O eksploracji czeskiej części Gór Izerskich rozmawialiśmy już od jakiegoś roku, a przedsmak tego, co nas tam czeka, dała nam krótka wizyta w Jizerce w listopadzie 2018. Pewnego rodzaju przeszkodą była zima, kiery Izery stają się krainą narciarzy biegowych, a my jeździmy „mniej więcej”, czyli mniej na nartach, a więcej na tyłku 😉 Z drugiej strony, czekaliśmy też na jagody i pod tym względem przyjechaliśmy minimalnie za wcześnie (chociaż i tak się objedliśmy, ale jagódki mogłyby być bardziej dojrzałe). Chociaż mieliśmy wyobrażenie o tym, co nas tam czeka, czeskie Izery zaskoczyły nas i zachwyciły. Ale od początku!
Smedava jako punkt startowy
Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w Smedavie, bardziej miejscu na mapie, niż miejscowości, bo jest tam tylko knajpa, parking i kilka schronów sprzed drugiej wojny światowej. Parking kosztował nas równo 100 koron, co nie jest złą kwotą jak na cały dzień parkowania. Z racji nie najlepszego samopoczucia zrezygnowaliśmy z podejścia na Jizerę, która dominuje nad okolicą, za to odbiliśmy na punkty widokowe Klečové Louky i Na Čihadle (odpowiednio punkty 2 i 3 na mapie). Chociaż Na Čihadle nie spotkaliśmy żadnego Czyhadła, to zostaliśmy zauroczeni tym miejscem. Wieża widokowa jest niewielka, ale przenosi nas w krainę młaków i torfowisk. Dookoła nas rozciąga się polana na której bieli się wełnianka i błyszczą niewielkie jeziorka. Granice polany wyznacza gęsty świerkowy las – czujemy się, jakbyśmy byli w Finlandii.Naszą wędrówkę rozpoczęliśmy w Smedavie, bardziej miejscu na mapie, niż miejscowości, bo jest tam tylko knajpa, parking i kilka schronów sprzed drugiej wojny światowej. Parking kosztował nas całe 100 koron, co nie jest złą kwotą jak na cały dzień parkowania. Z racji nie najlepszego samopoczucia zrezygnowaliśmy z podejścia na Jizerę, która dominuje nad okolicą, za to odbiliśmy na punkty widokowe Klečové Louky i Na Čihadle (odpowiednio punkty 2 i 3 na mapie). Chociaż Na Čihadle nie spotkaliśmy żadnego Czyhadła, to zostaliśmy zauroczeni tym miejscem. Wieża widokowa jest niewielka, ale przenosi nas w krainę młaków i torfowisk. Dookoła nas rozciąga się polana na której bieli się wełnianka i błyszczą niewielkie jeziorka. Granice polany wyznacza gęsty świerkowy las – czujemy się, jakbyśmy byli w Finlandii.

Ze Smedavy wyruszyliśmy również drugiego dnia tego wyjazdu, zobacz tutaj.
Czechy, Polska, czy Finlandia?
Krajobraz mamy fiński, natomiast szlak bardzo przypomina to, co możemy znaleźć po polskiej stronie Izerów – cały czas idziemy szerokimi drogami leśnymi, miejscami asfaltowymi, miejscami wyłożonymi betonowymi płytami. Czyżby czeskie Izery nie różniły się od polskich? Pewną różnicą jest to, że rowerzyści, których spotykamy wielu, wymijają nas bardzo kulturalnie, znacząco redukując prędkość przy tym manewrze. Nie rzucam tu kamieniami w polskich rowerzystów, ale ja samemu, jadąc na rowerze w terenie górskim, wymijam pieszych na dużo większej prędkości. Myślę, że czas zmienić nawyki…
Prawdziwą różnicę między czeskimi a polskimi Izerami poznajemy odbijając z leśnej drogi na ścieżkę prowadzącą ku Černej horze. Szlak prowadzący wąziutką ścieżką, na szerokość jednego człowieka, jest rzeczą coraz rzadszą w polskich górach. Jeszcze większą niespodzianką dla nas jest przejście ze ścieżki na drewniany podest ciągnący się kilometrami.

Černa Hora
Na kopule szczytowej Černej hory mamy pierwszą tego dnia możliwość wejścia na wychodnię skalną – skały które wychodzą ponad powierzchnię ziemi. Najpierw udajemy się na punkt widokowy Sněžné věžičky (punkt 3 na mapie), gdzie szlak prowadzi nawet przez krótki tunel.

Po drugiej stronie Czarnej Góry znajduje się Čertův odpočinek, miejsce, w którym, wedle legendy, miał odpoczywać diabeł. W skale faktycznie znajduje się wyżłobienie wyglądające jak fotel, lecz jest to tylko duża misa skalna, czyli efekt erozji skały. Nauka jak zwykle jest mniej poetycka niż legendy.
Coś, czego się nie spodziewaliśmy

Po spożyciu kolejnej porcji kanapek, kierujemy się na północ do kolejnych wychodni skalnych: Hajní kostel, Frýdlantské cimbuří i Polední kameny. Żeby dojść do pierwszego punktu widokowego, musimy zejść ponad 400 metrów w dół. Nie byłoby to złe, gdyby nie to, że będziemy musieli potem wrócić i zrobić te 400 metrów przewyższenia z powrotem. Zielony szlak schodzący do Hajní kostel przypomina bardziej szlaki tatrzańskie, niż izerskie – jest stromo i kamieniście. Wchodząc na punkt widokowy Hajní kostel trzeba być niezwykle uważnym – barierki na szczycie są przerdzewiałe i mogą nie wytrzymać ciężaru opierającej się o nie osoby. Drabinki wyglądają lepiej, ale ich stan przez najbliższe lata będzie się tylko pogarszał.

Jeszcze ciekawsze są Frýdlantské cimbuří – tam sztucznych zabezpieczeń jest niewiele, a ekspozycja duża. Natomiast widoki, które rozciągają się stamtąd, rekompensują wszystkie niedogodności.

Wracając w kierunku Smedavy przechodzimy między rozsypanymi po całym masywie skałami, jest ich tu wystarczająco dużo, żeby zachęcić wspinaczy do odwiedzenia tego miejsca. Na niektórych skałach widoczne są ringi, aczkolwiek na pierwszy rzut oka, są to dość wymagające drogi. Może kiedyś wrócimy tu powspinać się.
Jedną z ostatnich atrakcji, jakie na nas czekały, był fragment szlaku zabezpieczony klamrami i łańcuchem. Później szlak przechodzi stopniowo w wąską ścieżkę, drewniany chodnik a wreszcie szeroką leśną drogę, którą wracamy do Smedavy.

Garść uwag organizacyjnych
Szlak jest dosyć długi, dlatego warto rozpocząć go wcześniej rano. Wyjeżdżając po 8 z Wrocławia byliśmy na miejscu dopiero około 12, co oznacza, że do Smedavy wróciliśmy po 20 i było już zamknięte. Po całym dniu marszu, na obiadokolację mieliśmy chleb z nerkowcami, bo kabanosy zostały zapomniane w lodówce 🙁
W Smedavie nie można płacić złotówkami, więc koniecznie trzeba mieć ze sobą korony. Ogólnie nie jest to region licznie odwiedzany przez Polaków (porównując na przykład z Adršpachem), więc lepiej mieć korony dokądkolwiek się idzie.
Czesi nie wydawali się być zainteresowani wszechobecnymi jagodami i można było je zbierać tuż przy samym szlaku. Niemniej, pierwszy tydzień lipca to trochę za wcześnie na jagody.
W Izerach robi się ostatnio coraz bardziej sucho i nie jest tak łatwo jak kiedyś o wodę zdatną do picia, warto więc zabrać większy zapas do plecaka.
Podstawowe informacje:
Długość: 19,7 km
Przewyższenie: 690 m
Czas przejścia: 5 h 20 m
Trudność: średni
Dojazd: samochodem
Mapa:
Leave A Reply