Kolorowe jeziorka w Rudawach Janowickich są bez wątpienia jedną z największych atrakcji Sudetów. Przed kilkunastoma laty były jeszcze w miarę rzadko odwiedzane. Dziś, są pod nimi ogromne parkingi zdolne obsłużyć setki ludzi. Wielu turystów decyduje się tylko przyjechać na miejsce, zobaczyć jeziorka i odjechać. My proponujemy inne rozwiązanie, które pozwoli na zobaczenie mniej znanej części Rudaw Janowickich. Dodatkowo, zamiast szukać miejsca na parkingu, wybieramy się pociągiem. Zatem, przed powrotem do domu, będzie można na spokojnie wypić piwo w miejscowym browarze 😉
Droga nad Kolorowe Jeziorka
Z pociągu wysiedliśmy na stacji w Marciszowie, po czym niemal od razu znaleźliśmy się na szlaku turystycznym. Prowadzi on początkowo przez miejscowość, by po chwili wyprowadzić na okoliczne pola. Chociaż trawa wokół była nieco oszroniona, słońce nas ogrzewało i czuć było, że to już wiosna. Szczególnie uroczy fragment szlaku biegł nasypem znajdującym się między polami. Przypuszczalnie były kiedyś na nim tory kolejowe, które prowadziły w kierunku kopalni. Do dziś zachował się tylko jeden betonowy mostek i pozostałości kruszywa, które wskazują na takie przeznaczenie nasypu.

Po chwili znów doszliśmy do drogi łączącej Marciszów i Wieściszowice, które znajdują się tuż poniżej jeziorek. Miejscowości nie są specjalnie urokliwe, ale zabudowa jest dość rzadka i jest wokół dużo zieleni. Przez to, że wiosna przyszła w tym roku tak późno, ta zieleń tym bardziej raduje oczy. Minęliśmy pierwszy płatny parking (tak, jak informuje tabliczka, jest faktycznie tańszy, niż te wyżej) i weszliśmy do lasu. W końcu można było poczuć, że jest się w górach – droga, choć asfaltowa, prowadzi pod górę. Gdy się wypłaszcza, pojawiają się kolejne parkingi.
Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich
Zaraz za bramą, po lewej stronie, można dostrzec Żółte Jeziorko. Występuje ono tylko okresowo, gdy spadną większe deszcze, bądź po roztopach. Jego kolor jest rzeczywiście żółty i warto przyjrzeć mu się z bliska. Schodzimy do niego nie od razu, bo jest tam stromo, ale nieco dalej, gdy widać już Purpurowe Jeziorko. Między nimi jest sztolnia – tunel, którą można przejść bez użycia latarki. Warto przypatrzeć się skałom wokół, bo w tym miejscu chyba najlepiej widać siarkowe wykwity. Również powietrze nabiera siarkowego zapachu i najbardziej wyczuwalne jest to wewnątrz tej sztolni.

To właśnie związki siarki, obficie występujące w tym rejonie, odpowiedzialne są za kolory wody w tych dwóch stawach. Były pozyskiwane na masową skalę w kopalniach, a wraz z upływem czasu wyrobiska zostały zalane wodą. W ten sposób dzięki działalności człowieka możemy podziwiać te niesamowite kolory.

Wędrując dalej zielonym szlakiem, warto odbić na chwilę w lewo i zajrzeć do kopalni Nowe Szczęście. Tam potrzebna jest już latarka by rozświetlić mrok podziemi. Zbyt głęboko nie można wejść, ponieważ sztolnia zamknięta jest kratą, gdyż w środku mieszkają nietoperze i lepiej ich nie niepokoić. Zaraz za tą kopalnią znajduje się Błękitne Jeziorko o chyba najładniejszym kolorze wody.
Jeszcze wyżej jest ostatnie jeziorko, które również występuje tylko sezonowo. Jest ono tak małe, że nawet nie jest „jeziorkiem”, tylko Zielonym Stawkiem. Zdaje się, że nie jest ono już tak licznie odwiedzane jak pozostałe, a mało kto zapuszcza się jeszcze dalej. Dlatego my to zrobiliśmy 😉

Wielka Kopa
Po kilkunastu minutach od Zielonego Stawku dochodzi się do niewielkiej wiatki turystycznej, wokół której położone są drewniane ławki. To zdecydowanie lepsze miejsce na spożycie kanapek, niż tłumne okolice jeziorek. Chociaż nie jest tak malowniczo, jest tam spokojnie i cicho. Jeszcze lepsze miejsce na popas jest na szczycie Wielkiej Kopy, która jest kolejnym punktem na trasie.

Przed samym szczytem można jeszcze odbić na prawo, na mały punkt widokowy z wychodnią skalną. O wiele ciekawiej jest jednak dalej, w okolicach szczytu. Kiedyś na Wielkiej Kopie znajdowała się wieża widokowa, ale do dziś przetrwały tylko fundamenty. Szkoda, bo z wierzchołka mógłby być naprawdę świetny widok. Obecnie, żeby coś zobaczyć, trzeba nieco zejść. Warto to zrobić, bo jest tam ławeczka, na której można usiąść i podziwiać krajobraz.

W kierunku Skalnika
Początkowo mieliśmy pomysł, by z Wielkiej Kopy zejść żółtym szlakiem i dojść nim aż do Janowic Wielkich. Ale w trakcie schodzenia o tym zapomnieliśmy i zorientowaliśmy się zbyt późno, by wracać. Jak to się mówi, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo trafiliśmy na jeden z najpiękniejszych punktów widokowych w Rudawach Janowickich. Zatem i Wam proponujemy wybranie szlaku zielonego. Można dojść nim pod sam szczyt Skalnika, który jest w Koronie Gór Polski, a przy okazji wejść na skałki na Małej Ostrej, skąd jest świetny widok na Karkonosze.
Schodząc w kierunku miejscowości Rędziny, po prawej stronie będzie widać grzbiet Karkonoszy, w tym Śnieżkę. Gdy dojdziecie do polany/wycinki, warto zboczyć ze szlaku, by mieć jeszcze lepszy widok na góry. Wczesną wiosną jest piękny kontrast między zielonymi pastwiskami Rudaw Janowickich i ośnieżonymi Karkonoszami.

Po zejściu do Rędzin, trzeba niestety nadrobić wysokość, którą się utraciło, ale szlak nie jest zbyt stromy. Okoliczne tereny to malownicza mozaika lasów i pastwisk, więc wędrowało się bardzo przyjemnie. Dokuczała nam tylko nieco pogoda przedwiośnia – niby ciepło, ale wietrznie, więc nie wiadomo, czy ściągnąć kurtkę, by się nie pocić, czy może nie ściągać, żeby nie przewiało 😀
Po dojściu do drogi asfaltowej, można albo iść dalej prosto zielonym szlakiem, by dostać się na Małą Ostrą i Skalnik, albo skręcić w prawo na szlak rowerowy, by szybciej dojść na stację PKP w Janowicach Wielkich.

Do Janowic Wielkich
Zależało nam, by wrócić szybciej do domu, więc zdecydowaliśmy się na krótszy wariant. Chociaż droga jest asfaltowa, jeździ nią niewiele samochodów. To tak naprawdę głównie dojazd do kamieniołomu dolomitu, co potwierdza wszechobecny pył wapienny i charakterystyczny mętny kolor płynącego obok strumienia. Po dojściu do niewielkiego zbiornika przeciwpożarowego, trafiliśmy znów na pieszy szlak i weszliśmy do lasu. W tym miejscu wypatrzyliśmy też pierwsze tej wiosny lepiężniki białe, które później widzieliśmy jeszcze wiele razy w tej części Rudaw Janowickich.
Szlak prowadzi szeroką leśną drogą i ma bardzo delikatny profil wysokościowy nie licząc samego wejścia na Wołek. Nie jest to atrakcyjna góra, bo szczyt jest zarośnięty i nic z niego nie widać. Do tego, po sprawdzeniu rozkładu jazdy pociągów, okazało się, że możemy dojść na stację na styk, jeśli przyciśniemy, więc bez żalu ominęliśmy Wołka leśną drogą.

Po ominięciu szczytu, na skrzyżowaniu leśnych dróg można wybrać szlak żółty prowadzący cały czas w dół Doliną Janówki, bądź przejść górą na zamek Bolczów. Dopiero co tam byliśmy, o czym możecie przeczytać w tym artykule, więc zdecydowaliśmy się na Dolinę Janówki. Był to dobry wybór, bo chociaż szlak częściowo prowadzi asfaltową drogą, to wesoły szmer strumienia (Janówki) cieszył nasze uszy. Szlakiem tym dojdziemy wprost na stację, ale przecież na wstępie wspomniałem jeszcze o piwie, prawda? Jeśli macie ochotę zajrzeć do lokalnego browaru na piwo albo obiad, to trzeba minąć stację i za przejazdem kolejowym pójść prosto, ulicą 1 maja, nie przecinając torów. Około kilometra dalej znajduje się miejscowość Miedzianka z browarem o tej samej nazwie 🙂 Piwo jest naprawdę godne polecenia i będzie dobrym ukoronowaniem wyprawy nad Kolorowe Jeziorka w Rudawach Janowickich!
Podstawowe informacje:
Długość: 22,4 km
Przewyższenie: 830 m
Czas przejścia: 6 h 10 min (nasz czas: 7 h z postojami)
Trudność: łatwa
Dojazd: pociągiem
Mapa:
Gdybyście chcieli wejść na Skalnik, należy doliczyć 4 km i 160 m podejścia, czyli nieco ponad godzinę marszu. Link do mapy
Leave A Reply