Tym razem chcielibyśmy Wam zaproponować budżetową wycieczkę w Góry Bystrzyckie na weekend. Dojazd i powrót pociągiem, więc nie trzeba mieć auta. Nocleg w schronisku Jagodna za kilkadziesiąt złotych, albo w namiocie pod schroniskiem za kilkanaście. Trasa nie jest wymagająca, więc jeśli nigdy nie mieliście okazji wybrać się w góry z dużym plecakiem i wędrować od schroniska do schroniska, to od tej wycieczki można zacząć 🙂

Dzień pierwszy: Polanica-Zdrój – Schronisko Jagodna
Wędrówkę rozpoczynamy na stacji PKP w Polanicy, tuż obok której wiedzie żółty szlak. Przechodzimy tunelem pod torami i rozpoczynamy powolne zdobywanie wysokości. Przez pierwsze 10 kilometrów szlak wiedzie cały czas pod górę, ale nachylenie nie jest duże.
Pierwszy fragment szlaku to zabudowane obrzeża Polanicy-Zdroju i Pokrzywna, które nie są specjalnie atrakcyjne. Przy skrzyżowaniu szlaków w Pokrzywnie jest wprawdzie ogromna willa stylizowana na zamek, otoczona betonowym murem, ale zdecydowanie nie jest to perełka architektury 😉

Droga Friedriecha Wredego
O ile nazywanie ulic w mieście imionami bohaterów to zwyczajna praktyka, o tyle robienie czegoś takiego z drogami leśnymi jest już nietypowe. Natomiast takie przypadki się zdarzają. Droga łącząca Pokrzywno z Hutą nosi imię Friedricha Wredego, leśnika, który ją wytyczył. Przy tej drodze napotkamy nie tylko kamień z wyrytą nazwą Wrede-Weg, ale również grób leśniczego.

Droga jest częściowo brukowana, lecz nieremontowana, co może nieco utrudniać wędrówkę. Warto jednak iść tędy z uwagi na widoki na wschód. Można z niej dostrzec między innymi Masyw Śnieżnika leżący po drugiej stronie Kotliny Kłodzkiej.

Fort Wilhelma
Jeśli mowa o fortyfikacjach w Kotlinie Kłodzkiej, myśli najczęściej wędrują ku Twierdzy Kłodzkiej. Nie jest to jednak jedyny taki obiekt w tej części Polski. Oprócz niej, w okolicach Kłodzka znajduje się kilka innych odrębnych fortyfikacji z czasów nowożytnych.

Jednym z takich obiektów jest Fort Wilhelma, znajdujący się tuż przy naszym szlaku. Jest to niewielki kamienno-ziemny obiekt zbudowany na planie trzech nachodzących na siebie prostokątów. Fort od lat jest w ruinie i porośnięty jest lasem, ale ciągle dobrze widoczna jest fosa a murowane skarpy i przeciwskarpy są dobrze zachowane. Pozostała nawet niewielka część podziemi. Jeśli kogoś interesuje sztuka fortyfikacji, warto przejść się po okolicy. Przy forcie znajduje się też miejsce odpoczynku z ławkami i stołami.
Zrujnowana kapliczka
Kawałek za fortem znajduje się kolejny historyczny obiekt, tym razem sakralny. Około 300 metrów od szlaku, w lesie schowana jest ruina kapliczki Maryi Wspomożycielki. Obecnie możemy zobaczyć pozostałości wieżyczki oraz części murów ale również drewnianą obudowę obrazu bądź figury Matki Boskiej, wraz z podstawami świeczników. Dach jest częściowo zawalony, a reszta wygląda jakby też miała runąć.

Na przedwojennych zdjęciach można zobaczyć, że był to naprawdę ładny obiekt, ale odległość od zabudowań chyba przesądziła o jego losie – popada on w ruinę od lat 60.
Schronisko Jagodna
Od kapliczki szlak prowadzi w dół ku miejscowości Młoty. Zaraz po zejściu, czeka nas kolejne podejście. Nie jest strome, ale dosyć jednostajne i wiedzie starą asfaltową drogą. Droga jest w tak okropnym stanie, że mało co tam jeździ, więc jest bezpiecznie. Tylko trochę nudno, ale tego się nie przeskoczy 😉 Podejście prowadzi prosto do miejscowości Spalona, w której jest schronisko. Ostatni etap to podejście po trawiastym zboczu stoku narciarskiego.

Schronisko jest bardzo klimatyczne, zaś infrastuktura bardzo się polepszyła w ciągu ostatnich lat. Łazienki i pokoje wyremontowano i jest bardzo przyjemnie. My zdecydowaliśmy się na nocleg pod namiotem i w cenie chyba 20 zł mieliśmy miejsce i dostęp do łazienek. Miejsce w pokoju jest niewiele droższe. Najważniejszą zaletą tego schroniska jest fenomenalna kuchnia! Jedzenie jest nie tylko przepyszne, ale porcje również są ogromne. Do tego mają dobry wybór piw rzemieślniczych. Czego chcieć więcej? 🙂

Dzień drugi: Schronisko Jagodna – Długopole-Zdrój
Drugi dzień jest o wiele łatwiejszy niż pierwszy: jest o wiele więcej schodzenia z góry, niż podejść. Jest może też nieco bardziej monotonny i dłuższy fragment wiedzie przez miejscowości, ale taka jest specyfika wędrowania po Sudetach. Są one o wiele bardziej zagospodarowane niż np. Beskidy Wschodnie.

Na szczyt Jagodnej
Skoro świt zwijamy namiot, jemy śniadanie i ruszamy. Od razu droga wiedzie pod górę, ponieważ wchodzimy w kierunku najwyższego szczytu Gór Bystrzyckich. I tutaj ciekawostka: Jagodna, która widnieje w Koronie Gór Polski, tak naprawdę nie jest najwyższym szczytem. Najwyższy szczyt jest położony około kilometra na północ i nosi nazwę Jagodnej Północnej 😉 Jest zaledwie kilka metrów wyższy a do tego leży poza szlakiem, więc przypuszczalnie dlatego nie trafił na listę.

Przez długi czas, ani Jagodna, ani Jagodna Północna, nie oferowały żadnych widoków, bo są położone w lesie. Ale niedawno na szczycie Jagodnej postawiono nową wieżę widokową, z której można rozejrzeć we wszystkie strony świata. Na północnym zachodzie dostrzec można stoki Zieleńca, zaś na południowym wschodzie góruje Śnieżnik, najwyższy szczyt w tej okolicy.

Do Długopola
Po zejściu z wieży, kierujemy się do wsi Poręba. Proponujemy wybrać szlak rowerowy, ponieważ dzięki temu wydłużymy spacer po lesie. Po drodze przecinamy tzw. Autostradę Sudecką – drogę zbudowaną na potrzeby Fall Grün – ataku III Rzeszy na Czechosłowację. Autostrada Sudecka miała prowadzić wzdłuż potencjalnego frontu ułatwiając przerzucanie wojska. Nie została w całości zrealizowana, ponieważ do wojny nie doszło, ale tam, gdzie ją wybudowano, można zobaczyć pozostałości tej militarnej funkcji. Właśnie w okolicach Jagodnej pod drogą poprowadzone są tunele minerskie, które pozwalały na jej łatwe wysadzenie. Można na nie trafić kilkaset metrów od skrzyżowania „Autostrady” ze ścieżką rowerową, którą wędrujemy.

W Porębie, obok kościoła pw. Świętego Sebastiana, możemy zobaczyć zabytek średniowieczny – kamienny krzyż pojednania. Sam kościół był niestety zamknięty, więc nie było nam dane zobaczyć jego wnętrza. Przed nami najmniej ciekawy fragment szlaku – wędrówka przez wieś. Za plecami pozostawiamy góry i schodzimy powoli do Długopola. Wczesną wiosną, w lesie oddzielającym Długopole od Poręby zobaczyć można mnóstwo zawilców, które są pięknymi kwiatami i oznakami nadchodzącej wiosny.

Góry Bystrzyckie na weekend – podsumowanie
Po dojściu do Długopola warto zajrzeć do parku zdrojowego. Nie jest on tak duży i ładny jak choćby w Polanicy, czy Szczawnie, ale jest to sympatyczne miejsce na posiedzenie, bądź poleżenie w słoneczku, lub cieniu, zależnie od pogody i preferencji. Można również uzupełnić wypocone płyny w publicznie dostępnym „źródełku” wody zdrojowej a także zajść do jakiejś knajpki na obiad. My tradycyjnie wybraliśmy pizzę a nawet zaszaleliśmy i zamówiliśmy po kieliszku wina 😉 Więcej nie ma co, bo stacja kolejowa jest nieco na uboczu a do tego pod górę!

Drugi dzień wędrówki jest już naprawdę „lajtowy” i stanowi taką miłą nagrodę za wysiłek pierwszego dnia. My cieszyliśmy się słońcem, dobrym jedzeniem, poziomkami napotykanymi przy szlaku i szczerze możemy polecić wypad w Góry Bystrzyckie na weekend!

Podstawowe informacje:
dzień pierwszy
Długość: 19,5 km
Przewyższenie: 900 m
Czas przejścia: 5 h 40 m (nasz czas bez postojów 6 h 20 m)
Trudność: łatwa
Mapa:
Podstawowe informacje:
dzień pierwszy
Długość: 16,4 km
Przewyższenie: 290 m
Czas przejścia: 4 h (nasz czas bez postojów 4 h 20 m)
Trudność: bardzo łatwa
Mapa:
Leave A Reply