postojami i posiłkami
Trudność: średnia
Mapa:




















Leave A Reply