Polanica-Zdrój jest jednym z naszych ulubionych sudeckich uzdrowisk. Oprócz przyjemnego i spokojnego klimatu, to fantastyczna baza wypadowa w góry. Co równie ważne (a może najważniejsze?), po męczącej wycieczce można zregenerować się jedząc pyszny obiad. Nie bez powodu, jadąc na narty do Zieleńca, zahaczamy o Polanicę, by spędzić tam choć chwilę. W grudniu zeszłego roku nasz wyjazd narciarski zaczęliśmy od pieszej wycieczki na zamek na Szczytniku, tak w ramach rozgrzewki 🙂 Po drodze zobaczyliśmy piękne okazy skalnych grzybów dorównujące urodą tym z parku narodowego i weszliśmy na stromy szczyt Wolarz w Górach Bystrzyckich. Ach, jeszcze najważniejsze: przez cały dzień na szlaku spotkaliśmy sześć osób. Sześć!

Wolarz
Wycieczkę zaczęliśmy w pobliżu dworca PKP, chociaż byliśmy samochodem. Jakieś dwa lata temu publiczne parkingi w centrum stały się płatne i cały dzień postoju kosztuje tyle, co dobry obiad. Pozostaje więc parkować samochód na osiedlach, gdzie, póki co, miejsca są darmowe. Stamtąd udaliśmy się w stronę Piekielnej Doliny oddzielającej Góry Stołowe od Gór Bystrzyckich. Chociaż nasz główny cel leżał w tych pierwszych, wycieczka po samych Górach Stołowych byłaby zbyt krótka.
Początkowo szliśmy lubianym przez nas Szlakiem Serduszkowym, któremu poświęciliśmy osobny wpis:
Szlak Serduszkowy wokół Polanicy-Zdroju -> czytaj dalej
Już po około 2 kilometrach, Szlak Serduszkowy i czerwony na Wolarz rozchodzą się. Jak zwykle, ten nasz jest bardziej stromy 😉 Podejście na ten szczyt nie jest łatwe i szybko zrobiło nam się gorąco, chociaż był grudzień a my szliśmy bez kurtek. Gdyby jeszcze ta ciężka praca była wynagrodzona widokami… Ale nie, z Wolarza nie widać zupełnie nic. Pozostało nam traktować to podejście wyłącznie jako trening kardio 🙂

Jeśli wejście na Wolarz szlakiem czerwonym jest strome, to zejście wzdłuż czarnych „znaczków” to już prawdziwe wyzwanie. Napotkany turysta, z wieloletnim doświadczeniem (sądząc po siwiźnie), który tą drogą podchodził, zdecydowanie odradził nam schodzenie tamtędy w takich śnieżnych warunkach. Jesteśmy jednak zaprawieni w chodzeniu po stromych górach Sudetów Wałbrzyskich, więc podjęliśmy to wyzwanie 🙂 Faktycznie nie było łatwo i zamiast iść prosto szlakiem, kluczyliśmy wzdłuż drzew poszukując mniej stromych fragmentów. Na szczęście buty trzymały przyczepność doskonale i nie musieliśmy nawet sięgać po raczki.

Zamek na Szczytniku
Po pokonaniu najbardziej stromej części szlaku, kontynuowaliśmy zejście z powrotem do Piekielnej Doliny. Po przekroczeniu mostu nad Bystrzycą Dusznicką, znaleźliśmy się w Górach Stołowych. Znów musieliśmy iść w górę, ale szlak jest już o wiele bardziej łagodny. Trzeba tylko uważać na wyjściu ze Szczytnej, bo leśna droga, w którą trzeba skręcić, jest słabo widoczna.

Z drogi leśnej możemy obserwować piaskowcowe skały na granicy stoliwa Szczytnika. Ta część Gór Stołowych jest poza parkiem narodowym, więc skałki są popularne wśród wspinaczy i widać na nich stalowe ringi i stanowiska asekuracyjne. Po chwili doszliśmy do tarasów widokowych pod zamkiem. W czasie naszej wycieczki pogoda była nienajlepsza i panorama ograniczała się w zasadzie do samej miejscowości Szczytnej.

Jeszcze do niedawna zamek na Szczytniku służył jako dom pomocy społecznej, lecz aktualnie jest we władaniu fundacji, która udostępnia go do zwiedzania i remontuje. Ponoć zamek jest czynny codziennie i nawet działa w nim restauracja, ale my odbiliśmy się od drzwi. Wprawdzie obiad mieliśmy już zaplanowany w Polanicy, ale chcieliśmy zajrzeć chociaż na dziedziniec.

Przez Góry Stołowe
Po obejrzeniu zamku z zewnątrz, rozpoczęliśmy powrót do Polanicy. Nasza droga prowadziła szlakiem czarnym, znanym również jako „Leśny szlak wspinaczkowy”. Prowadzi on wzdłuż skałek udostępnionych do wspinania a przez to jest ciekawy również dla turystów. Niektóre formacje skalne przybierają ciekawe kształty charakterystyczne dla Gór Stołowych, między innymi skalne grzyby. Niektóre ze skałek są również dostępne bezpośrednio ze szlaku i można zobaczyć jak wysoko stoliwo Szczytnika wznosi się ponad dolinę. Nie jest ono tak spektakularne jak Szczeliniec Wielki, czy Urwisko Batorowskie a przez to nie przyciąga tylu turystów. Warto jednak poznawać takie mniej popularne miejsca 🙂

Najciekawsze skały znajdują się przy zamku i później robi się nieco nudno. Szlak jest bardzo łagodny a przez to bardziej spacerowy niż górski. Z drugiej strony, prowadzi cały czas przez las, co po całych dniach spędzonych na pracy zdalnej, pozwala głowie odpocząć.

Kolejne ciekawsze miejsce to okolice szczytu Garncarz. Punkt widokowy na czynnym kamieniołomie opatrzony jest tabliczkami „zakaz wstępu”, ale kawałek dalej pojawiają się znów piaskowcowe skałki. Tuż przed samą Polanicą-Zdrojem znajduje się kolejny punkt widokowy, tym razem ładnie zagospodarowany, ze stołem i ławkami oraz widokiem na miasto. Stamtąd zeszliśmy już bezpośrednio do Polanicy i poszliśmy prosto aż do Parku Zdrojowego. Niestety pijalnia była już zamknięta, więc woda zdrojowa przeszła nam koło nosa 🙁 Na szczęście nasza ulubiona polanicka restauracja była otwarta!

Podstawowe informacje:
Długość: 22 km
Przewyższenie: 835 m
Czas przejścia: 6 h (nasz czas z postojami: 6 h 40 min.)
Trudność: średnia (zejście z Wolarza jest bardzo strome. Warto rozważyć wędrówkę w przeciwnym kierunku)
Dojazd: samochodem lub pociągiem
Mapa:
Leave A Reply