To, że ten artykuł powstał, to czysty przypadek. Na urlop w Góry Orlickie mieliśmy jechać w czasie ferii, by z siostrą Ani poszaleć na nartach w Zieleńcu. Niestety choroba nas wtedy uziemiła i urlop trzeba było przełożyć. Pod koniec marca stoki w Zieleńcu były już mocno wymęczone, więc na nartach jeździliśmy tylko dwa dni, a pozostałe dwa przeznaczyliśmy na chodzenie po okolicznych górach. Nasz wybór padł na pobliskie Pogórze Orlickie, na którym nigdy wcześniej nie byliśmy. Na mapie naszą uwagę przykuły: długi wąwóz o nazwie Peklo (Piekło) oraz liczne schrony bojowe sprzed II Wojny Światowej.

Zamek Frymburk
Pogórze Orlickie oferuje również przepiękne zamki i pałace i właśnie od takiej atrakcji zaczęliśmy wycieczkę. To znaczy zamek, owszem, był, ale może niezbyt piękny i, jak się okazało, zamknięty. Ale od początku…

Wycieczkę zaczęliśmy w miejscowości Novy Hradek. W samym centrum jest duży plac z bezpłatnym parkingiem. Znajduje się tam również sklepik, w którym można kupić Kofolę, Studentską i inne czeskie rarytasy 😉 Zamek Frymburk znajduje się na obrzeżach tego miasteczka. Wokół warowni została poprowadzona ścieżka edukacyjna, której przewodzi Skrzat Frymbulin. Ma on przynajmniej dwie drewniane rzeźby a do tego jest na oznaczeniach szlaku.

Nie wiemy, czy to atrakcja powiązana z Frymbulinem, ale na drzewach były porozwieszane zalaminowane kartki z quizowymi pytaniami, np. jak długi jest róg narwala i 3 odpowiedzi. Jak ktoś lubi quizy, można się pobawić. Dodatkowym utrudnieniem jest to, że pytania są po czesku 🙂

Highway to Hell
Po minięciu zamkniętego zamku zeszliśmy do wąwozu Peklo. Jego dnem wije się piękny strumień, wzdłuż którego poprowadzona została szeroka leśna droga. Śmialiśmy się, że to prawdziwa autostrada do piekła i Ania nawet zaczęła śpiewać „Highway to Hell”. Jest ona na tyle wygodna, że poprowadzono nią szlak rowerowy, i można by się nią również wybrać na spacer wózkiem. W tym drugim wypadku, trzeba tylko zaparkować gdzieś w pobliżu tej drogi, bo zejście z zamku do wąwozu jest zdecydowanie zbyt wąskie i strome.

Największą atrakcją wąwozu nie był jednak ani strumień, ani wychodnie skalne na jego brzegach, lecz tysiące śnieżyc wiosennych, które tam przepięknie kwitły. Nic dziwnego, że fragment wąwozu został uznany za rezerwat przyrody. Śnieżyce nic sobie nie robią z granic rezerwatu i licznie rosną również w tej części wąwozu, która nie jest nim objęta. Oprócz śnieżyc napotkaliśmy również pierwsze zawilce (one zaczynają kwitnąć nieco później) oraz śledziennice skrętolistne. Niestety, tym razem nie spotkaliśmy żadnych lepiężników, więc nieco się zasmuciłem, bo właśnie na nie liczyłem.

Mniej więcej w połowie wąwozu Peklo znajduje się miejscowość Peklo z jednym z najpiękniejszych sudeckich schronisk górskich, które nazywa się… Peklo 😉 Wcześniej o nim nawet nie słyszeliśmy. No cóż, Pogórze Orlickie zaskakuje swoją urodą 🙂 Szczególnie ciekawie wyglądają informacje skierowane do turystów, które można przetłumaczyć w następujący sposób: „Witajcie w Piekle!” oraz „Wchodzisz na własne ryzyko. Podpisano: Piekło”. Stwierdziłem, że mi by tu pasował napis z bram piekła z „Boskiej Komedii” Dantego, po czym Ania go zacytowała. Mówiłem, że mam idealną żonę? 🙂

Schrony w Dobrošovie
W osadzie Peklo, wąwóz rozgałęzia się tam, gdzie potok Olešenka łączy się z rzeką Metuja. My musieliśmy jednak opuścić to piękne miejsce, by dotrzeć do kolejnej atrakcji na szlaku: schronów bojowych w Dobrošovie. Wyjście z wąwozu nie było łatwe, bo jego ściany są strome i wysokie, więc srogo się namęczyliśmy.

Wysiłek jednak się opłacił. Na otwartej przestrzeni było jeszcze cieplej niż w wąwozie a do tego czekały na nas ładne widoki. Niezapowiedzianą atrakcją okazał się plac zabaw w miejscowości Jizbice. Wyposażono go w długą i porządną tyrolkę!!! Była wystarczająco solidna dla dorosłych osób, więc nie mogliśmy się powstrzymać, by nią nie zjechać. Zdaniem sportowego zegarka, udało mi się osiągnąć na niej 13km/h 😉

Kolejną miejscowością na trasie jest już Dobrošov. Ciężkie schrony bojowe widać już z daleka i to właśnie do nich prowadził nasz szlak przez Pogórze Orlickie. Gdy podeszliśmy bliżej, przypomniało mi się, że kiedyś już je zwiedzałem razem z rodzicami. Niestety te obiekty są udostępnione tylko z przewodnikiem, a szkoda, bo przyjemnie byłoby się powłóczyć samemu po podziemiach. Kompleks w Dobrošovie połączony jest podziemnymi korytarzami, więc to naprawdę ciekawe miejsce do zwiedzenia.

Schrony miały chronić szeroką dolinę i drogę między Kudową-Zdrojem a Nachodem w razie niemieckiej inwazji. Wyposażono je w działa i karabiny maszynowe. Docelowo miały się tam znaleźć również obrotowe wieże z moździerzami, ale zdążono zbudować jedynie drewniane makiety. Budowa umocnień została przerwana we wrześniu 1938, kiedy na mocy Traktatu Monachijskiego III Rzesza przejęła te tereny jak i cały Kraj Sudecki.

Jeszcze więcej schronów
Pogórze Orlickie nie było jedynym ufortyfikowanym miejscem na granicy Czechosłowacko-Niemieckiej. Obiekty tego typu wznoszono wszędzie. Dość wyjątkowe jest jednak to, że te w okolicach Dobrošova zostały poważnie zniszczone. Na ciężkich schronach Niemcy testowali pociski „przeciwbunkrowe” i w ścianach zieją potężne dziury.

Odmienny los spotkał schrony na pobliskiej Malinowej Górze, do których następnie się udaliśmy. Obecnie otacza je szczelny metalowy płot wysoki na jakieś 4 metry i ostrzeżenia o tym, jak bardzo pilnowane są to obiekty. Po II Wojnie Światowej, zaczęto przystosowywać je do III Wojny Światowej, atomowej. Schron Kahan III funkcjonuje jako muzeum, zaś obiekty Cyril i Josef, choć być może połączone podziemiami z Kahanem III, wydają się być zupełnie zamknięte.

Po takim rozczarowaniu liczyłem chociaż na mniejsze i lżejsze schrony bojowe, które widzieliśmy na mapie. Minęliśmy przynajmniej dziesięć takich obiektów i wszystkie zostały wysadzone w powietrze. W przeciwieństwie do obiektów ciężkich, te wyglądały tak, jakby eksplozja nastąpiła w środku, bo fragmenty zbrojeń i bloki betonu są porozrzucane wiele metrów wokół nich. Ach, tyle rozczarowań jednego dnia.

Przez resztę drogi powrotnej nie było już schronów a śnieżyce tylko z rzadka cieszyły nasze oczy. Kiedy wydawało się, że już nic nas nie zaskoczy, zaskoczyło nas stadko dzików. Najpierw przez drogę przebiegł wielki czarny dzik a za nim kilka malutkich „pasiaczków”, tegorocznych małych dzików. Chociaż dzieliło nas od nich ponad 100 metrów i tak nas wmurowało. Na szczęście dziki sprawnie się ewakuowały i po chwili znaleźliśmy się w Novym Hradku. Na obrzeżach miejscowości zachowały się piękne domy zbudowane w starym czeskim stylu, więc mogliśmy jeszcze pocieszyć oczy przed powrotem na parking.

Podstawowe informacje:
Długość: 18,8 km
Przewyższenie: 555 m
Czas przejścia: 4 h 50 min. (nasz czas z postojami i szukaniem schronów: 7 h)
Trudność: łatwa
Dojazd: samochodem
Mapa:
Leave A Reply