Już od kilku lat Góry Wałbrzyskie (bądź Kamienne) są dla nas obowiązkowym treningiem kondycyjnym przed wyjazdem w Tatry lub Alpy. Chociaż znacząco ustępują im wysokością, to pozwalają uzyskać podobne przewyższenia na krótkim odcinku szlaku. Strome i liczne podejścia pozwalają na pokonanie ponad 1000 metrów deniwelacji (różnicy wysokości) na zaledwie kilkugodzinnej wycieczce. Dodatkowo, skały, z których Góry Wałbrzyskie są zbudowane, są niezwykle sypkie i tworzą osypującą się, śliską nawierzchnie. To doskonały trening przed chodzeniem po piargach w górach wapiennych, jak choćby w Dolomitach. Oprócz tych podobieństw, odkryliśmy w tych górach kilka miejsc nazywających się identycznie jak obiekty w Tatrach. Wreszcie, ścieżka, którą szliśmy, prowadziła wyjątkowo wąskim i stromym grzbietem, przypominającym szlaki Tatr Zachodnich, aczkolwiek porośniętym lasem. Chcielibyśmy Was zatem zaprosić na wycieczkę po Sudeckich „Tatrach” 😉

Grzbiet Wołowca
Wycieczkę zaczynamy w Jedlinie Zdroju z trzech powodów. Po pierwsze, jest tam dużo darmowych parkingów, po drugie bardzo lubimy tę miejscowość a po trzecie, w tamtejszym pałacu jest świetna pizzeria 😀 Jeśli nie jesteś zmotoryzowany (albo masz ochotę na piwo do pizzy), do Jedliny dojeżdża również pociąg i zatrzymuje się tuż przy szlaku. Piwo wymienione jest nieprzypadkowo, bo w tym samym pałacu jest również mały browar 🙂
Grzbiet Wołowca, chyba najciekawszy fragment trasy, zaczyna się zaraz za Przełęczą Kozią. Nawiasem mówiąc, w Tatrach jest Kozia Przełęcz, więc jest to kolejne podobieństwo 😉 Zwykle najłatwiej tam dojść szlakiem żółtym prosto z Jedliny, ale na początku czerwca remontowano tam przepusty w drodze leśnej i musieliśmy iść na przełaj lasem. Gdyby remont trwał nadal, lepiej obejść to miejsce zielonym szlakiem przez Rozdroże Ptasie – nieco dłużej, ale pewnie wygodniej. A jeśli masz ochotę na więcej przewyższeń, to warto po drodze wstąpić na Borową. To najwyższy szczyt Gór Wałbrzyskich, z którego jest piękna panorama (dzięki wieży widokowej).

Podejście pod Kozła, pierwszy szczyt na Grzbiecie Wołowca, może śmiało konkurować o najbardziej strome w Górach Wałbrzyskich. To „typowy” szlak tego rejonu, pełen drobnych kamieni, na których przy tym nachyleniu bywa bardzo sypko i ślisko. Buty górskie sobie z tym doskonale radzą, ale zwykłe „adidasy” mogą się niebezpiecznie ślizgać. Pomimo wysiłku włożonego w wejście na górę, z tego szczytu są słabe widoki. Natomiast, właśnie w tym miejscu zaczyna się piękna, wąska ścieżka wiodąca stromym grzbietem.
Kolejnym szczytem jest sam Wołowiec, który, choć niższy o przeszło tysiąc metrów od swojego tatrzańskiego imiennika, oferuje już ciekawsze widoki. Doskonale widać stamtąd Wałbrzych, wznoszący się nad nim Chełmiec a w oddali majaczą jeszcze Karkonosze ze Śnieżka na czele.

Ku Górom Sowim
Na Wołowcu i w jego okolicach, z grzbietu „wyrastają” wychodnie skalne, urozmaicając porośnięte lasem góry. Niżej, po zejściu z grzbietu, szlak przybiera odmienny charakter i robi się bardziej płasko a drzewa rosną gęściej. Wkrótce dochodzi się do Rusinowej, która niestety nie jest tak urocza jak jej tatrzańska imienniczka. W końcu to tylko dzielnica mieszkaniowa Wałbrzycha. Licząc na dodatkową atrakcję poszliśmy w stronę tamtejszego pałacu rodu Czettritzów, który swojego czasu był jednym z ważniejszych na Śląsku. Niestety, tego pałacu nawet nie widać zbyt dobrze z ulic,y a ogrodzony jest wysokim murem. W okolicach Wałbrzycha można za to zobaczyć ruiny zamku Nowy Dwór i odnawiany pałac w Strudze, które należały do tej samej rodziny.

Po wyjściu z Rusinowej, wędruje się malowniczymi polami w kierunku ostatnich szczytów Gór Wałbrzyskich. Szlak prowadzi w pobliżu szczytu Klasztorzyska a następnie droga schodzi ku Bystrzycy wyznaczającej granicę między Górami Wałbrzyskimi i Sowimi. Nad Bystrzycą położony jest jeden z lepiej zachowanych zamków w naszym województwie – Grodno. Z samego Zagórza Śląskiego, nad którym warownia góruje, widać zaledwie wieżę. Jeśli jednak pójdzie się szlakiem żółtym do Niedźwiedzicy, będzie można zobaczyć zamek z lepszej perspektywy.
Zamek warto też zwiedzić, ponieważ spora jego część zachowała się w dobrym stanie. My byliśmy tam akurat w trakcie długiego weekendu, a tłumy w Zagórzu Śląskim sugerowały, że na zamku nie będzie lepiej i odpuściliśmy. To bardzo popularne miejsce 🙂

Powrót do Jedliny Zdrój
Szlak żółty z Zagórza do Jedliny może budzić różne emocje. Z jednej strony prowadzi najczęściej asfaltową drogą, co nie jest fajne. Z drugiej strony są z niego piękne widoki, nie tylko na zamek, ale również na Góry Sowie, Kamienne (w tym na Kościelec 😉 ) oraz Wałbrzyskie. Ten krajobraz jest tak niesamowicie piękny, że co chwilę zatrzymujemy się na zdjęcia. Nie dziwi, że w tej okolicy cały czas budowane są nowe wypasione domy.

Dopiero w kolejnej miejscowości (Podlesie) szlak schodzi z drogi na niemal zupełnie zarośniętą ścieżkę. Następnie, idąc na przemian drogami polnymi i utwardzonymi, dochodzi się do granic Jedliny Zdrój. Szlak prowadzi przez dzielnicę uzdrowiskową, którą można zwiedzić, chociaż nie robi takiego wrażenia jak wiele innych dolnośląskich kurortów. Niestety, podczas naszej wizyty, ujęcie wody źródłowej było zamknięte. Stamtąd wystarczy wrócić na parking albo stację PKP.

Podstawowe informacje:
Długość: 22 km
Przewyższenie: 820 m
Czas przejścia: 6 h (nasz czas: 7 h 50 min. z postojami)
Trudność: średnia
Dojazd: samochodem albo pociągiem
Mapa:
Wybierając się na szlak w tak upalną pogodę jak teraz, chyba lepiej iść w przeciwnym kierunku. Szlak żółty jest w większości zupełnie odsłonięty i słońce nieźle na nim praży.
Leave A Reply