Pierwszy listopada tradycyjnie jest czasem na odwiedzanie cmentarzy, ale jest również świetnym dniem na wędrówki po górach. Z młodości pamiętamy wszechobecne tłumy, potężne korki i plastikowe kwiaty. Obecnie, mając wybór, wolimy w ten dzień pojechać w góry, zaś cmentarze odwiedzić w innym dniu. Już któryś rok z rzędu, tłumy i korki zastępujemy pustymi szlakami, a sztuczne badyle „made in China” przepiękną naturą. Góry Bystrzyckie i Duszniki-Zdrój były naszym tegorocznym celem. Chociaż pokonaliśmy przeszło 20 kilometrów, traktujemy to bardziej jak spacer. Nie mieliśmy wyraźnego celu i zależało nam przede wszystkim na skorzystaniu ze złotej jesieni oraz odwiedzeniu „Muflona” i Dusznik.

Schronisko pod Muflonem
Pobudkę zarządziliśmy wcześniej niż zwykle, bo we Wszystkich Świętych trzeba liczyć się z większym ruchem. Z domu wyruszyliśmy już o 6 rano i na drogach było zupełnie pusto. Szybko i bez przeszkód dojechaliśmy na darmowy parking w Dusznikach, skąd ruszyliśmy na szlak. O tej porze było dość zimno, ale podejście do Schroniska pod Muflonem to najbardziej stromy fragment tej trasy, więc szybko się rozgrzaliśmy. Po takim wstępie, gdy zrobiło się miło i ciepło, należałoby iść dalej, ale w końcu byliśmy na spacerze. Nie mogliśmy więc sobie odmówić wypicia mocnej schroniskowej kawy (koniecznie parzona, a nie z ekspresu!) i zjedzenia jajecznicy na drugie śniadanie.

Po uzupełnieniu kalorii ruszyliśmy dalej, najpierw w dół, a zaraz potem znów nadrabialiśmy straconą wysokość. Dolina strumienia Cięciwa to bardzo przyjemne miejsce do wędrowania jesienią. Okoliczne buki pięknie się przebarwiają, a w listopadzie ścieżka wyściełana jest ich rdzawo-czerwonymi liśćmi. Góry Bystrzyckie w sporej części porośnięte są świerkiem, więc nie wszędzie jest tak jesiennie, jak tu.

Nad torfowisko
Po wyjściu z doliny, kontynuowaliśmy marsz szlakiem typowym dla Gór Bystrzyckich. Jest względnie płaski a do tego prosty, jakby wytyczony od linijki. Cóż, pewnie tak było, bo to droga leśna pamiętająca pewnie jeszcze niemieckich leśników 😉 Szlak jest łatwy i jednostajny, więc nasze oczy błądziły po okolicznym lesie w poszukiwaniu interesujących żyjątek. I słusznie! Spostrzeżone kapelusze kilku podgrzybków okazały się zapowiedzią owocnego grzybobrania. Na przestrzeni może dwustu metrów kwadratowych znaleźliśmy kilkadziesiąt grzybów. Połowa z nich była już poważnie nadgryziona przez ślimaki i zostawiliśmy je na miejscu, ale reszta szybko trafiła do plecaka. Nigdzie więcej w czasie tego spaceru nie trafiliśmy na jadalne grzyby, więc musieliśmy mieć sporo szczęścia!

Po dojściu na Rozdroże pod Bieścem, usiedliśmy żeby chwilę odpocząć. Od tego miejsca mieliśmy już zawracać do Dusznik, ale okazało się, że mamy ochotę jeszcze trochę pochodzić po lesie. Zmieniliśmy więc plan i udaliśmy się nad Torfowisko pod Zieleńcem. To unikalne miejsce w polskich górach chronione jest statusem rezerwatu, ale przebiegają przez nie dwa szlaki turystyczne, więc co nie co można zobaczyć. Ścieżka edukacyjna prowadzi po drewnianych pomostach, które pozwalają wejść suchą nogą w głąb torfowiska. Niestety, o tej porze roku, nie robi ono takiego wrażenia jak latem, gdy na biało kwitną wełnianki, a przy odrobinie szczęścia i wytrwałości można dostrzec rosiczkę.

Z powrotem do Dusznik
Po zajrzeniu na torfowiska musieliśmy wrócić na dotychczasowy szlak, żeby nie iść szosą poprowadzoną Doliną Strążyską. Chociaż droga jest bardzo malownicza i prowadzi wzdłuż strumienia wijącego się między stromymi zboczami, to jeździ nią mnóstwo samochodów. W końcu to trasa na Zieleniec! Żeby uniknąć samochodów, wolimy iść przez las. Ostatecznie, po kilku kilometrach i tak schodzimy do tej doliny, ale tylko po to, żeby zaraz rozpocząć podejście na przeciwległe zbocze. Na tym fragmencie szlaku Góry Bystrzyckie też czarują jesiennymi kolorami opadłych bukowych liści.

Wraz z końcem podejścia, kończy się również las i szlak wyprowadza nas na rozległe pastwiska. Gdzieniegdzie pasą się konie, a krajobraz uzupełniają różnokolorowe drzewa, które jeszcze nie zgubiły liści. Szkoda tylko, że szlak przebiega po asfaltowej drodze, bo chodzenie po takiej nawierzchni nie jest tak przyjemne jak po naturalnych powierzchniach. Z drugiej strony, pozwoliło nam to na dotarcie do Dusznik dopiero na początku pory obiadowej, więc bez problemu znaleźliśmy wolny stolik w restauracji, która zwykle jest oblegana.

Na koniec, pozostało nam jeszcze spróbować wody zdrojowej. Tym razem, degustację zakończyliśmy na darmowym źródełku przy parkingu i nie zachodziliśmy już do pijalni. Jeśli jednak wcześniej w Dusznikach nie byliście, to warto zajrzeć i tam. W sumie, można spróbować aż trzech rodzajów wody uzdrowiskowej.

Podstawowe informacje:
Długość: 21,3 km
Przewyższenie: 630 m
Czas przejścia: 5 h 30 min. (nasz czas: 6 h z postojami)
Trudność: bardzo łatwa
Dojazd: samochodem albo pociągiem
Mapa:
Leave A Reply