Góry Połabskie, znane również jako Czesko-Saska Szwajcaria, z roku na rok stają się coraz bardziej popularne wśród polskich turystów. Tradycyjnie wybierane są największe atrakcje tych gór: most Bastei, Dziewicza Brama (Pravčická brána) czy vie ferraty w Dečinie. W tych miejscach byliśmy już kilka lat temu, więc szukaliśmy czegoś nowego. Góry Połabskie są rozległe a siatka szlaków jest wyjątkowo gęsta, więc nietrudno było znaleźć nieznane nam ścieżki i miejsca. Szczególne zainteresowanie wzbudził w nas zamek Hohnstein oraz ogromna grupa skał na wschód od rzeki Polenz.

Widoki z Brandaussicht
Tak jak zwykle, planowanie wycieczki zaczynamy od znalezienia darmowego parkingu. W Górach Połabskich to nie lada wyzwanie, bo miejsca na samochody często są ograniczane czasowo (np. do godziny), albo kosmicznie drogie. Mamy w tym jednak doświadczenie i na mapie znajdujemy niewielki bezpłatny parking w miejscowości Waitzdorf. Ponoć miejsca parkingowe znikają bardzo szybko, więc trzeba tam być najwcześniej jak się da. Po wyjściu z samochodu od razu znaleźliśmy się na szlaku i rozpoczęliśmy zejście w dół doliny pośród kwitnących zawilców.

Straconą wysokość trzeba nadrobić bardzo szybko, bo po chwili zaczynają się schody prowadzące na piaskowcowe stoliwo. Góry Połabskie są bardzo podobne do polskich Gór Stołowych i oprócz malowniczych skałek, składają się z porośniętych lasem płaskowyżów, zwanych stoliwami. Chociaż schody są długie i męczące, to nagrodą za ich pokonanie są dwa punkty widokowe: Aussicht Hafersäcke i Brandaussicht. Pierwsza nazwa oznacza worki owsa i zapewne nawiązuje do kształtu skał, które z niego widać. Przy drugim punkcie widokowym znajduje się mała knajpka. Zdecydowaliśmy się na kawę, ale wskutek średniej znajomości języka niemieckiego, zamiast dzbanka zamówiliśmy kubek kawy na dwie osoby. Nasz imidż skner został dodatkowo spotęgowany przez spożywanie własnych drożdżówek 😉 Niemniej jednak cieszyliśmy się chwilą podziwiając przepiękną panoramę z tego miejsca.

Groty i wodospady
Po wypiciu „smacznej kawusi”, korzystaliśmy z „miłego dzionka” i ruszyliśmy łagodnym szlakiem w kierunku zamku. Chociaż szlak nazwę „Malerweg”, czyli szlak malarzy, początkowo nie wydawał się nam szczególnie urokliwy. Piktogramy jaskiń i wodospadów na mapie sugerowały jednak, że wkrótce się to zmieni.

O ile grota Diebshöhle nie jest specjalnie malownicza, to jej rozmiar robi duże wrażenie. Jest w niej wystarczająco miejsca, by zmieściło się kilkadziesiąt osób. Wodospad, który z niej spływa był jeszcze mniej interesujący, lecz ostatnie dni były wyjątkowo suche. Od tego miejsca zaczęliśmy wędrówkę wzdłuż piaskowcowych ścian i skałek, których różnorodne kształty cieszyły nasze oczy.

Ścieżka w kierunku Gautschgrotte, czyli groty imienia adwokata Karla Gautscha, nie wydawała się szczególnie pociągająca. Mieliśmy również wątpliwości, czy można tam wejść, gdyż nie była oznakowana a znajdowaliśmy się w centralnej strefie parku narodowego. Nasze wahanie było zupełnie nieuzasadnione! To jedno z najpiękniejszych miejsc Saskiej Szwajcarii a o jego dostępności dla turystów świadczyły schody wykute w skale. Wąską ścieżką dotarliśmy pod niebosiężne skały, które okalały nas z trzech stron. Poniżej skalnych ścian znajdowała się ogromna grota stwarzając wrażenie, że te ściany wiszą w powietrzu. Naszym zdjęciom chyba nie do końca udało się oddać ogrom skał i urok tego miejsca, więc tym bardziej polecamy osobiste zajrzenie do Gautschgrotte. Nic dziwnego, że malarze, muzycy i pisarzy doby romantyzmu szukali w Górach Połabskich inspiracji! 🙂

Zamek Hohnstein
Po opuszczeniu Groty Gautscha, wróciliśmy na Malerweg i wkrótce przed naszymi oczami stanęły pierwsze zabudowania warowni. Zamek Hohnstein wznosi się na potężnych piaskowcowych skałach, które doskonale zastępują mury. Z tego powodu, nie ma on zwięzłej, jednolitej bryły, lecz składa się z kilku budynków rozrzuconych po skałach. Przypomina przez to pobliską fortecę Königstein, którą oglądaliśmy rano przez teleobiektyw.

Przed wejściem do zamku, wpadliśmy jeszcze do bistro przy bramie i raczej go nie polecamy. Zjedliśmy soczewicę z kiełbasą, oraz makaron z parówkami/kiełbasą i serem żółtym… Cóż, niemiecka kuchnia nie powala, ale przynajmniej było tanio. Warownie można zwiedzić za darmo, ale udostępniona turystycznie jest niewielka część: cela więzienna, sala z eksponatami, wieża (z ładnymi widokami) oraz ogrody. W zamku obecnie działa schronisko młodzieżowe, więc może to być dobry pomysł na budżetowy nocleg. Oczywiście, jeśli nie przeszkadza Ci, że w tym obiekcie funkcjonował obóz koncentracyjny.


Hohnstein to nie tylko nazwa zamku, ale również miasteczka, w którym się on znajduje. Miejscowość może być także małą atrakcją sama w sobie. Stare domy są bardzo zadbane i mają urok małomiasteczkowości. Spodobał nam się też miejscowy kościół. Chociaż to świątynia ewangelicka, jego wystrój wcale nie jest zbyt skromny! W oczy od razu rzucają się malowane balustrady chóru oraz piękny ołtarz, nad którym umiejscowione są organy. Instrument tam ma dłuższą historię i początkowo znajdował się w innym kościele, w którym grał na nich sam Jan Sebastian Bach! To, co nas bardzo pozytywnie zaskoczyło, to wystrój kwiatowy. Zamiast drogich kwiatów ciętych były tam gałązki drzew owocowych i klonu.

Polentztal – dolina potoku Polenz
Po zwiedzeniu zamku i kościoła, skierowaliśmy się do doliny potoku Polenz, by nią wrócić niemal pod sam parking. Po drodze planowaliśmy jeszcze wspiąć się na punkt widokowy po drugiej stronie rzeki. Całą straconą wysokość musieliśmy odrobić wspinając się po schodach. Początkowo była to łatwa droga, lecz później zaczęła się wspinaczka po stromych i wąskich stopniach poprowadzonych w głębi skalnej szczeliny. Chociaż turystów nie było wielu to i tak tworzyły się zatory na schodach. Warto było jednak tam wejść, by z tarasów widokowych obejrzeć miasteczko i zamek Hohnstein z innej perspektywy.


Gdy wróciliśmy nad Polenz, Ania zwróciła uwagę na olbrzymi mural na ścianie knajpki. W oczy rzucał się wóz z beczkami piwa, ale Anię zaintrygowało co innego. W rogu obrazu, na kamieniu nad rzeką był namalowany pluszcz. Planując wycieczkę nie pomyślałem o tym, że ten potok to idealne siedlisko dla tego rzadkiego ptaka, więc była to niezapowiedziana atrakcja. Wobec takiej sugestii, założyłem teleobiektyw i tak przygotowani wędrowaliśmy wzdłuż Polenz, ciesząc się widokami, lecz równocześnie wypatrując pluszczy. Gdy zobaczyliśmy turystę z lornetką skierowaną na potok, mocniej zabiły nam serca. Po chwili sami wypatrzyliśmy aż dwa pluszcze! Zupełnie się nami nie przejmując, nurkowały w potoku, by po chwili wyskoczyć z powrotem na kamień i zjeść swoją zdobycz.



Kawałek dalej spotkaliśmy dwa kolejne pluszcze, ale przez resztę drogi nie widzieliśmy już więcej tych ptaków. Zamiast tego, podziwialiśmy mnóstwo kwiatów „uśmiechających” się do słońca i krążące wśród nich motyle. Po dojściu do rozstaju, myśleliśmy, że tego dnia już nic nas nie zaskoczy. W końcu mieliśmy do przejścia szlak prowadzący wzdłuż jezdni. Na mapie wyglądał zupełnie nudno, ale wąska ścieżka prowadząca wzdłuż niewielkiego strumienia była niezwykle urocza. Rosły nad nią setki zawilców i szczawików zajęczych. Te ostatnie szczególnie upodobały sobie powalone pnie drzew, okrywając je zielono-białym dywanem. Na sam koniec zostało nam jeszcze strome podejście na parking i mogliśmy udać się na nocleg.


Podstawowe informacje:
Długość: 18,5 km
Przewyższenie: 660 m (według wskazań zegarka z GPS i barometrem; Mapy.cz znacząco zawyżają sumę przewyższeń)
Czas przejścia: 5 h (nasz czas z postojami, obiadem i zwiedzaniem zamku 8 h 5 min.)
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem
Mapa:
Leave A Reply