Szukając miejsca noclegowego, staramy się znaleźć takie miejsce, z którego możemy wyjść bezpośrednio na szlak. Dzięki temu możemy wyruszyć skoro świt, oszczędzamy benzynę oraz mamy bezpieczne trasy na burzowe dni. Będąc blisko noclegu możemy zaryzykować wyjście w gorszą pogodę, wiedząc że powrót zajmie nam niewiele czasu. Szlak na Kozie Żebro był właśnie taką bezpieczną opcją w Beskidzie Niskim. Mieszkaliśmy w malutkiej miejscowości Ropki, ale szlak prowadzi też przez Wysową Zdrój, w której jest łatwiej o nocleg, albo o parking – jeśli macie ochotę na wycieczkę jednodniową.

Głównym Szlakiem Beskidzkim na Kozie Żebro
Wędrówkę rozpoczęliśmy w Ropkach, wychodząc z pensjonatu wprost na Główny Szlak Beskidzki. Ten najdłuższy polski szlak pieszy jest ponoć z roku na rok coraz bardziej popularny. Chociaż wędrowaliśmy jego fragmentami kilkukrotnie i zawsze spotykaliśmy turystów długodystansowych, nie moglibyśmy powiedzieć, że jest zatłoczony. Chodząc po Sudetach widujemy o wiele więcej piechurów na Głównym Szlaku Sudeckim, który jest nieco krótszy od trasy po Beskidach. Wydaje się jednak, że to nie kwestia popularności tego, czy drugiego szlaku, tylko ciągle utrzymującej się jeszcze dzikości Beskidu Niskiego. Tak jak kiedyś legendarnie dzikie były Bieszczady, tak teraz prym wiedzie Beskid Niski. Zapewne za kilka-kilkanaście lat to się zmieni, więc trzeba korzystać 😉
Początkowo szlak prowadzi bocznymi drogami, którymi doszliśmy do Hańczowej, w której są aż dwie zabytkowe drewniane cerkwie. Chociaż mieszkaliśmy tuż obok, nie zwiedziliśmy żadnej z nich. Albo spieszyliśmy się na obiad, albo były zamknięte. Na obrzeżach Hańczowej droga się rozdziela i trzeba uważać, żeby nie wybrać złej. Nam się to nie udało i skończyliśmy na równolegle biegnącym błotnistym szlaku konnym, który upodobały sobie bąki. Ponieważ polubiły również naszą krew, nie była to przyjemna wędrówka. Dlatego warto wybrać dobrą drogę 🙂

Po powrocie na Główny Szlak Beskidzki, rozpoczęliśmy bardziej ostre podejście w kierunku Koziego Żebra. Zbocza tej góry porasta piękny bukowy las, mocno zacieniając ziemię. Podczas pochmurnej pogody na szlaku było dość ciemno a humoru nie poprawiały nam pomruki odległej burzy. Po dojściu na szczyt, okazało się, że widoków nie ma prawie żadnych, więc pozostało nam tylko zejść do Wysowej-Zdroju.
Wysowa-Zdrój
Schodząc ze szczytu Koziego Żebra, opuściliśmy Główny Szlak Beskidzki, by powrócić na niego kilka dni później. Szlak dalej wiódł gęstym lasem, aż doszliśmy do asfaltowej drogi. Na obrzeżach Wysowej-Zdroju funkcjonują ogromne ośrodki wczasowe, w zasadzie takie małe miasteczka. Wydają się one zupełnie nie pasować do kameralnego klimatu Beskidu Niskiego, ale chyba taki jest „urok” uzdrowisk w tym rejonie.

Po minięciu zbiorników przeciwpowodziowych zeszliśmy ze szlaku, by wejść do rozległego parku zdrojowego. Podobnie jak w innych zdrojach, zieleń miejska jest zadbana a pijalnia odremontowana. Tradycyjnie, postanowiliśmy napić się wody zdrojowej. Niestety wody nie nalewa się samemu i płaci się za „kubeczek”, a nie za wstęp do pijalni, dlatego musieliśmy się ograniczyć w degustacji. Być może na tym straciliśmy, bo być może mają też smaczną wodę. Nam niestety trafiła się woda niesmaczna oraz jeszcze bardziej niesmaczna. Natomiast później i tak okazało się, że była lepsza niż „Zuber” z Krynicy-Zdroju 😉
W Wysowej można zobaczyć jeszcze dwie drewniane świątynie: cerkiew i kościół. Ten drugi, choć zbudowany z drewna, jest jeszcze niespełna stuletnim obiektem i nie porywa ani architekturą, ani wystrojem. Jest jednak dobrym punktem orientacyjnym, bo przy nim szlak skręca w kierunku Ropek.

Przełęcz Hutniańska i Ropki
Wychodząc z Wysowej-Zdroju, znów trzeba iść pod górę. Co więcej, szlak poprowadzony został asfaltową drogą, więc nie szło się najprzyjemniej. Z drugiej strony czuliśmy się trochę poganiani przez burzę, która w dalszym ciągu gdzieś w oddali mruczała. O wiele ciekawiej zrobiło się na Przełęczy Hutniańskiej, z której jest bardzo ładny widok. Do tego, przy szlaku postawiono stół z ławkami, więc można podziwiać okolicę jednocześnie odpoczywając i zajadając kanapki. Takie punkty widokowe są najlepsze 🙂

Za przełęczą znajdują się jeszcze pozostałości dawnej miejscowości Ropki. Zachowało się kilka ładnych drewnianych domów oraz opuszczony cmentarz. To był pierwsza zapomniany cmentarz Beskidu Niskiego, do której trafiliśmy, więc zrobił na nas spore wrażenie. Jednak po całym wyjeździe możemy stwierdzić, że są tam też większe i bardziej malownicze łemkowskie cmentarze. Do lat 70. w Ropkach stała również piękna cerkiew, ale została rozebrana i wywieziona do Sanoka, gdzie obecnie jest elementem skansenu.

Podstawowe informacje:
Długość: 18,1 km
Suma przewyższeń: 600 m
Czas przejścia: 4 h 50 min. (nasz czas: około 8h, wliczając: zagubiony szlak, długi spacer po parku zdrojowym, regularne postoje i obiad)
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem lub autobusem (np. z Gorlic, Ropy bądź Krakowa)
Mapa, zakładająca start z parkingu w Wysowej-Zdroju:
4 komentarze
Krwiożercze bąki??? ŁO matko
Bąki (bąkowate) są krwiożercze, a w zasadzie tylko ich samice 🙂 Niestety w Polsce panuje chaos nazewniczy i bąkowate nazywa się „muchami końskimi”, a „bąkami” nazywa się trzmiele. Żeby być precyzyjnym, prawdopodobnie walczyliśmy z jusznicami deszczowymi z rodziny bąkowatych, ale nie przyglądaliśmy się im za bardzo 😉
Witam. Szczyt, o którym piszecie, nie należy do Diademu Polskich Gór. Chodzi raczej o inny szczyt o tej samej nazwie, mający wysokość 888 metrów. Leży on w zachodniej części Beskidu Niskiego. Pozdrawiam
Słuszna uwaga, a mój okropny błąd. Faktycznie wysokość różna i inne pasmo Beskidów! Nie spodziewałem się, że będą dwa szczyty o takiej dość nietypowej nazwie.
Dziękuję bardzo za komentarz i już poprawiam!