Chociaż byliśmy w Sudetach już w tylu miejscach, to ciągle natrafiamy na perełki, o których nie mieliśmy pojęcia. Zastanawialiśmy się nad celem jednodniowego wypadu zupełnie osobno, ale gdy porozmawialiśmy, okazało się, że myślimy dokładnie o tym samym miejscu. Naszą uwagę przykuły okolice Wlenia. Zaplanowanie ciekawego szlaku zajęło nam tylko kilka minut i przy tej okazji trafiliśmy na Dziki Wodospad w Górach Kaczawskich.

Zamek Lenno
Wleń, w którym rozpoczęliśmy wędrówkę, jest małym sennym miasteczkiem. Jednak w średniowieczu miejscowość ta prężnie się rozwijała, a na skalistej górze nad nią zbudowano kamienną warownię. I to nie byle jaką, bo Lenno to pierwszy zamek na Śląsku i jeden z pierwszych w Polsce! Chociaż warownia została zniszczona w XVII wieku, pozostałe ruiny ciągle dają dobre wyobrażenie o tym, jak zamek wyglądał, a jego wieża jest doskonale widoczna z okolicy. Działa to też w drugą stronę: wieża jest świetnym punktem widokowym.

Niestety, z powodu rządowych obostrzeń koronawirusowych, zamek został zamknięty i mogliśmy zobaczyć go tylko z zewnątrz. Wejście jest płatne kilka złotych, chociaż Michał pamięta czasy, gdy zamkiem nikt się nie zajmował i można było go zwiedzać za darmo i na wolną rękę.
W ramach ciekawostki, wizualizację rozbudowy zamku można zobaczyć tutaj:
Zabytkom nie ma końca
Spod zamku wędrujemy zielonym szlakiem, niemal od razu wchodząc w las mieniący się złotymi liśćmi. Chociaż szlak prowadzi częściowo szosą, ruch samochodowy jest minimalny. Wkrótce po wyjściu z lasu, trafiamy na kolejny zabytek – kamienny krzyż pokutny (pojednania) pochodzący z XVI wieku. Ten fragment szlaku obok krzyża jest szczególnie widokowy i możemy obserwować pobliskie Karkonosze.

W okolicach Radomic, przez które przechodzimy, znajdują się ruiny wapiennika – wielkiego pieca, w którym wypalano wapno. Ścieżka, którą chcieliśmy do niego dojść, była jednak zarośnięta i ten obiekt ominęliśmy.
Szlak między Radomicami a Maciejowcem zapewnił inne atrakcje – nasza droga prowadziła śródpolną aleją obsadzoną jabłoniami. Chociaż jabłka były przepyszne, nikomu nie chciało się ich zerwać i setkami spadały z drzew. Wiele z nich dałoby radę uratować, ale pojemność naszych plecaków była ograniczona. W każdym razie to, co zebraliśmy, wystarczy na jakieś dwie blachy szarlotki 😉

W Maciejowcu można zobaczyć pałac, znajdujący się aktualnie w remoncie, oraz mauzoleum rodu von Kramsta, które jest ukryte w lesie.

Dziki Wodospad
Po wyjściu z Maciejowca, szlak skręca w dół do Dzikiego Wąwozu. Wbrew nazwie, wąwóz nie jest wcale taki dziki, ale i tak robi wrażenie. Jest tu dużo ciemniej i chłodniej, a w dole tajemniczo szemrze strumień. To właśnie ten strumień, a w zasadzie jego wodospad, jest największą atrakcją. Chociaż kaskady mierzą tylko kilka metrów wysokości, są niezwykle urocze i fotogeniczne.

Chociaż wcześniej nie słyszeliśmy o nim, Dziki Wodospad w Górach Kaczawskich był atrakcją dnia. Te „Góry Kaczawskie” dodajemy nieprzypadkowo, bo jest też Dziki Wodospad w Karkonoszach, w Karpaczu. Delikatnie mówiąc, nie ma co ich porównywać: ten w Karpaczu jest całkowicie sztuczny 😉

Jezioro Pilchowickie
Schodząc Dzikim Wąwozem docieramy do rzeki Bóbr i wędrujemy wzdłuż niej aż do Zapory Pilchowickiej. Szlak wzdłuż Bobru przypomina nam trochę wycieczkę do Książa i ścieżkę Hochbergów, chociaż tutaj, nad Bobrem, nie jest aż tak malowniczo.

Zapora w Pilchowicach robi na nas wielkie wrażenie. Jest nie tylko ogromna, ale również pięknie wykończona Kamieniem. Zaledwie tydzień wcześniej widzieliśmy zaporę w Lubachowie i różnica jest naprawdę znacząca. Ta w Lubachowie jest o wiele nudniejsza.
Do tego momentu spotkaliśmy zaledwie garstkę turystów, ale na zaporze było multum ludzi, a okoliczny parking był zapełniony drogimi samochodami. Wygląda na to, że głośny medialnie most nad Jeziorem Pilchowickim przygarnął rzesze turystów.

Znad jeziora możemy wrócić do Wlenia na dwa sposoby: albo szlakiem rowerowym ER-6 albo szlakami pieszymi „na około”. Chociaż mapa turystyczna i Mapy.cz sugerują podobny czas przejścia, to wynika to tylko z innych prędkości poruszania się przyjętych przez te strony. W rzeczywistości wariant ze szlakiem pieszym powinien być dłuższy o około 1,5 h.

Ponieważ jesienią dzień jest krótki, zdecydowaliśmy się na wariant „rowerowy”. Prowadzi on prawie cały czas wzdłuż Bobru i jest dość monotonny, ale pozwolił nam wrócić do samochodu tuż przed zmrokiem.
Podstawowe informacje:
Długość: 26,3 km
Przewyższenie: 780 m
Czas przejścia: 6 h 50 m; nasz czas: 7 h 30 m z postojami
Trudność: bardzo łatwa
Mapa:
Wariant z powrotem szlakami pieszymi:
Długość: 31,8 km
Przewyższenie: 1020 m
Czas przejścia: 8 h 20 m
Mapa:
Leave A Reply