Niezaprzeczalną zaletą wędrowania z wielkim plecakiem jest możliwość nocowania w górach, z pięknym widokiem na wyciągnięcie ręki. Wieczorami można podziwiać zachody słońca, nocą gwiazdy a o świcie świt 😉 Najlepiej, jeśli ma się możliwość spędzenia nocy gdzieś wysoko, skąd roztacza się jak najszerszy widok. My taką możliwość mieliśmy nocując w Rifugio Baion, podczas wędrówki Marmarole Runde.

Świt
Wstawanie przed wschodem słońca nigdy nie jest łatwe. Jeśli jednak pomyślimy o takim wyborze: wstać przed świtem w deszczowym, mrocznym listopadzie, żeby iść do pracy, albo wstać przed świtem w górach, żeby zobaczyć piękny wschód słońca, to od razu dostajemy motywacyjnego kopa 🙂

Dzień budzący się w górach to jest niesamowite przeżycie. Na widnokręgu najpierw pojawia się delikatna łuna, wkrótce pierwsze promienie słońca zaczynają błyszczeć ponad górami, wreszcie cała słoneczna tarcza, oślepiając, wynurza się nad szczytami. Ale samo wschodzące słońce to tylko część spektaklu – wystarczy obrócić się o 180 stopni, żeby zobaczyć jak poszczególne szczyty na zachodzie zaczynają się „zapalać”. To wstające słońce, jeszcze zanim wyjdzie ponad górski horyzont, oświetla same wierzchołki gór. Najpierw pojedynczo, te najwyższe, ale później złote i różowe plamy schodzą coraz niżej, żeby wreszcie połączyć się w całość i objąć cały górski łańcuch. Tak fantastyczne zjawisko możemy podziwiać tylko będąc na szczycie, bądź na przełęczy – aby mieć widok jednocześnie na wschód i zachód. Taką możliwość oferuje właśnie Rifugio Baion, w którym skończyliśmy drugi etap Marmarole Runde.

Do Rifugio Ciaréido
Po obejrzeniu wschodu słońca, wracamy do pokoju, żeby poleżeć jeszcze chwilę i spakować się przed śniadaniem. Musimy wyruszyć wcześnie, bo to nasz ostatni dzień w Dolomitach – jeszcze tylko jeden nocleg i wracamy.
Pierwszy fragment szlaku to spokojny trawers do Rifugio Ciaréido, podczas którego możemy obserwować Dolomity Friulskie, nad którymi wcześniej wstawało słońce. Schronisko Ciaréido to dawne koszary artylerii, wzniesione na wzgórzu z doskonałym widokiem wokół. Budynek jest bardzo specyficzny, przysadzisty z malutkimi okienkami. Mieściło się w nim kilkudziesięciu żołnierzy, więc przypuszczalnie ma jakieś podziemne kondygnacje, ale ich nie zwiedzaliśmy. Oczywiście, zatrzymujemy się na kawę – póki jesteśmy we Włoszech, trzeba korzystać 😀

Opuszczenie Marmarole Runde
Od schroniska Ciaréido szlak Marmarole Runde prowadzi dalej na północny wschód, na Monte Agudo i dalej do Auronzo di Cadore. Naszym celem jednak nie jest Auronzo, lecz parking przy Ponte degli Alberi, na którym zostawiliśmy samochód. Musimy więc się kierować nie na północny wschód, lecz na północny zachód. Od schroniska wiodą w tym kierunku dwa szlaki, powyżej lini lasu i w lesie. Chociaż ten pierwszy zapewne obfituje w piękne widoki, prowadzi też bardziej eksponowanym terenem a jeden fragment jest nawet ubezpieczony stalowymi linami. Jesteśmy już trochę zmęczeni, więc wybieramy wariant „leśny”, dzięki któremu przechodzimy dodatkowy jeden kilometr oryginalnym Marmarole Runde. Z tym szlakiem żegnamy się na Forzela de Valdazene.
Chociaż szlak długo prowadzi lasem, w pewnym momencie musimy przekroczyć kamienisty żleb a następnie wędrować rozległym „jęzorem” piargów. Drogę wyznaczają urocze „chłopki” ułożone z kamieni. Dzięki temu, że las ustępuje, widzimy ostatnią panoramę Dolomitów, w tym Tre Cime di Lavaredo, którego widok towarzyszy nam od początku urlopu.

Leśna droga
Wkrótce po opuszczeniu piargów, schodzimy na leśną drogę. Wydawać by się mogło, że droga do auta będzie już łatwa i prosta. Ale już po kilku minutach marszu szlak ginie pośród powalonych drzew. Nie wiemy, czy to krajobraz po jakimś strasznym kataklizmie, czy to po prostu niewyobrażalna ścinka drzew. Przedzieramy się przez wykroty, z trudem dopatrując się ścieżki między konarami, gałęziami i korzeniami przemieszanymi ze sobą.
Gdy opuszczamy to smutne miejsce, robi się dużo łatwiej. Leśna droga, którą idziemy dalej jest już faktycznie łatwa i tylko od czasu do czasu musimy przejść pod lub nad tarasującym ją przewróconym drzewem. Taka gimnastyka z kilkukilogramowymi plecakami 🙂 Wkrótce schodzimy do asfaltowej drogi i kierujemy się do baru La Primula.

Bar pośrodku gór, zdawać by się mogło, powinien być raczej obiektem schronisko-podobnym. Nic bardziej mylnego! W La Primuli, chociaż jest pełno i ledwo znajduje się dla nas miejsce, jesteśmy jedynymi turystami pieszymi! Wszyscy inni goście przyjechali tam samochodem i wyglądają elegancko. My, po trzech dniach na szlaku, nie wyglądamy (ani nie pachniemy) tak elegancko jak oni, delikatnie mówiąc. Chociaż goście i obsługa patrzą na nas jakby podejrzliwie, zostajemy normalnie obsłużeni i zjadamy pyszny obiad.
Ostatnie kilometry
Chociaż teoretycznie schodzimy z gór do doliny, to La Primula znajduje się poniżej naszego samochodu, więc czeka nas jeszcze jedno podejście. Co więcej, żeby dojść do samochodu, musimy jeszcze przejść przez jeden niewysoki grzbiet. Chociaż droga nie jest stroma, to na tak niskiej wysokości panuje nieznośny upał. Męczymy się strasznie, żeby pokonać grzbiet, zwłaszcza, że szlak dalej wiedzie nieciekawą leśną drogą.
Chociaż źle mówię, droga jest ciekawa, ale z kartograficznego punktu widzenia. Otóż nie ma jej na elektronicznych mapach (choćby na Mapy.cz, z których korzystamy). Zamiast niej zaznaczona jest tylko przecinka w lesie, o kształcie przypominającym drogę na mapie papierowej. Dlatego nie należy ufać elektronice i zawsze warto mieć mapę na papierze 🙂

Droga, którą wędrujemy, jest rzadko uczęszczana, o czym świadczą duże ilości napotykanych przez nas poziomek. Ale może być też tak, że inni turyści nie byli w stanie przejeść takich ilości poziomek jak my. Taaak… To też miałoby sens. Jesteśmy wyjątkowymi poziomkożercami.
Ostatecznie docieramy na drogę rowerową łączącą Auronzo i Misurinę, dwa największe kurorty w okolicy. Kilka kilometrów dalej, tuż przy tej drodze, stoi zaparkowane nasze auto. Ze smutkiem wędrujemy w jego kierunku, opuszczając cudowne góry i ogołocone krzaczki poziomek…
Podstawowe informacje:
Długość: około 19 km
Przewyższenie: 600 m w górę i około 1300 m w dół
Czas przejścia: około 5 h
Trudność: średnia
Mapa:
Część 1:
Część 2, oddzielona nieoznaczoną na mapie drogą – a Mapy.cz pozwalają planować trasę tylko po drogach i szlakach:
Leave A Reply