Dzisiejszy artykuł ma niecodzienną tematykę. Nie piszemy ani o górach, ani o rowerach, tylko o kajakach. Z drugiej strony, spływ kajakowy Drawą, dziką i malowniczą rzeką, doskonale wpisuje się w nasze poszukiwanie pięknej przyrody i aktywne spędzanie wolnego czasu. Dziś możemy Wam polecić przepłynięcie 17-kilometrowego odcinka Drawy w Drawieńskim Parku Narodowym. Rzeka meandruje pośród wiekowych lasów, a powalone starością drzewa tworzą z niej prawdziwy labirynt. Chociaż to trasa odpowiednia dla osób początkujących, pozwala na przeżycie prawdziwej przygody!

Skąd pomysł na spływ kajakowy Drawą?
Jakiś czas temu dotarłem do statystyk popularności polskich parków narodowych. Pokazują one olbrzymie dysproporcje: Tatrzański i Karkonoski są odwiedzane przez miliony turystów rocznie. Do innych parków docierają zaledwie dziesiątki tysięcy ludzi. Najrzadziej odwiedzanym z nich był właśnie Drawieński Park Narodowy. Ponieważ nie lubimy spędzać wolnego czasu w tłumie innych ludzi, ta statystyka była doskonałą zachętą by właśnie tam pojechać. Decydując się na to miejsce, mieliśmy ograniczony wybór co do rzeki. Do turystyki wodnej udostępnione są tylko Korytnica i Drawa.
Pozostało nam tylko zastanowić się, czego od spływu oczekujemy. Zależało nam na trasie na kilka godzin (5-6), raczej łatwej, choć niepozbawionej przeszkód. To właśnie przeszkody w postaci powalonych drzew decydują o atrakcyjności Drawy. Chcieliśmy nieco się zmęczyć fizycznie i sporo pogłówkować, ale ważne było dla nas bezpieczeństwo. Ania płynęła wcześniej kajakiem tylko raz, a ja miałem za sobą tylko dwa dość łatwe spływy: Czarną Hańczą i Wieprzem, oraz kilka wycieczek po jeziorach.

Po ustaleniu naszych preferencji wystarczyło zadzwonić do jednej z firm oferujących obsługę spływów. Zaproponowano nam konkretny odcinek, zapewniono transport do punktu startu i z mety oraz niezbędny sprzęt. Nam pozostało tylko wiosłowanie 🙂
Spływ kajakowy Drawą: most Zatom – most Głusko
Spływ rozpoczęliśmy obok mostu w Zatomiu a naszym celem był oddalony o 17 kilometrów zrujnowany drewniany most w Głusku. Pierwsze metry spływu wydawały się proste, ale już za pierwszym zakrętem pojawiło się ogromne, przewrócone drzewo, które zablokowało niemal całą szerokość Drawy. Jedynym rozwiązaniem było przepłynięcie pod nim, bądź przejście nad nim. Przy wyższym poziomie wody, możliwe, że kajak trzeba puścić dołem, a samemu trzeba przejść na drzewem. Szczęśliwie, mogliśmy sobie pozwolić na mniej ryzykowne rozwiązanie i wczołganie się do kajaka tak, że wystawały nam tylko głowy. To pozwoliło nam zmieścić się pod powalonym gigantem. Ta przygoda przyćmiła na chwilę nasze zmysły, do tego stopnia, że z istnienia mniejszego drzewka leżącego parę metrów dalej zdałem sobie sprawę dopiero wtedy, gdy uderzyłem w nie głową 😉

Pierwszą nauką, którą wynieśliśmy z tego spływu, było to, że nie wolno tracić koncentracji. Musieliśmy więc dzielić uwagę pomiędzy podziwianie przyrody, wypatrywanie niebezpieczeństw a także planowanie kolejnych kroków. Kolejną rzeczą, którą pojęliśmy bardzo szybko, było to, że kluczem do sukcesu w poruszaniu się kajakiem dwuosobowym jest komunikacja. Osoba z przodu widzi o wiele więcej, ale to osoba siedząca z tyłu ma o wiele większą kontrolę nad kierunkiem i jest w stanie robić ostrzejsze zwroty. Okrzyk „uwaga, kłoda!” za bardzo nie pomaga. Co innego: „omijamy z prawej” albo „teraz ostro w lewo”. W sumie, spływ kajakowy to taki trochę trening dla młodych małżeństw/par 😉 Uczy szybkiej i precyzyjnej komunikacji. A jeśli w trakcie spływu uda się nie pokłócić ze sobą, to już w ogóle sukces! 🙂
Przygoda warta polecenia
Te 17 kilometrów było pełne zakrętów rzeki oraz manewrów przy omijaniu drzew, wysp i mielizn. Ani przez moment nie nudziliśmy się, bo zawsze było coś, co przykuwało naszą uwagę. Gdy robiło się na Drawie spokojniej, mogliśmy porobić zdjęcia, obserwować setki ważek i motyli, słuchać śpiewu ptaków i cieszyć się ciszą. Niemal przez całą trasę nie było żadnych innych turystów w zasięgu wzroku i słuchu. Wyjątkiem były miejsca postojowe, gdzie spotykaliśmy małe grupy. Na trasie są trzy miejsca biwakowe (gdzie są stoły, toalety i miejsca na ognisko) oraz kilka pomostów (oznaczonych na mapie jako „bindugi”, gdzie oprócz pomostów nie ma nic). Jest więc gdzie się zatrzymać na małe co nie co 🙂

Po przepłynięciu całości czuliśmy spore zmęczenie w ramionach, ale bardziej niż siła fizyczna, przydaje się umiejętność główkowania. Drawa to tak naprawdę ogromny kajakowy slalom, na którym trzeba się nakombinować, by wybrać najlepszą drogę. Czasami okazuje się, że wybrany wariant kończy się zawieszeniem kajaka na podwodnej kłodzie i trzeba się cofnąć, by przepłynąć w innym miejscu. Zdarzyło się nam to nie raz 🙂
Spływ kajakowy Drawą możemy polecić niemal każdemu – odcinki mają różne stopnie trudności, więc znajdzie się zarówno coś dla dzieci i początkujących, jak i dla miłośników kajaków. Co najważniejsze, można zdecydować się na spływ kilkudniowy – w wyznaczonych miejscach można legalnie rozbić namiot. Warto jednak posiadać umiejętność pływania. Chociaż rzeka nie jest ani szeroka, ani głęboka, to przy takiej ilości przeszkód istnieje ryzyko wpadnięcia do wody.
Leave A Reply