Zielony Staw Kieżmarski, albo Zelené Pleso po słowacku, to jedno z najpiękniejszych miejsc w Tatrach. Pomimo swojej urody, nie jest tak zatłoczone jak stawy po polskiej stronie Tatr. Droga nad jezioro jest łatwa, ale na szczęście nie jest to asfalt, jak to jest w przypadku Morskiego Oka czy Stawu Popradzkiego. Wreszcie, nad stawem położone jest schronisko z tarasem, z którego rozciąga się fantastyczny widok na góry. Mało atrakcji? No to jeszcze mają tam naprawdę świetne jedzenie! Wszystko to czyni Zielony Staw Kieżmarski idealnym celem na łatwy, choć niekrótki spacer.

Dolina Kieżmarska
Wycieczkę rozpoczynamy na parkingu zaraz przy początku szlaku. Chociaż parking jest dość spory, to miejsca się na nim mogą skończyć i wtedy ludzie parkują przy drodze. W zasadzie, to ludzie parkują też przy drodze, nawet gdy parking jest jeszcze pusty, ponieważ jest płatny. Czy można za to dostać mandat? Nie sprawdzaliśmy, bo mandat w euro to nie byłaby fajna sprawa 😉 Przy parkingu znajduje się również przystanek autobusowy i swojego czasu kursowały tam autobusy z Zakopanego.
Przez całą drogę nad schronisko wędruje się wzdłuż strumieni. Początkowo jest to Kežmarská Biela voda, od której słowacką nazwę bierze dolina. Otóż Dolina Kieżmarska to po słowacku Dolina Bielej vody. Niestety nie jest to jedyny przypadek, kiedy polskie nazwy zamiast być spolszczeniami, bądź tłumaczeniami, znacząco odbiegają od nazw lokalnych.

Idąc do schroniska cały czas wędrujemy żółtym szlakiem słuchając szumu potoku i obserwując niewielkie kaskady. Nie wiemy jak Wy, ale my uwielbiamy górskie potoki. Są piękne i uspokajające. Do tego zawsze można nieco się ochłodzić i obmyć z potu. Ale wody z potoków nie pijemy! Może być skażona przez zwierzęta bądź ludzi.
Zielony Staw Kieżmarski
Chata pri Zelenom plese, czyli Schronisko nad Zielonym Stawem, o którym wspomnieliśmy na początku, jest tak niesamowicie pięknie położone, że można w nim siedzieć i siedzieć, i kosztować pysznego jedzenia robionego na miejscu. Dla nas była to dość leniwa wycieczka, ponieważ trochę przeszarżowaliśmy na początku wyjazdu i potrzebowaliśmy takiego lżejszego i spokojniejszego dnia.

Zaczęliśmy od obiadu, jeśli dobrze pamiętamy to były to jakieś kluski, ale ponieważ byliśmy z Ani siostrą, to po obiedzie musiała wjechać kawusia. Zaś z kawusią na urlopie jest tak, że nie godzi się jej pić bez deseru. No nie godzi się, więc wyjścia nie mieliśmy. Nasz wybór padł na maliny na gorąco i szarlotkę. Szarlotka w górach (nie tylko tam) zawsze smakuje wybornie, ale maliny na gorąco to był absolutny hit!

Chociaż siedziało się fajnie, to zauważyliśmy, że zaczyna się zmieniać pogoda. Nad Staw zaczęły napływać chmury wiszące na tyle nisko, że zasłaniały wierzchołki okolicznych szczytów. Wobec tego, uznaliśmy, że trzeba wracać.
Jeśli Zielony Staw to mało
Zaproponowana przez nas wycieczka to raczej spacer, chociaż nieco wymagający, bo zakładający około 5h wędrówki. Wracając można zrobić małą pętlę odwiedzając jeszcze Wielki Biały Staw (Vel’ké Biele pleso). Nas słusznie niepokoiły nadciągające chmury (i pod koniec drogi faktycznie zaczęło padać) i tam nie poszliśmy, ale byłem tam jeszcze „za kawalerskich czasów”. Jest stamtąd bardzo ładny widok na Jagnięcy Szczyt, którego nie widać dobrze spod schroniska.

Jeśli macie ambicję na coś trudniejszego, to spod schroniska wiedzie szlak właśnie na wspomniany Jagnięcy Szczyt (Jahňací štít). Słynie on z cudownych widoków a szlak na wierzchołek jest umiarkowanej trudności. Wejście na niego jest jeszcze przed nami 🙂
Inną opcją na powrót będzie przejście przez Wielką Świstówkę (Veľká Svišťovka) i u podnóża tatrzańskiego kolosa: Łomnicy, drugiego najwyższego szczytu w Tatrach.

Podstawowe informacje:
Długość: 16,4 km
Przewyższenie: 810 m
Czas przejścia: 5 h
Trudność: łatwa
Mapa:
2 komentarze
gdyby takie male kamyczki i gravelek na trasie byly to luz, ale realnie to sam tam kamiory i glazy, jestam tam oficjalnie Cyklotrasa, ale bez dobrego fulla, duzych kol i opon.. tojest wytrzepaczka, a do tego gdy trafia sie tlumy to ciezko przebic sie miedzy ludzmi bo waskawa.
Faktycznie kamieni tam sporo, dobrze więc wiedzieć jaki rower wybrać na tę trasę 🙂 chociaż w tym wypadku pewnie najlepiej pieszo jednak