Nie jesteśmy fanami zabaw sylwestrowych, dlatego tradycyjnie poszliśmy spać wcześnie, by w Nowy Rok ruszyć w góry. Na autostradzie były cudowne pustki (ach, gdyby było tak zawsze!) a na szlakach spotkaliśmy więcej jeleni niż turystów. Wybraliśmy się w okolice Jeleniej Góry, by wejść na najwyższy szczyt Gór Kaczawskich. Ponieważ do końca nie wiadomo, która góra jest najwyższa, zamierzaliśmy wejść na wszystkich czterech pretendentów do tego miana 😉
Twórcy Korony Gór Polski, kierując się starymi danymi, wybrali Skopiec. Trudno jednak wykluczyć sytuację, że wybrali Skopiec, bo bardziej im się podobał. W końcu to nie jedyny szczyt na liście, który najwyższy w danym paśmie nie jest. PTTK tworząc listę wierzchołków do Diademu Polskich Gór był bardziej przezorny i wybrał aż cztery góry o zbliżonej wysokości, około 720 metrów. Jednak PTTK nie był tak dokładny przy tworzeniu Korony Sudetów – tam również znajdziemy Skopiec. Według najnowszych pomiarów, ponoć to Okole jest najwyższe i wznosi się na 725 m n.p.m. Żeby było śmieszniej, chociaż samochód zaparkowaliśmy bezpośrednio pod tą górą, ostatecznie na nią nie weszliśmy, bo zmierzch zastał nas na szlaku. Zabrakło nam około godziny, by dokończyć zaplanowaną trasę. Ale po kolei…

W stronę Skopca
W tej okolicy trudno o parking i jedyne sensowne miejsce na zostawienie auta, jakie znaleźliśmy, to niewielki parking leśny leżący pod Okolem. Niestety sieć szlaków w Górach Kaczawskich jest na tyle uboga, że oznaczało to pokonanie znacznej części trasy nieoznakowanymi ścieżkami. Tak też zaczęła się nasza wycieczka. Zaraz za parkingiem skręciliśmy w niemal niewidoczną ścieżkę między starym lasem i nowymi nasadzeniami. Oczywiście skręciliśmy tam nie od razu, bo najpierw tę ścieżkę przegapiliśmy i przeszliśmy pół kilometra w złą stronę…

Gdy trafiliśmy na właściwą trasę, cieszyliśmy się krótko. Po ostatnim ociepleniu wszelki śnieg w okolicy roztopił się i ścieżka była niemiłosiernie błotnista. Do tego przecinają ją niewielkie, lecz rozlewające się po okolicy, strumyki. Meandrując między błotem i kałużami powoli przemierzaliśmy las, niechcący płosząc niespodziewające się ludzi jelenie. Doliczyliśmy się aż czternastu sztuk.

Nasze tempo zdecydowanie wzrosło po dojściu do asfaltowej drogi, którą doszliśmy aż do Podgórek. W tej wiosce znajduje się stary zaniedbany i zarośnięty pałac. W Podgórkach na chwilę weszliśmy na szlak rowerowy prowadzący piękną aleją drzew. Aleja kończy się w lesie, ale sam szlak prowadzi aż na zbocza Skopca. Tam znów odbiliśmy na nieoznakowaną drogę leśną, którą dotarliśmy prawie na szczyt. Tabliczka z nazwą góry i skrzynką z pieczątkami znajduje się około 10 metrów od drogi. Jeśli zbieracie pieczątki do Diademu, w tym miejscu trzeba je wbić także na pozostałe trzy szczyty.

Baraniec i Folwarczna
Ze Skopca skierowaliśmy się prosto na maszty antenowe widoczne z daleka. Zostały one zamontowane tuż poniżej szczytu Barańca, stanowią zatem doskonały punkt orientacyjny. Następnie obeszliśmy płot ogradzający maszty a ja przecisnąłem się pod powalonym drzewem. Chciałem zrobić Ani zdjęcie jak się pod nim gramoli, ale Ania była sprytniejsza ode mnie i po prostu obeszła to drzewo dookoła.

Z Barańca skierowaliśmy się na południowy zachód, w kierunku drogi polnej. Nagle wyszliśmy na polanę i widok nas oszołomił. Po raz pierwszy tego dnia trafiliśmy na miejsce, z którego rozlegał się tak szeroki widok. Wprawdzie tego dnia pogoda była paskudna, bo chmury wisiały na wysokości 800 metrów, ale panorama i tak robiła wrażenie. Jakże pięknie tam musi być wiosną przy dobrej pogodzie! Doskonale widać stamtąd Rudawy Janowickie, w tym Skalnik i Sokoliki, Karkonosze oraz Góry Izerskie.

Idąc drogą polną dotarliśmy do Przełęczy Komarnickiej ze znanym drzewem oblepionym butami. Z tego miejsca też jest nienajgorszy widok, chociaż nie aż tak dobry jak ze stoków Barańca. Udaliśmy się stamtąd w stronę lasu i widocznego wzniesienia, którym jest kolejny potencjalnie najwyższy szczyt Gór Kaczawskich – Folwarczna. Na sam szczyt, na którym jest tylko tabliczka z jego nazwą, prowadzi droga leśna.

Okole, czyli ponoć najwyższy szczyt Gór Kaczawskich
Po zdobyciu Folwarcznej rozpoczęliśmy walkę z czasem. Robiło się późno, a do Okola było jeszcze niecałe 10 kilometrów. Nie chcieliśmy jednak wracać się tą samą drogą, więc wybraliśmy wąską ścieżkę biegnącą przez grzbiet Folwarcznej-Maślaka. Po chwili, interesująca ścieżynka okazała się być rozjeżdżoną trasą maszyn leśnych przy świeżej wycince. Wędrowanie błotnistą drogą bardzo nas spowalniało, bo buty co rusz się rozjeżdżały na boki. Zaletą tego wyboru było spotkanie kolejnych jeleniowatych 😉

Ucieszyliśmy się wielce, gdy wróciliśmy na szlak. Chociaż tam też było mokro i ślisko wskutek odwilży, i tak szło się o wiele szybciej. Niestety zwiększenie tempa nam nie pomogło. Gdy doszliśmy do Dziwiszowa, zaczynało już zmierzchać. Wchodzenie na szczyt po zmroku nie miało większego sensu, bo i tak byśmy z niego nic nie zobaczyli – a szkoda, bo Okole jest niezłym punktem widokowym. W takiej sytuacji musieliśmy zrezygnować z pierwotnego planu i zeszliśmy ze szlaku na szosę prowadzącą prosto na nasz parking. Właśnie dlatego zawsze przy plecaku nosimy odblaskowe opaski. Wystarczy je przełożyć na ramię i można bezpiecznie wędrować wzdłuż szosy po zmroku.

Gdy dotarliśmy do auta, było już niemal zupełnie ciemno, co potwierdziło, że dokonaliśmy dobrego wyboru. Trochę szkoda, że ostatecznie nie weszliśmy na najwyższy szczyt Gór Kaczawskich, ale jesteśmy pewni, że Okole na nas poczeka. Już nie pierwszy raz to pasmo górskie nas zauroczyło, więc ze względu na ten niedosyt mamy jeszcze więcej powodów by znów pojechać w Góry Kaczawskie 🙂
Podstawowe informacje:
Długość: 21,6 km
Przewyższenie: 830 m
Czas przejścia: 6 h (nasz czas: 6 h 5 min. z postojami, lecz skróciliśmy końcówkę. Z wejściem na Okole zmieścilibyśmy się w 7 h)
Trudność: średnia – trasa nie jest wymagająca kondycyjnie, ani nie zawiera trudnych fragmentów, lecz w znacznej części prowadzi po nieoznakowanych ścieżkach i drogach, które nie zawsze są na mapie. Konieczny GPS, np. aplikacja Mapy.cz
Dojazd: samochodem
Mapa:
Leave A Reply