Tydzień po poprzedniej wycieczce w góry Kaczawskie postanowiliśmy wybrać się tam ponownie. Gdy patrzyliśmy na mapę za pierwszym razem, wypatrzyliśmy ciekawe miejsca, które nie sposób było zwiedzić w czasie jednej wycieczki. Konieczna była zatem powtórka. Tym razem zależało nam nie na konkretnych szczytach, lecz na śladach dawnego i obecnego górnictwa. Oprócz tego, liczyliśmy na lepsze widoki, niż na poprzedniej wycieczce. W końcu na zaplanowanej trasie znajduje się nowa wieża widokowa. Niestety pogoda znów nie dopisała, bo nad Karkonoszami wznosił się gruby wał chmur. Na szczęście same Góry Kaczawskie są tak piękne, że wystarczyły nam widoki na najbliższe szczyty 🙂

Wokół góry Miłek
Wycieczkę zaczynamy w Wojcieszowie, górniczym mieście, które czasy największej świetności miało na przełomie XIX i XX wieku. W okolicy funkcjonowało wiele kopalni i kamieniołomów, w których wydobywano m.in. wapień, arsen, miedź, złoto i srebro. Po wojnie poszukiwano tam również uranu, ale zdaje się, że bezskutecznie. Tuż obok orlika znajduje się spory, wygodny i darmowy parking, zaraz obok początku szlaku okrążającego górę Miłek.

Zielony szlak, tak dobrze widoczny na mapie internetowej, jest niestety fatalnie oznaczony w terenie. Oznaczenia są rzadkie i nie zawsze pokrywają się ze śladem GPS. Problem jest taki, że szlak prowadzi rezerwatem, zatem nie powinno się z niego zbaczać. W takich warunkach można tylko próbować trzymać się szlaku, wędrując drogami leśnymi i starając się obchodzić górę dookoła. Swoją drogą, granice rezerwatu są oznaczone jeszcze gorzej niż szlak 😉 Niestety nie ma żadnych oficjalnie dostępnych ścieżek na szczyt Miłka ani do żadnej z jaskiń w jego zboczach.

Obejście północnych zboczy góry zajęło nam dość dużo czasu z uwagi na częste „konsultacje” z GPSem, ale na południu już było łatwiej. Przy dawnym kamieniołomie, który z bliska robi ogromne wrażenie, zjedliśmy kanapki, by zyskać siły na dalszą część wycieczki. Baliśmy się, że im dalej od cywilizacji, tym gorzej będzie z oznaczeniami szlaków, ale było wręcz przeciwnie.

Sztolnie i szyby dawnych kopalni
Na pierwszą sztolnię trafiliśmy jeszcze wędrując wokół Miłka. To bardzo mały obiekt, o długości zaledwie kilku metrów, kończący się murowaną ścianą. Trudno powiedzieć, czy za murem jest coś jeszcze, czy to tylko taki ślepy zaułek. Wkrótce po opuszczeniu szlaku zielonego, wyszliśmy na rozległe pastwiska. Rozciąga się z nich piękny widok: w kierunku, z którego przyszliśmy, widać między innymi Skopiec, Baraniec i Okole, czyli najwyższe szczyty Gór Kaczawskich. O wycieczce na nie pisaliśmy tydzień temu tutaj. Po dojściu do drogi skręciliśmy na moment w prawo, żeby zobaczyć Księży Kamień, ale to nic specjalnie ciekawego – wychodnia skalna porośnięta drzewami.

Następnie skierowaliśmy się do Radzimowic, niewielkiej wioski na końcu świata, liczącej zaledwie kilka domów. Nasze zdziwienie budziła tablica pamiątkowa 770-lecia tej miejscowości oraz symbol hinduizmu na elewacji jednego z budynków. Radzimowice były ważnym ośrodkiem górniczym już w średniowieczu i ślady tej aktywności widoczne są dookoła. Szlakiem żółtym doszliśmy do szybu wydobywczego „Arnold”, fundamentów obiektów górniczych i kilkunastometrowej sztolni. Jeśli nie jesteście obeznani w tematyce górniczej, to tak na szybko i w uproszczeniu: szyb jest pionowy, a sztolnia pozioma. Jak to zapamiętać? Ano jak wpadniecie do szybu, to przez jakiś czas będziecie szybować w powietrzu 😉 Dna „Arnolda” nie sposób dostrzec nawet z latarką i nie zdziwiłbym się, gdyby miał nawet około 100 metrów głębokości.

Na północ od Radzimowic znajduje się kolejne wyrobisko kopalniane i jeszcze jeden szyb, ale są schowane w lesie i oznaczone zakazem wstępu. Dalsza część szlaku prowadzi lasem, w którym znów napotkaliśmy sarenki i słuchaliśmy śpiewu ptaków. Gdy w okolicach szczytu Rogacza wyszliśmy na przecinkę, rozległy widok wprost oszołomił nas. Wprawdzie Karkonosze dalej tkwiły pod chmurami, ale widok na Góry Kaczawskie i Rudawy Janowickie był naprawdę pierwszorzędny. Powietrze było nieco gęste i wraz z oszronionymi polami tworzyło bajkowy klimat. Jednak o wiele lepszy widok jest z wieży widokowej na Dłużku/Dłużcu, kilkaset metrów dalej.

Po zrobieniu zdjęć krajobrazowych udaliśmy się do sztolni poszukiwawczej uranu. Chociaż poszukiwania uranu zakończono w latach pięćdziesiątych, więc może być w środku niebezpiecznie, obiekt da się zwiedzać. Kilka metrów od wejścia jest krata, ale zamykana jest tylko w okresie zimowym (październik-maj), żeby nie przeszkadzać hibernującym nietoperzom. Musimy tam zatem wrócić latem 😉

Kamieniołom wapienia i wapiennik
Przy sztolni uranowej trzeba obrać dalszy kierunek. Można wybrać się do ruin szubienicy, albo do wapiennika i dawnego kamieniołomu wapienia. Oczywiście da radę zwiedzić wszystkie atrakcje, ale wydłuży to trochę trasę. Szubienica nie wydawała się być jakoś bardzo atrakcyjna, więc wybraliśmy wapiennik. Tym bardziej, że już kiedyś mieliśmy zajrzeć do wapiennika w okolicach Dzikiego Wodospadu, ale ścieżka do niego była totalnie zarośnięta. Chociaż wapienniki widuje się częstokroć z daleka, jeżdżąc po sudeckich drogach, i wiedziałem jak one w praktyce działają, to nigdy nie miałem okazji zobaczyć ich z bliska. Albo widziałem jako dziecko i o tym zapomniałem 😉
Wędrując w kierunku wapiennika, rozpoczęliśmy zejście w kierunku doliny, w której znajduje się Wojcieszów. Na wprost nas znajdował się ogromny kamieniołom na górze Połom, ale skupialiśmy się na utrzymaniu równowagi na nieco błotnistej drodze. Niestety stok od słonecznej strony zaczął rozmarzać i zrobiło się ślisko. Zejście nie było jednak ani strome ani długie i po kilkunastu minutach dotarliśmy do wapiennika. Jest on zupełnie wyremontowany a na jego szczycie zrobiono punkt widokowy. Widoki ze szczytu budowli wprawdzie nie są najlepsze, ale można się zorientować jak wielką budowlą jest taki wapiennik.

Po zobaczeniu tej atrakcji udaliśmy się jeszcze do kamieniołomu „Gruszka”. Jest on o wiele większy, niż ten, który oglądaliśmy na początku, a do tego w jego ścianie zieje duży otwór jaskini. Grota jest jednak dostępna wyłącznie dla wspinaczy i grotołazów. Znajduje się w połowie niemal pionowej skalnej ściany, więc najłatwiej byłoby się opuścić do niej po linie. Takich atrakcji nie planowaliśmy, więc udaliśmy się w kierunku samochodu.

Podstawowe informacje:
Długość: 18 km
Przewyższenie: 600 m
Czas przejścia: 4 h 50 min. (nasz czas: około 7 h wliczając postoje i zaglądanie do wszystkich dziur w ziemi 😉 )
Trudność: łatwa, chociaż okrążenie Miłka jest słabo oznakowane i trzeba posiłkować się GPSem
Dojazd: samochodem
Mapa:
Leave A Reply