Przy okazji rocznicy ślubu, wspominaliśmy nasze dawne wyprawy w góry. Jedną z piękniejszych wycieczek odbyliśmy latem 2018 roku, kiedy po raz pierwszy byliśmy razem w Tatrach. Naszym celem było przejście przez wszystkie cztery szczyty Czerwonych Wierchów. Pogoda, która nam się trafiła, była po prostu cudowna. O ile morze chmur w Tatrach zdarzało się nam kilkukrotnie, to taki piękny kontrast białych chmur i rozświetlonych szczytów trafia się bardzo rzadko. Zobaczcie z resztą sami, oto Czerwone Wierchy w przepięknej scenerii 🙂

Drugie śniadanie w Kondratowej
Jak to w Tatrach, wyruszyliśmy z pensjonatu „skoro świt”, żeby załapać się na pierwszy autobus do Kuźnic. Wczesny start jest o tyle ważny, że oprócz pustek na szlakach, można liczyć na wczesny powrót do doliny przed potencjalną popołudniową burzą. Chociaż zwykle fragment szlaku wiodący lasem jest nudny, tym razem było inaczej. Słońce przebijające się między drzewami nie tylko tworzyło piękne promienie światła, ale również tęczową glorię!

Gdy wyszliśmy spomiędzy drzew, pogoda zapowiadała się bardzo ładnie, ale nie spodziewaliśmy się niesamowitych warunków, które miały się rozwinąć godzinę później. W schronisku zamówiliśmy szarlotkę i kawę, a następnie usiedliśmy na zewnątrz, by cieszyć się słońcem. Wyszedłem na chwilę do łazienki i gdy wróciłem słońca już nie było, gdyż całe niebo spowijały gęste chmury. Ech, nawet na chwilę nie można wyjść, żeby ktoś nie zepsuł pogody…

Grzbietem Czerwonych Wierchów
Pomimo zasmucenia nagłą zmianą pogody, zdecydowaliśmy się kontynuować wędrówkę zgodnie z planem. Chmury wisiały dość nisko, więc założyliśmy, że może uda się chociaż na chwilę wyjść ponad nie. Jeszcze przed osiągnięciem Przełęczy pod Kopą Kondracką okazało się, że mieliśmy rację! Wyszliśmy ponad gęste morze chmur, nad które wystawał również doskonale widoczny Giewont. Chociaż uważamy ten szczyt za mocno przereklamowany, wtedy wyglądał po prostu spektakularnie!

Jeszcze ciekawiej było powyżej przełęczy w trakcie podejścia na Kopę Kondracką, pierwszy z Czerwonych Wierchów. Tam doskonale było widać morze chmur po polskiej stronie gór i pojedyncze kłębki chmur po stronie słowackiej. Takie widoki utrzymywały się przez cały czas przejścia grzbietem, więc byliśmy przeszczęśliwi! Do tego turystów spotykaliśmy sporadycznie. W zasadzie, to podczas wędrówki przez Czerwone Wierchy widzieliśmy więcej kozic, niż ludzi.

Zejście
Dopiero na zejściu z Ciemniaka pojawiło się nieco więcej osób, ale i tak było to poniżej naszych oczekiwań. Prawdopodobnie ta przepiękna pogoda, która nam się trafiła, zniechęciła wielu ludzi do wyjścia w góry. Chmury napłynęły dość wcześnie rano, około 8. Jeśli ktoś wstał o tej porze, pierwsze, co zobaczył, to gęste zachmurzenie zasłaniające wszystkie tatrzańskie szczyty. Kto by w takich warunkach szedł w góry? A po drugiej stronie wału chmur byliśmy my, szczęśliwi i chłonący najpiękniejsze widoki.

Schodząc ku Dolinie Kościeliskiej coraz bardziej zatapialiśmy się w chmurach, by w końcu zejść poniżej nich i zobaczyć jak ponuro tam było. Okazuje się, że warunki mogą być jednocześnie niesamowicie piękne i paskudne, zniechęcające do wyjścia z pensjonatu. Wszystko zależy od wysokości, na której się jest! 🙂

Podstawowe informacje:
Długość: 15,2 km
Przewyższenie: 1309 m
Czas przejścia: 5 h 40 min. (nasz czas: około 7-8 h z postojami)
Trudność: łatwa – to jeden z idealnych szlaków na początek przygody z Tatrami 🙂
Dojazd: busem albo taksówką
Mapa:
Leave A Reply