Wycieczkę nad Cascata delle Pile możemy rozpocząć w Calalzo di Cadore, dokąd można dojechać autobusem. Ponieważ podróżowaliśmy autem, zatrzymaliśmy się trochę dalej, przy drodze prowadzącej do Baru alla Pineta. Samochodem można dojechać pod sam bar, my jednak zaparkowaliśmy wcześniej, przy drodze, obok miejsca z dwoma grillami i zadaszeniem. Początkowo szliśmy asfaltową drogą, ponieważ po tej stronie potoku Molina nie ma tam osobnej ścieżki dla turystów. Droga była wąska, nawierzchnia w kiepskim stanie, także cieszyłam się, że nie wpakowaliśmy się tam samochodem. Idąc od Calalzo, warto by wypróbować zamkniętą dla samochodów drogę wiodącą południowym brzegiem potoku Molina.

Na szlaku w Val d’Oten
Od Baru alla Pineta szliśmy już szutrową drogą prowadzącą do schroniska Capanna Degli Alpini. Początkowo droga prowadzi lasem, jednak z czasem drzewa zaczęły rzednąć. Najpierw trasa była nieco stroma, później biegła bardziej łagodnie w górę. Cały czas szliśmy wzdłuż potoku Molina. Chociaż latem potok ma szerokość kilku metrów, to w czasie roztopów musi przybierać ogromne rozmiary – jego kamienne łożysko ma miejscami szerokość kilkuset metrów. Kamienie ciągnięte przez potok pokrywają ogromny obszar i wdzierają się nawet wgłąb lasu.
W pewnym momencie okazało się, że szlak przechodzi przez jeden z dopływów Moliny. Nie ma nad nim żadnej kładki ani nawet kłody, musieliśmy więc ostrożnie przechodzić po kamieniach. Wybraliśmy się do Val d’Oten w dosyć deszczowy dzień, więc wody w potoku było sporo i nie obyło się bez zamoczenia butów 😉 Ale gdy byliśmy tam ponownie, w słoneczny dzień, widzieliśmy, że przechodziły tamtędy rodziny z małymi dziećmi, więc nie stanowiło to większego problemu. Poza tą jedną przygodą, na całej trasie do schroniska nie było żadnych innych utrudnień. Droga na całej długości była szeroka i bezpieczna.

Szlak prowadzi naprzemian lasem i odkrytym terenem. Przy dobrej pogodzie, jest bardzo dobry widok na potężne szczyty gór grupy Marmarole wznoszące się po prawej stronie i w głębi doliny oraz na masywu Antelao po lewej stronie. Podczas naszego pierwszego pobytu w dolinie widzieliśmy tylko najbliższe i najniższe szczyty – reszta tonęła we mgle.
Cascata delle Pile
Po nieco ponad dwóch godzinach dotarliśmy do schroniska Capanna Degli Alpini. Chociaż było jeszcze wcześnie, uznaliśmy, że lepiej już teraz zjeść obiad, żeby mieć energię na dalszą wędrówkę. Zjedliśmy pyszne spaghetti, wypiliśmy espresso i byliśmy gotowi na przygodę!

Kilkadziesiąt metrów za schroniskiem znów przekroczyliśmy strumień – tym razem po drewnianej kładce. Na drugim brzegu znajdowała się ścieżka do wodospadu ukrytego na końcu wąskiego i głębokiego wąwozu. Wchodząc do niego, czuliśmy się jakbyśmy wchodzili wgłąb góry. Może pamiętacie scenę z „Władcy Pierścieni”, kiedy Aragorn, Gimli i Legolas wędrują Ścieżką Umarłych wąskim kanionem. W pochmurny dzień, to miejsce robiło dokładnie takie samo wrażenie. W środku było mroczno, wilgotno, a huk wody odbijał się od kamiennych ścian i niósł aż po sam wylot wąwozu.

Aby dostać się do wodospadu, trzeba przejść przez częściowo już zniszczone schody z drewnianych bali. Na początku były również umieszczone stalowe liny. Wyżej widać było pozostałości po sztucznych zabezpieczeniach, z których nie da się już skorzystać, ponieważ strumień przemodelował cały wąwóz a wraz z nim szlak. Musieliśmy więc wdrapywać się na głazy i znów przejść przez strumień po dwóch śliskich kłodach asekurując się tylko kijkami trekkingowymi – co za przygoda! Tym razem obyło się bez moczenia butów, a co najważniejsze bez wywrotki.
Trzeba pokonać te wszystkie przeszkody aby zostać nagrodzonym pięknym widokiem na niewielki, ale głośny wodospad. Tego dnia było pochmurno i Cascata delle Pile był tylko dla nas. Ale nawet gdy weszliśmy tam za drugim razem w piękny i słoneczny dzień, spotkaliśmy tylko cztery inne osoby. Najbardziej niesamowity nie był sam wodospad, ale strumień poniżej niego. Woda miała cudowną błękitną barwę, która kontrastowała z mrocznymi ścianami wąwozu.

Co po wodospadzie?
Przy dobrej pogodzie można przedłużyć wycieczkę do schroniska Galassi znajdującego się ponad 600 metrów wyżej. Jest z niego piękny widok na masyw Marmarole. Sam budynek schroniska jest również ciekawy, bo to dawne koszary. Niestety kuchnia w tym schronisku jest również trochę koszarowa, ale to opowieść na inny artykuł 😉
Ze schroniska Galassi można jeszcze pójść na przełęcz Forcella del Ghiaccaio i stamtąd wrócić na parking robiąc pętlę. Jest to jednak tylko wariant na bardzo dobrą pogodę i dla osób z dobrą kondycją. My wróciliśmy do schroniska Capanna Degli Alpini ze względu na kolejną falę deszczu. Tam przeczekaliśmy najgorszy moment zajadając strudle z jabłkiem i gdy przestało kropić wróciliśmy tą samą trasą do auta.
Podstawowe informacje:
Długość: 13,9 km
Przewyższenie: 635 m
Czas przejścia: 4 h
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem, autobusem
Mapa:
Leave A Reply