Chociaż rząd wprowadza kolejne ograniczenia, a chorobę możemy złapać od zupełnie tego nieświadomych znajomych, to turystyka górska ma się całkiem dobrze. Odpowiednio planując trasę, możemy wędrować bez ryzyka kontaktu z wieloma osobami. Natomiast zamknięte hotele i restauracje nie muszą wcale stanowić problemu. Oto kilka patentów na turystyczny wypad podczas pandemii bez zmartwień.
Planowanie trasy to podstawa
Mogliście już zauważyć, że staramy się wybierać miejsca nieco mniej znane i unikać tych bardziej zatłoczonych. Jest to również najlepsze rozwiązanie na obecne czasy. Nie tylko cieszymy się przyrodą w samotności, ale również zmniejszamy ryzyko, że ktoś na nas nakaszle.

Zmasowana turystyka występuje w Polsce punktowo. Wystarczy więc wybrać mapę dowolnego regionu i zastanowić się, które miejsca albo szlaki są najbardziej znane. Z reguły będą to najwyższe szczyty, wieże widokowe, okolice schronisk i kurortów górskich. W takiej identyfikacji pomaga też członkostwo w fejsbukowych grupach górskich – najczęściej wspominane miejsca można „wykreślić”. Po takiej selekcji wystarczy zaplanować trasę tak, by zanadto nie zbliżała się do tych gorących punktów 🙂
Możecie też wykorzystać jedną z naszych tras, przykładowo:
Dziki Wodospad w Górach Kaczawskich
Wokół Borowej
Naziemne obiekty Kompleksu „Riese”
Wszędzie tam spotykaliśmy bardzo niewielu ludzi.
Przy planowaniu trasy warto pamiętać, że parkingi są miejscami, gdzie spotyka się wielu ludzi, zaś obsługa często nie przejmuje się maseczkami. Dlatego staramy się unikać popularnych (a przy okazji płatnych) parkingów i zazwyczaj szukamy na mapie/zdjęciach satelitarnych parkingów bezpłatnych. Takie najłatwiej znaleźć pod kościołami i cmentarzami.

Jak zjeść coś gorącego?
Restauracje, w tym kuchnie schroniskowe, są w dużej części zamknięte. Ale, podobnie jak w mieście, są takie, które wydają jedzenie na wynos. Wystarczy sprawdzić taką opcję zawczasu w Internecie. Ale co zrobić, jeżeli nie ma nic otwartego w okolicy, albo wolicie unikać kontaktu z innymi ludźmi? Mamy dwa rozwiązania:
Termos na jedzenie
Jest to rozwiązanie niesamowicie proste i wymaga wyłożenia tylko nieco ponad 100 zł na zakup. Oprócz tradycyjnych termosów na płyny, są specjalne termosy na jedzenie. Różnią się szerokością otworu – tak by można było wygodnie nałożyć jedzenie i jeść bezpośrednio z niego, bądź z jego zakrętki. Ciepło trzymają przez kilka godzin, więc wystarczy coś ugotować albo zagrzać rano przed wyjściem, by móc cieszyć się ciepłym obiadem w dowolnym miejscu w górach.
Kto to widział, żeby kupować termos tylko po to, żeby zabierać go na wycieczki, póki znowu nie otworzą knajp, zapytacie? Niekoniecznie. My takie termosy kupiliśmy już dawno, w czasach gdy chodziliśmy do biura, i zabieraliśmy w nich lancz. Dzięki temu nie traciliśmy czasu stojąc w kolejce do mikrofalówki. Same plusy 🙂

Kuchenka turystyczna
Kuchenka turystyczna to idealne rozwiązanie dla tych, którzy lubią wędrować z plecakiem przez kilka dni. Jeśli planujesz wybierać się tylko na wycieczki jednodniowe, to przypuszczalnie termos będzie praktyczniejszym, lżejszym i tańszym rozwiązaniem.
Podstawowa kuchenka na gaz to koszt kilkudziesięciu złotych, natomiast są też modele za kilkaset złotych. Jeśli to Twoja pierwsza kuchenka i nie planujesz wielu długich wędrówek, to wybierz tanią i lekką. Jeśli okaże się, że gotowanie w terenie Ci się spodoba i zechcesz mieć coś porządniejszego, ta tania zostanie Twoim zapasowym sprzętem.

Do kuchenki potrzeba jeszcze garnka i butli z gazem. Butlę najlepiej kupić razem z kuchenką w sklepie sportowym, gdzie doradzą, która butla pasuje do której kuchenki. Są bowiem dwa systemy – nakręcane i przebijane. Te drugie są problematyczne, ponieważ kuchenka jest łączona z butlą „na stałe” aż do skończenia się gazu. Nakręcane można w każdym momencie rozkręcić, bo butle mają wbudowany zawór, by je bezpiecznie nosić w plecaku. Jeśli chodzi o naczynia, te standardowe z domowej kuchni będą przypuszczalnie zbyt duże i ciężkie. Najtańsze naczynia turystyczne to będzie kolejne kilkadziesiąt złotych. Należy też pamiętać o zapałkach, zapalniczce, bądź krzesiwie. Podsumowując, jest to inwestycja na minimum 200-300 zł.
A co na takiej kuchence można ugotować? Małe kuchenki mają niewielką moc, dlatego zbyt wiele na nich nie upichcimy. Dlatego im prościej, tym lepiej. Najprostsza i najtańsza jest owsianka. Wystarczy zagotować wodę i zalać płatki owsiane z dowolnymi dodatkami. W domu takie danie może nie powala, ale w terenie smakuje wyśmienicie.
Na podobnej zasadzie (wystarczy zalać, wymieszać i poczekać) działa żywność liofilizowana. Są to gotowe dania, które zostały odpowiednio wysuszone i mają trwałość kilku lat. Po paru minutach od zalania otrzymuje się pełnowartościowy posiłek, który przypomina normalny obiad, np. makaron w sosie bolognese. Wybierając liofilizat, warto zastanowić się, czy chcemy opcję trochę tańszą, czy może taką bez sztucznych dodatków. My wybieramy dwie firmy, które produkują liofilizaty bez „chemii”: Voyager i LyoFoods. Te drugie są chyba smaczniejsze, ale to kwestia gustu. Wysuszony posiłek to około 100g, ale ma równowartość kilkuset kilokalorii. Niestety, wada tego rozwiązania to spory koszt posiłków. Pojedyncza porcja to około 25 zł a podwójna to około 40 zł.

Przy używaniu kuchenki turystycznej, należy pamiętać, że co do zasady zabronione jest jej używanie w lesie. A nawet poza lasem trzeba pamiętać, że te tanie kuchenki nie są zbyt stabilne, a po przewróceniu mogą wywołać pożar. Dlatego lepiej rozbijać je tam, gdzie nic się nie zapali i mieć przy sobie zapas wody na wypadek mini-pożaru.
Jak nocować?
Wyjazdy jednodniowe są najłatwiejsze i z nich najczęściej korzystamy, ale pomimo obostrzeń można też zaplanować wycieczki wielodniowe. Rząd pozamykał obecnie niemal wszystkie obiekty noclegowe i nie można w nich nocować już nawet służbowo. Zamknięte są też pola kempingowe, więc nawet namiot odpada. Ale czy na pewno?
W zeszłym roku, Lasy Państwowe rozpoczęły program pilotażowy dla „Bushcraftingu” – czyli takiej osobistej szkoły przetrwania w lesie. Sam Bushcraft nas specjalnie nie interesuje, ale program już tak. Dzięki niemu, na określonych obszarach leśnych można legalnie nocować w namiocie. Jeśli nigdy nie zastanawialiście się nad rozbijaniem namiotu w lesie, to informujemy, że poza tymi obszarami jest to nielegalne – stąd właśnie innowacyjność tego programu. Takich obszarów jest niewiele, ale coś powinno się znaleźć w każdym województwie. W Dolnośląskim są dwa obszary w Górach Izerskich. Testowaliśmy i było super 😉

Rozwiązanie to ma tylko jedną wadę – na warunki zimowe trzeba mieć naprawdę ciepłe śpiwory (temperatura komfortu śpiwora poniżej 0), zimową matę/materac, a przy nocowaniu na śniegu także zimowy namiot. Zimowy (wyprawowy) namiot można wypożyczyć, ale ze śpiworami czy materacami może być gorzej. Cena zestawu zimowego znacząco przekroczy tysiąc złotych. Ale jeśli nic się nie polepszy z obostrzeniami do wiosny, to można tę opcję rozważyć.
Oprócz namiotu możemy wybrać nocleg w samochodzie. Bez ciepłego śpiwora się nie obędzie, ale nie potrzeba do tego żadnego innego sprzętu. Wystarczy auto kombi/van/SUV i po rozłożeniu tylnej kanapy można nocować wszędzie tam, gdzie można zaparkować auto.

Jeśli macie znajomych albo rodzinę w górach, to jest to również fantastyczna opcja. Co prawda można albo samemu się zarazić, albo zarazić gospodarzy, ale jest to rozwiązanie najtańsze i póki co jeszcze zupełnie legalne 🙂
Podsumowanie
Artykuł ten zaledwie powierzchownie dotyka tematyki wyżywienia i nocowania w górach. O kuchenkach turystycznych można pisać eseje, a nocować w lesie można na wiele innych sposobów: choćby w hamaku, pod płachtą biwakową albo w wiatach turystycznych. Naszym celem nie było jednak zupełne wyczerpanie tego tematu. Chcieliśmy tylko wykazać, że pomimo ograniczeń, w dalszym ciągu można uprawiać turystykę górską, cieszyć się otaczającą przyrodą i zażywać ruchu na świeżym powietrzu nie naruszając żadnych przepisów. Co więcej, można to robić w sposób zupełnie bezpieczny dla nas i innych turystów 🙂

Leave A Reply