Jeszcze parę lat temu Trójgarb był mało popularną górą. Przegrywał z pobliskim Chełmcem, na którym jest wieża widokowa i który jest w Koronie Gór Polski. Nie było w tym nic dziwnego, bo to szczyt porośnięty lasem, z którego nic nie było widać, a podejście jest męczące. Ale w pewnym momencie na Trójgarbie postawiono nową wieżę widokową i nagle stał się on nie lada atrakcją. Jeśli jednak wejść na Trójgarb zimą, w dalszym ciągu można cieszyć się samotnością i spokojem.

Dojazd pociągiem
W rejonie Trójgarbu jest kilka różnych szlaków, które rozmieszczone są tak, że łatwo zaplanować sensowną pętlę, a zatem można tam przyjechać samochodem. Nasze auto jednak ostatnio niedomaga, a do tego chcieliśmy zahaczyć o Szczawno Zdrój, więc zdecydowaliśmy się na pociąg.
Naszą podróż zaczynamy w Witkowie Śląskim. Od razu po wyjściu na peron uderza nas niesamowity smród smogu. Wydawać by się mogło, że w góry jedzie się po to, żeby oddychać świeżym powietrzem. Ale niestety w górskich miejscowościach jakość powietrza jest często gorsza niż we Wrocławiu… Tym bardziej „niestety”, że musimy przejść przez prawie całą wieś.
W Witkowie nie ma za bardzo czego oglądać, dlatego staramy się iść dość szybko. Dopiero po skręceniu w boczną drogę robi się ładniej. Wędrujemy między polami poprzeplatanymi z zalesieniami. Na wprost widoczny jest Trójgarb z nowoczesną wieżą widokową na szczycie.

Szlak na Trójgarb
W pewnym momencie szlak opuszcza wygodną drogę i zaczyna stromo piąć się ścieżką ku wierzchołkowi. Sądząc po mapie, jest to najbardziej stromy wariant podejścia na szczyt. Dlatego zanim rozpoczynamy podejście, ściągamy bluzy, żeby się nie przegrzewać. Jeśli lubicie podróżować wolniejszym tempem, to droga leśna na prawo od szlaku prowadzi do wiaty turystycznej, w której można odpocząć. Chociaż jej nie widać z tego skrzyżowania, to jest oddalona o jakieś 2 minuty drogi.

Trochę obawialiśmy się tego stromego podejścia w warunkach zimowych, ale szczęśliwie śnieg był zmrożony, ale nie wyślizgany. Dlatego w naszym przypadku raki i stuptuty zostają w plecaku, ale warto je mieć ze sobą.
Podejście jest dość męczące i gdy wydaje się, że już się jest na szczycie, okazuje się, że to dopiero pierwszy „garb”. Jak nazwa wskazuje, Trójgarb to tak naprawdę trzy szczyty i żeby wejść na ten najwyższy, najpierw trzeba przejść przez ten niższy i zejść na przełęcz między wierzchołkami.

Na Trójgarbie znajduje się nie tylko wieża, ale również duża wiata turystyczna, w której jest skrzynka z pieczątkami. Jeśli ktoś zbiera punkty np. do Górskiej Odznaki Turystycznej, albo szczyty do Diademu Polskich Gór, to jest okazja by podbić książeczkę.
Naszym planem było podziwianie wschodu słońca ze szczytu wieży, ale było tak mgliście, że mogliśmy dostrzec tylko najbliższą okolicę. A szkoda, bo widok z wieży powinien być naprawdę dobry.

Szlak do Strugi
Rozpoczynamy schodzenie z Trójgarbu zdecydowanie mniej stromym szlakiem. To mniejsze nachylenie to też kwestia tego, że droga prowadzi przez pomniejsze wierzchołki Modrzewca i Węgielnika. To chyba najmniej popularny fragment naszej trasy. Szlak jest tylko delikatnie przetarty i natrafiamy na nim na więcej śladów dzikich zwierząt niż ludzi. Ślady, śladami, ale saren też spotykamy więcej niż ludzi 😉
Po zejściu z Węgielnika wychodzimy z lasu i mamy piękny widok między innymi na pobliski Chełmiec, który jest jeszcze bardziej stromy niż Trójgarb. Ale tam dziś nie idziemy, tylko skręcamy ku wsi Struga.

We wsi znajduje się piękny, choć wymagający remontu, pałac oraz kościół, przy którym są tablice poświęcone zmarłym żołnierzom w bitwach, które rozegrały się na okolicznych polach. Pierwsza bitwa miała miejsce w czasie wojny siedmioletniej, druga w czasie wojen napoleońskich. Nieco dalej znajduje się pomnik poświęcony polskim ułanom, którzy wygrali tę drugą bitwę.

Szczawno Zdrój
Ze Strugi kierujemy się ku Szczawnie Zdroju, bardzo ładnej i spokojnej miejscowości uzdrowiskowej. Idąc szlakiem, mijamy ogromy dom zdrojowy, którego projekt powielono budując o wiele bardziej dziś znany Grand Hotel w Sopocie. Chwilę później dochodzimy do uzdrowiskowego deptaka i pijani wód mineralnych.
Spodziewaliśmy się, że pijalnia będzie zamknięta, ale pozytywnie się zaskoczyliśmy. Dzięki temu mogliśmy posiedzieć na wygodnych kanapach, delektując się wodą uzdrowiskową i grzejąc się w ciepełku 😉

Po uzupełnieniu płynów zaglądamy jeszcze do pobliskiej pizzerii i idziemy zjeść obiad w parku zdrojowym na ławce („jak żule”, powtarza Ania) 😀
Park w pobliżu zdroju jest zadbany i rosną w nim olbrzymie rododendrony, ale im dalej odchodzimy od Szczawna tym bardziej zaczyna przypominać las. W parku znajduje się ostatnia góra, na którą tego dnia wchodzimy: Wzgórze Gedymina. Kiedyś znajdowała się tam restauracja, wieża widokowa a nawet skocznia narciarska. Obecnie pozostały tylko ruiny. Droga w dół prowadzi już prosto ku dworcowi Wałbrzych Miasto, skąd wracamy do Wrocławia.

Podstawowe informacje:
Długość: 20,8 km
Przewyższenie: 700 m
Czas przejścia: 5 h 40 m (nasz czas zimą z postojami: 6 h 50 m)
Trudność: średnia
Mapa:
Leave A Reply