W tym roku nie przygotowaliśmy się kondycyjnie do zimy, ale to ok, bo wydarzeniem tej zimy był nasz ślub. Zima również nie spisała się i śniegu było mało. Szukaliśmy więc gór, w których będziemy mogli pochodzić po śniegu, z dużymi plecakami i nie zajechać się – Karkonosze spisały się idealnie.
Rozwiązań, nad którymi myśleliśmy, było kilka. Wzięliśmy jeden dzień urlopu, więc mogliśmy planować dłuższą wędrówkę bez ryzyka przeciążenia. Niestety, dzwonienie po schroniskach na ostatnią chwilę by zarezerwować nocleg z soboty na niedzielę nie przynosi dobrych rezultatów i opcja idealna (przejście ze Szklarskiej do Lubawki) musiała zostać porzucona. Na szczęście dogadaliśmy się trochę po polsku, trochę po czesku z Jelenką i do tego noclegu ułożyliśmy cały plan.

Dzień 1 – Łysocina
Plany przejścia Grzbietu Lasockiego miałem od dawna i od dawna o nich Ani wspominałem, ale nie było okazji się tam wybrać. Grzbiet Lasocki jest o tyle ciekawy, że to chyba najmniej popularny fragment polskich Karkonoszy. Ułożony południkowo (czyli prostopadle do głównego grzbietu i zupełnie inaczej niż większość gór w Polsce, które są ułożone równoleżnikowo), na północy zaczyna się przy Przełęczy Okraj a na południu przechodzi w Rychory. Większość turystów się tam nie zapuszcza i pomimo, że byliśmy tam w sobotę, było pusto.
Wędrówkę rozpoczynamy w Karpaczu, dokąd przyjeżdżamy autobusem i kierujemy się w stronę Przełęczy Okraj. Po drodze mijamy ruiny miejscowości Budniki – klimatyczne miejsce w mrocznej dolinie. Gdy jeszcze mieszkali tam ludzie, słońce widzieli tylko przez około 250 dni w roku, bowiem przez całą zimę słońce było zasłaniane przez okoliczne górskie grzbiety.
Na Okraju spożywamy szybki obiad i udajemy się na Łysocinę idąc szlakiem granicznym. Jest pusto, urokliwie a podejście bardzo łagodne. Sam szczyt Łysociny jest na tyle płaski, że rozpoznajemy go tylko po słupku umieszczonym przy szlaku. Robimy zdjęcia i wracamy z powrotem do Okraju i następnie do Jelenki na obiad z knedlikami.

Dzień 2 – Śnieżka od wschodu
Na Śnieżce był chyba każdy, kto mieszka na Dolnym Śląsku, ale większość osób wchodzi na nią od Karpacza, czy to przez Kocioł pod Śnieżką (czasem błędnie nazywany Kotłem Łomniczki), czy to podjeżdżając wyciągiem na Kopę. Szlak od wschodu, od Przełęczy Okraj jest dzięki temu spokojniejszy i bardziej niecodzienny. Od tej strony Śnieżka wydaje się jakby niższa, ale to dlatego, że zaczynamy z wyższej wysokości. Na Śnieżkę wchodzimy prawie sami, natomiast po dojściu na szczyt widzimy nadciągające grupy turystów, a w zasadzie turystek (w końcu to Dzień Kobiet), od Domu Śląskiego. Szybko zmywamy się, gdyż, jak zwykle, wieje okrutnie.
Gdy kontynuujemy marsz na zachód, jak najdalej od tłumów, widzimy jak przybywa ludzi na szlaku na Śnieżkę. Pomimo sporej odległości widać kolorowy wąż na „Zakosach”. Cieszymy się, że nas tam nie ma i dlatego, że jeszcze nie wiemy co przygotował dla nas trawers Smogorni i Małego Szyszaka.

Począwszy od Jelenki aż do Słonecznika szło się nam przyjemnie i sprawnie, ale zaraz po jego minięciu okazało się, że dalszy szlak jest szybko zawiewany śnieżnym puchem, w którym zapadamy na kilka-kilkanaście centymetrów. W takich warunkach marsz z ciężkim plecakiem staje się niesamowicie męczący a kijki trekkingowe pomagają tylko trochę. Trawers zdaje się ciągnąć w nieskończoność a my zaczynamy rewidować plany. W takich warunkach nie ma szans dojść na Szrenicę do końca dnia, więc zostajemy na nocleg w Odrodzeniu.
Dzień 3 – Śnieżne Kotły
Weekend się skończył, więc pustki są nie tylko w Odrodzeniu na noclegu, ale również na szlakach. Z drugiej strony, spotykamy kilkoro dzieci, więc widocznie niektórzy już zdążyli zareagować na wiadomości o koronawirusiku i zabrali dzieci ze szkół w góry.

Kontynuujemy marsz czerwonym szlakiem na zachód, podziwiamy piękne widoki i cieszymy się, że nie jesteśmy w pracy. Pniemy się powoli w kierunku zimowego trawersu Wielkiego Szyszaka, korzystając z lepszych warunków śniegowych niż poprzedniego dnia – nie zapadamy się aż tak bardzo. Z trawersu widać bardzo ładnie tablicę pamiątkową ku czci Cesarza Wilhelma I, którą niegdyś postawiono na szczycie Wielkiego Szyszaka, a po chwili wyłania się również wieża przekaźnikowa nad Śnieżnymi Kotłami. Przyglądamy się chwilę pięknym nawisom śnieżnym, ale nie podchodzimy zbyt blisko, żeby razem z nimi nie zlecieć do Kotłów.

Zaczyna mocno wiać, więc przyspieszamy kroku aby dojść do Schroniska pod Łabskim Szczytem i ogrzać się trochę. To schronisko jest w dalszym ciągu chyba najbardziej zaniedbanym schroniskiem w polskich Karkonoszach, natomiast ciasto drożdżowe mają wprost genialne!
Schodząc coraz niżej do Szklarskiej Poręby powoli opuszczamy zimę i witamy wiosnę. W samej Szklarskiej kwitną już krokusy i przebiśniegi – jaka różnica w porównaniu ze śniegiem, po którym chodziliśmy jeszcze kilka godzin wcześniej.
Parę słów podsumowania
W ciągu tych trzech dni zdążyliśmy się porządnie zmęczyć (wszak kondycję mieliśmy nader słabą), ale również nacieszyć piękną zimą, której we Wrocławiu byśmy nigdy nie zaznali.
Pomimo tego, że był to nie tylko weekend, ale również Dzień Kobiet, na szlakach spotykaliśmy bardzo mało ludzi. W zasadzie bardziej tłumnie było tylko na Śnieżce i w okolicach Domu Śląskiego, ale ten teren opuściliśmy około 12 – gdybyśmy z Jelenki wyruszyli wcześniej, byłoby z pewnością dużo spokojniej.
Zatem, jeśli myślicie o Karkonoszach zimą, warto odwiedzić te nieco mniej znane miejsca, w te bardziej znane udać się najwcześniej jak się da i przedłużyć sobie weekend o dodatkowy dzień urlopu.
Podstawowe informacje:
I dzień:
Długość: 18,6 km
Przewyższenie: 990 m
Czas przejścia: 5 h 40 m
Trudność: bardzo łatwy
Dojazd: autobusem
Mapa:
II dzień:
Długość: 12,4 km
Przewyższenie: 470 m
Czas przejścia: 3 h 25 m
Trudność: średni
Mapa:
III dzień:
Długość: 15,8 km
Przewyższenie: 440 m
Czas przejścia: 4 h
Trudność: łatwy
Powrót: pociągiem, autobusem
Mapa: niestety ani Mapy.cz ani mapa-turystyczna.pl nie pozwalają na zaplanowanie przejścia zimowymi wariantami szlaków pieszych, które przebiegają przez punkty 2 i 3. Dlatego warto zapoznać się z tymi wariantami na stronie Karkonoskiego Parku Narodowego, bądź na mapie papierowej!
Leave A Reply