Góry Stołowe słyną z monumentalnych skał, pięknych widoków i niesamowitych tłumów. A co, gdybyśmy zaproponowali Wam Góry Stołowe w zupełnie innej odsłonie? Kilkugodzinna samotna wędrówka przez przepiękny las i torfowiska Gór Stołowych. Zamiast monumentalnych skał, niewielkie, wielkości człowieka, skalne grzyby. Cudowna cisza przerywana tylko chlupotaniem wody i dużo czasu nad odreagowanie od szumu cywilizacji. Tak właśnie jest na niezbyt znanym płaskowyżu na wschodzie Parku Narodowego Gór Stołowych.

Wejść na płaskowyż
Szlak, który proponujemy, to połączenie Dusznik-Zdroju z Polanicą-Zdrojem. Znacząca większość drogi biegnie lekko pofałdowanym stoliwem-płaskowyżem, ale żeby na niego wejść, trochę trzeba się pomęczyć. Zaczynając w Polanicy, wybieramy więcej wspinaczki, niż zejścia, lecz stacja kolejowa jest na obrzeżach, z dala od gastronomii. Zaczynając w Dusznikach, trasę kończymy w centrum Polanicy, w którym położona jest nasza ulubiona polanicka pizzeria: La Nonna. Chyba nie musimy pisać, że nie zastanawialiśmy się długo nad wyborem 😉
Zaczynamy więc na stacji w Dusznikach-Zdroju i po krótkiej chwili skręcamy w leśno-polną drogą. Z uwagi na lekkie przewyższenie, szybko się rozgrzewamy i kilkustopniowy mróz nam nie dokucza. Początkowy fragment szlaku nie jest może fascynujący, ale za Złotnem trafiamy na pierwsze skałki i wchodzimy do lasu. Od tego czasu rozpoczynają się nasze zmagania z podmokłym terenem.

Pomimo mrozu, woda na szlaku nie zamarza i lawirujemy między większymi i mniejszymi kałużami. Żeby było ciekawiej, szlak kilkukrotnie przekracza strumienie, nad którymi nie ma żadnych mostków, a które niechętnie trzymają się swojego koryta. W środku zimy nie było ciekawie, więc wczesną wiosną, podczas roztopów, jest tam pewnie jeszcze więcej wody. Po kilku przeprawach przez strumień, szlak zaczyna się bardziej wznosić, lecz podejście wiedzie po łagodnych stopniach na szczyt płaskowyżu.
Zobaczmy torfowiska Gór Stołowych
Wkrótce po wejściu na płaskowyż dochodzimy do rezerwatu Małe Torfowisko Batorowskie. Chociaż szlak nie przecina rezerwatu, na drodze jest grząsko i znów omijamy kałuże i błoto. Czasami pod śniegiem czyhają na nas niespodzianki – niezamarznięta dobrze woda. Słychać tylko trzask pękającego lodu i chlupot wody. Szczęśliwie, te ukryte kałuże nie są głębokie.

Od początku wędrówki nie spotkaliśmy żadnego turysty, zaś na szlaku przed nami są odciski tylko jednej osoby. W takich warunkach wędrujemy aż do Skał Puchacza, skąd przy lepszej pogodzie rozciąga się piękny widok. My mogliśmy podziwiać tylko niknące we mgle urwisko i pobliskie drzewa. Trzeba jednak przyznać, że takie warunki są również piękne i pozwalają się wyciszyć.
Wkrótce wchodzimy na pierwszy mostek nad torfowiskami. Gdy nie ma śniegu, jest to wygodne rozwiązanie, które pozwala suchą nogą przejść nad moczarami. Zimą, mostek jest miejscami pokryty warstwą ubitego śniegu i lodu a pośliźnięcie może się skończyć wpadnięciem w śnieg lub wodę po kolana (jak się trafi). Po chwili dochodzimy do Wielkiego Torfowiska Batorowskiego, które szlak również omija. Szczęśliwie, Park Narodowy zdecydował się dalszy fragment szlaku poprowadzić wzdłuż torfowiska Niknąca Łąka.

Jest to naprawdę fascynujące miejsce, ponieważ nagle z gęstego lasu wychodzimy na otwartą przestrzeń, gdzie drzewa są mikre a latem można podziwiać charakterystyczną roślinność torfowisk. Tutaj również wędrujemy kładką, która miejscami nie jest widoczna spod zasp śniegu i raz udaje mi się zapaść w śnieg, gdy niechcący z niej schodzę.
Skalne Grzyby
Wkrótce po wyjściu z Niknącej Łąki trafiamy do rejonu znanego jako Skalne Grzyby. Nazwa tej okolicy wywodzi się od charakterystycznych formacji skalnych wyglądających jak znane i lubiane leśne grzybki. Co ciekawe, nie jest to jedyne miejsce, w którym można je spotkać, ale w tym miejscu jest ich całkiem dużo.

Skalne grzyby to nie jedyne skały, które można znaleźć w pobliżu szlaku. Wręcz przeciwnie, ciekawych skał jest pod dostatkiem, a śniegowa pokrywa dodaje im niezwykłego uroku. Spośród charakterystycznych skał poznajemy Głowę Lamy oraz Młot.
Po minięciu Skalnych Grzybów dochodzimy do Batorówka, skąd można zejść drogą lub szlakami na pociąg do Szczytnej. To taka opcja awaryjna, gdyby się okazało, że droga do Polanicy jest zbyt długa. My jednak kierujemy się ku Polanicy niebieskim szlakiem.

Góry Stołowe poza parkiem narodowym
Zaraz za Batorówkiem przebiega granica Parku Narodowego Gór Stołowych. Czy to znaczy, że dalej nie ma już nic ciekawego? W żadnym wypadku! To właśnie jeden z tych przypadków, w których mapa papierowa zawiera o wiele więcej detali niż mapy online. Również tutaj, na dalekim wschodzie Gór Stołowych znajdują się wielkie skalne ściany i mniejsze grupy skałek.
Do pierwszego urwiska dochodzimy w okolicy Tylnej Borowej Kopy. W pewnym momencie dostrzegamy na drzewach niebieskie trójkąty wskazujące drogę do punktu widokowego i podążając za nimi wchodzimy na szczyt grupy skałek, skąd w lepszych warunkach rozciąga się widok na północ: Góry Kamienne i Sowie.

Kolejny podobny punkt widokowy znajduje się na Orliku, ale ponieważ z Tylnej Borowej Kopy widzieliśmy tylko mgłę, zakładamy, że na Orliku będzie tak samo. Pomimo rezygnacji z tego punktu widokowego, i tak idąc szlakiem zbliżamy się w jednym miejscu do urwiska. Po chwili schodzimy do cywilizacji i musimy przekroczyć Drogą Krajową nr 8. Stamtąd dalej wędrujemy lasem aż do willowej dzielnicy Polanicy, by po paru minutach znaleźć się pod Parkiem Zdrojowym. W tym miejscu warto zejść ze szlaku i idąc do centrum przejść przez park, szczególnie cieplejszą porą roku, bo jest tam naprawdę pięknie. Jeszcze tylko długo wyczekiwana pizza, którą zjadamy na małym skwerku w centrum i idziemy na stację 🙂

Podstawowe informacje:
Długość: 31,3 km
Przewyższenie: 720 m
Czas przejścia: 7 h 40 m (nasz czas zimą z postojami: 9 h 10 m)
Trudność: łatwa, ale w kilku punktach szlak zbliża się do przepaści; szlaki miejscami podmokłe, w końcu to torfowiska Gór Stołowych
Mapa:
Leave A Reply