Prognoza pogody była bezduszna – wczesnym popołudniem miała nadejść burza. Wybieranie się wysoko w góry groziło zaskoczeniem przez burzę powyżej granicy lasu, albo, w najlepszym przypadku, wędrówkę w strugach deszczu. W tej sytuacji zdecydowaliśmy się na krótką wycieczkę na górę Agudo znajdującą się nad miejscowością Auronzo di Cadore. Jest tam kilka darmowych parkingów oraz przystanków autobusowych, więc nie trzeba mieć samochodu, żeby tam dojechać. Na szczycie jest schronisko i piękny punkt widokowy, zatem to dobra opcja na krótką wycieczkę z obiadem, na przykład na dzień odpoczynku albo niepogody.

Pod górę. Znowu
Na szczyt Monte Agudo prowadzi kilka wariantów dróg, można też wjechać wyciągiem. My wybraliśmy szlak numer 271, który jest opcją pośrednią między bardziej stromym numerem 5 oraz drogą asfaltową. Mimo tego, przez cały czas trasa była dość stroma, chociaż bezpieczna. Przez większość czasu szliśmy leśną ścieżką. Drzewa, które dają ochłodę w słoneczne dni, blokowały ruch powietrza i po deszczowym dniu było niesamowicie parno. Po drodze przechodziliśmy obok letniego toru saneczkowego „Fun Bob”. Co chwilę widzieliśmy kolejne osoby zjeżdżające szybciej lub wolniej. Niektórzy w tym czasie nagrywali swój szalony zjazd trzymając telefon komórkowy w wyciągniętej dłoni. W końcu, czego nie robi się dla sławy 😉

Wreszcie doszliśmy do punktu startowego toru saneczkowego. Okazało się, że w kolejce ustawiła się już grupka osób. Zdecydowana większość z nich dotarła tutaj wjeżdżając wyciągiem krzesełkowym, po to by następnie zjechać po torze.
Prosto na szczyt
Od górnej stacji toru saneczkowego szlak na górę Agudo jest już mniej stromy i szerszy. Do tego, stok, którym idziemy jest częściowo pozbawiony drzew, gdyż poprowadzono nim nartostradę. Dzięki temu, ze szlaku rozpościerał się już całkiem ładny widok na szczyty grupy Dolomiti di Sesto. Po kilkunastu minutach spokojnego marszu znaleźliśmy się pod schroniskiem Agudo.
Spod schroniska rozciągała się już dużo ładniejsza panorama. Na północy jeszcze lepiej były widoczne Dolomiti di Sesto. Chociaż pogoda była pochmurna, większość chmur znajdowała się powyżej szczytów. Te nieliczne, wiszące niżej, otulały strzeliste turnie Dolomitów. Po drugiej stronie mogliśmy podziwiać szczyty grupy Marmarole, po której wędrowaliśmy kilka dni później.

W schronisku posiedzieliśmy około godziny. Wypiliśmy kawusię podziwiając z góry Auronzo di Cadore oraz rozległe jezioro, nad którym jest położone. Na burzę się nie zapowiadało, więc zostaliśmy jeszcze na obiad próbując lokalnych „pierogów” i knedli.
A miała być burza…
Po tym czasie zamiast zapowiadanej burzy wyszło słońce. Tego było już za wiele. Mogliśmy jechać przecież gdzieś wyżej! Żeby nie czuć, że zmarnowaliśmy ładny dzień, postanowiliśmy przedłużyć powrót do Auronzo i wracać okrężną drogą. Kontynuowaliśmy trekking szlakiem numer 271. Po drodze minęliśmy grupę niedużych formacji skalnych a w nich wykute sztolnie. Ponieważ Michał jest wielkim fanem tego typu obiektów, wszystkie musieliśmy zwiedzić. I każda była „bardzo” interesująca… Na zwiedzanie sztolni byliśmy przygotowani, bo czołówki czekają na takie okazje w plecakach.

Marmarole Runde
Po drodze zwróciliśmy uwagę na znaczki „Marmarole Runde” umieszczone na skałach i drzewach. Początkowo nie wiedzieliśmy o co w tym chodzi, ale po powrocie do pensjonatu wyszukałam tę nazwę w Internecie i wszystko się wyjaśniło.
Przez kilka godzin wędrowaliśmy fragmentem około 40-kilometrowego szlaku poprowadzonego przez masyw Marmarole. Te góry to jeden z najdzikszych i najrzadziej odwiedzanych obszarów w Dolomitach. O szlaku Marmarole Runde znaleźliśmy tylko jedną stronę w języku angielskim, a po polsku nie było nic.

Marmarole Runde tak bardzo nas zaintrygowało, że zdecydowaliśmy się przejść ten szlak, z drobną modyfikacją, zamieniając go w pętlę i omijając fragment wiodący przez Monte Agudo. Wszak tam już byliśmy 😉
Całe przejście Marmarole Runde opisaliśmy na blogu.
Chata Baby Jagi
Na pierwszym rozstaju zeszliśmy na szlak numer 4-1262 w kierunku Auronzo, opuszczając tym samym Marmarole Runde. Drzewa przesłaniały szczyty gór, ale przyjemnie szło się wąską leśną ścieżką. Las miał dość bogate podszycie i często natrafialiśmy na różne rodzaje grzybów czy kwitnących kwiatów. Trzykrotnie musieliśmy przejść przez strumień przeskakując po kamieniach. Brak kładek dostarczył wielu emocji, ale obyło się bez kąpieli.
Przy skrzyżowaniu ze szlakiem numer 1262, którym kontynuowaliśmy wędrówkę, w środku lasu znajdowała się opuszczona drewniana chata. Na mapie jest opisana jako Cason de Valsalega. Gdy tam dochodziliśmy, zrobiło się pochmurno i zaczęło kropić. Nie było innego wyjścia, jak ubrać kurtki… albo wejść do budynku, który był otwarty.

W przyziemiu znajduje się pomieszczenie, które w przeszłości z pewnością służyło zwierzętom wypasanym w okolicy jako schronienie. Świadczyłyby o tym żłoby umieszczone wzdłuż ścian. Na poziomie parteru było bardziej tajemniczo, bo chata jest podzielona na kilka pokoi. W części z nich znajdują się prycze a w głównym pomieszczeniu jest palenisko przypuszczalnie wykorzystywane do wędzenia sera. Albo do upieczenia Jasia… A nie, wróć, to już inna bajka 🙂
Ponieważ budynek jest otwarty, to nie oparł się wandalom: ściany, drzwi i nawet framugi zostały pobazgrane. Jednak okiennice, drzwi i prycze mają się całkiem dobrze, więc można pokusić się o nocleg na dziko. Niemniej jednak jest to własność państwowa i jak udało nam się wyczytać w Internecie, obiekt jest wykorzystywany do prac leśnych.

Od budynku droga do Auronzo jest już prosta. Jak tylko znaleźliśmy się w mieście rozpadało się na dobre, ale byliśmy już bezpieczni. Jednak burza tego dnia nie przyszła…
Podstawowe informacje:
Długość: 12,7 km
Przewyższenie: 1010 m
Czas przejścia: 4 h 35 m
Trudność: łatwa
Mapa:
Leave A Reply