Zima to dobry czas na podziwianie wschodzącego słońca. To nie tylko kwestia tego, że złote promienie dobrze kontrastują z ośnieżonymi szczytami. To również czas, kiedy świt jest później niż latem, więc można się dobrze lepiej wyspać. No nie będziemy Was oszukiwać, pobudka była o 3:15. A latem słońce o tej porze już wstaje, więc różnica jest 😉 Wracając do tematu: skoro nie udało nam się tydzień wcześniej, ponowiliśmy próbę w Górach Wałbrzyskich i wybraliśmy się na wschód słońca na Borowej.

Pociągiem do Wałbrzycha
Zaletą Gór Wałbrzyskich jest to, że są naprawdę blisko Wrocławia. Do Wałbrzycha dojeżdża się w około 1 godzinę. Z uwagi na niedawno postawione wieże widokowe są też świetne miejsca na podziwianie wschodu słońca. Nie tylko można dojrzeć jak wychyla się ono zza horyzontu, ale również obserwować jak światło rozchodzi się po innych szczytach.
Podróż rozpoczynamy na dworcu Wałbrzych Główny, który znajduje się na obrzeżach miasta. Z uwagi na to, że jest ciemno, a dworzec jest remontowany, błąkamy się przez chwilę po dworcu, by w końcu znaleźć wyjście na ulicę. Kierujemy się ku niezwykle wysokiemu wiaduktowi, którym przed chwilą przyjechaliśmy, przechodzimy pod nim i już jesteśmy na gruntowej drodze prowadzącej w góry 🙂

Chociaż panuje jeszcze noc, to księżyc jest niemal w pełni i rozświetla ścieżkę na tyle dobrze, że latarek potrzebujemy tylko na rozwidleniach by odnaleźć szlak. Jak to w Górach Wałbrzyskich, podejścia są strome i bardzo szybko rozgrzewamy się, pomimo panującego mrozu. Gdy podchodzimy pod Borową, zaczyna świtać.

Wschód słońca na Borowej
W drodze na szczyt spotkaliśmy zaledwie jedną osobę, lecz wkrótce innymi szlakami doszło kilkoro innych ludzi i wschód obserwowaliśmy w towarzystwie. Słońce wyłoniło się zza Gór Sowich i tak bardzo oślepiało, że w tym kierunku widoki nie były najlepsze. O wiele lepiej prezentowały się pobliskie, częściowo oświetlone Góry Kamienne. Natomiast widok w kierunku zachodnim, na Karkonosze, był po prostu niesamowity!

Ostatnio dostałem od taty stare aparaty marki Zenit wraz z obiektywami. Zakupiłem przejściówkę pozwalającą podłączyć ten półwiekowy sprzęt do naszego bezlusterkowca i wreszcie mogłem robić zdjęcia odległych obiektów. Przybliżenie było tak duże (ogniskowa o równowartości 540 mm, kilka razy większa niż na standardowym obiektywie), że trudno było celować. Udało się jednak zrobić parę fajnych kadrów 🙂

Niestety, na wieży było tak samo zimno jak pięknie, więc nie mogliśmy siedzieć zbyt długo.
Borowa to tylko rozgrzewka
Skoro słońce dopiero wstało, to mamy przed sobą cały dzień. Z Borowej schodzimy szlakiem czarnym i wędrujemy nim przez las aż do miejscowości Kamionki, by po chwili znów wejść do lasu. Ludzi dalej spotykamy niewielu, natomiast tropów zwierząt jest w bród. O wiele ciekawiej jest za miejscowością Glinik, ponieważ szlak został przedeptany przez zaledwie jedną osobę i psa.

Żeby było jeszcze ciekawiej, wkrótce wchodzimy na zupełnie nieprzetarty szlak. Szcześliwie ostatnio nie było dużo opadów śniegu i szlak zasypany jest zaledwie 15 centymetrami puchu. To akurat taka ilość, która daje frajdę z przemierzania dziewiczej ścieżki, ale nie odbiera zbyt wielu sił a śnieg nie wsypuje się do butów.

Czarnym szlakiem mieliśmy wędrować aż do Sobięcina, ale niechcący schodzimy ze szlaku na polną drogę i trafiamy do Kuźnic Świdnickich – innej dzielnicy Boguszowa-Gorców. Nie straciliśmy chyba za wiele, ponieważ wychodzimy wprost na cudowny punkt widokowy, z którego można obserwować Śnieżkę. Za tym miejscem dzieje się już niewiele i zmierzamy w kierunku stacji Boguszów-Gorce. Po drodze mijamy też stację Boguszów-Gorce Wschód, ale tam nie zatrzymują się wszystkie pociągi.

Podstawowe informacje:
Długość: 15,6 km
Przewyższenie: 560 m
Czas przejścia: 4 h 30 m (nasz czas zimą z postojami: 5 h 20 m)
Trudność: średnia
Mapa:
Leave A Reply