Podczas naszej wędrówki po Beskidach przez pierwsze dwa dni chodziliśmy po Małych Pieninach. Trzeciego dnia przyszła kolej na Pieniny Właściwe, ze szczytami słynącymi z pięknych widoków: Sokolicą i Trzema Koronami. Pomimo że tego dnia było pochmurnie i mgliście, przez co nie mogliśmy dojrzeć Tatr, czekały na nas przepiękne widoki. Szczególnego uroku dodawały pasy promieni słonecznych przebijających się przez dziury w chmurach. Przejście grzbietem przez te piękne szczyty Pienin to wycieczka na jeden dzień, trzeba jednak brać pod uwagę, że trasa nie tworzy pętli. Najlepiej wrócić innym szlakiem, lub wędrować dalej przez góry, tak jak my. Można też drogę nieco skrócić i zejść do Sromowców Wyżnych, by spłynąć tratwą po Dunajcu do miejsca startu 🙂

Sokolica i najsłynniejsza w Polsce sosenka
Pierwszym wyzwaniem, z którym trzeba się zmierzyć, jest wejście na Sokolicę. Prowadzi na nią niebieski szlak, który jest dość wyjątkowy: częściowo przebiega przez rzekę. Szczęśliwie nie trzeba przekraczać Dunajca w bród, bowiem przez większość roku (kwiecień-październik) funkcjonuje przeprawa tratwowa. Poza sezonem, zamiast wyruszać ze Szczawnicy, wędrówkę trzeba rozpocząć w Krościenku nad Dunajcem.
Wycieczkę rozpoczęliśmy tuż przy samej przeprawie, w Schronisku Orlica, w którym przenocowaliśmy po przejściu grzbietu Małych Pienin. Możecie o tym przeczytać w osobnym artykule. Przepłynięcie na drugą stronę kosztowało nas kilka złotych i trwało kilka minut. Po zejściu z tratwy natychmiast rozpoczyna się strome podejście w kierunku szczytu. Szlak prowadzi cały czas pod górę, bez ani chwili przerwy i potrafi dać w kość, gdy niesie się zapasy na kilka dni 😉

Trud wynagradzają widoki ze szczytu. Natomiast, żeby dostać się na platformę widokową, trzeba kupić bilet od Pienińskiego Parku Narodowego. Uprawnia on na wejście na szczyt Sokolicy i Trzech Koron w ciągu jednego dnia (dlatego ta wycieczka była taka fajna, bo w pełni wykorzystaliśmy potencjał biletu). Warto dodać, że nie ma osobnego biletu za wejście do Pienińskiego Parku Narodowego.
Ze szczytu, przy dobrej pogodzie, można dostrzec spory fragment Tatr, natomiast my tym razem mieliśmy pecha i mogliśmy popatrzeć co najwyżej na inne pienińskie szczyty i srebrną wstęgę Dunajca przepływającego 300 metrów niżej. Na Sokolicy rośnie również najbardziej znana sosna w Polsce. Kilkusetletnie powyginane drzewo wyrasta spomiędzy skał tuż nad przepaścią. Niestety kilka lat temu jeden z konarów ułamał się w trakcie akcji ratowniczej z udziałem śmigłowca i sosna nie wygląda już tak pięknie jak kiedyś.

Sokola Perć i Zamek Pieniński
Po zejściu z Sokolicy i pokonaniu przełęczy, przy zalesionym szczycie Czertezika, droga się rozdziela. Można wybrać spokojne przejście szlakiem zielonym przez las, bądź spróbować swoich sił na Sokolej Perci. Druga opcja jest o wiele bardziej efektowna, lecz nie jest wskazana dla osób o ograniczonej sprawności ruchowej, bądź z lękiem wysokości. Wąska ścieżka biegnie po postrzępionym „murze” skał. Niekiedy trzeba sobie pomagać rękami, by pokonywać kolejne przeszkody, lecz nagrodą za te trudy są widoki w kierunku Tatr.
Ponieważ przeszliśmy Sokolą Perć przeszło dwa lata temu, tym razem zdecydowaliśmy się na spokojniejszy, lecz mniej fascynujący, szlak zielony. Oba warianty mają tylko po kilkaset metrów, więc po chwili znów znaleźliśmy się na „wspólnym” szlaku oznaczonym oboma kolorami. Dalej, co jakiś czas też trafia się na punkty widokowe, lecz odległe góry są coraz bardziej schowane za masywem Trzech Koron.

Najciekawsza droga na Trzy Korony prowadzi przez ruiny Zamku Pienińskiego, lecz można go ominąć korzystając ze szlaku żółtego. W prognozie pogody od samego rana były przewidywane burze, a na północnej stronie nieba wypiętrzały się srogie cumulonimbusy zapowiadające ulewę. Ze względów bezpieczeństwa zdecydowaliśmy się ominąć zamek, by po zdobyciu Trzech Koron dojść do wniosku, że pogoda nad Pieninami jest stabilna i można go zwiedzić 🙂 Niepotrzebnie zrobiliśmy pętlę, ale może właśnie dzięki temu byliśmy na Trzech Koronach prawie sami.
Trzy Korony
To bezsprzecznie najbardziej znany i popularny szczyt Pienin. Cały masyw, składający się z kilku śnieżnobiałych trójkątnych wierzchołków, jest niezwykłej urody. Najwyższy z nich, Okrąglica, oferuje jeden z najbardziej spektakularnych widoków w polskich górach. Wydawało nam się, że jeśli wejdziemy tam po wakacjach a do tego w tygodniu, to będzie mało ludzi. Nic bardziej mylnego! Wycieczka szkolna na wycieczce szkolnej i wycieczką szkolną pogania.

Tłum na Trzech Koronach może być dużym problemem z uwagi na sposób zabudowy szczytu. Jest tam mała stalowa platforma, do której prowadzi wąski mostek wiszący nad przepaścią. Mostek jest dwukierunkowy, ale trzeba pamiętać, że ruch na nim jest lewostronny! Dzięki odrobinie szczęścia zmieściliśmy się w lukę między dwoma wycieczkami i oprócz nas na platformie była tylko grupka Słowaków. Mogliśmy w spokoju napawać się pięknymi krajobrazami i robić zdjęcia.
Do Czorsztyna
Po zejściu ze szczytu skierowaliśmy się na Pieniński Zamek, natomiast w mapce poniżej zasugerowaliśmy odmienną kolejność. Najpierw ruiny warowni, a potem szczyt, żeby nie musieć robić „kółeczka”. Niezależnie od kolejności, dalsza część drogi prowadzi niebieskim szlakiem na zachód. Natychmiast po zejściu z Przełęczy Szopki ustaje ruch turystyczny i dalej wędrowaliśmy już zupełnie samotnie.

Chociaż w tej części Pienin nie ma już takich oszałamiających widoków, szlak pozostaje malowniczy. Coraz częściej wychodzi się z lasu na rozległe polany i pastwiska, z których można podziwiać okolicę. Słońce coraz raźniej zaczęło przebijać się przez chmury, lecz powietrze pozostawało tak gęste, że nie mogliśmy dojrzeć Tatr. Chociaż musieliśmy co chwilę wchodzić i schodzić z górki, szlak był bardzo łagodny, co po stromiznach Sokolicy i Trzech Koron przyjęliśmy z wdzięcznością 🙂

Pod koniec wycieczki trafiliśmy znów na niezwykle urocze miejsce – Halę Majerz. Przed nami zieloną trawkę wcinało stado owieczek, a po lewej stronie promienie słońca tańczyły z chmurami nad Jeziorem Czorsztyńskim. Gdy rozejrzeliśmy się uważniej, dostrzegliśmy oba zamki: w Czorsztynie i Niedzicy a także białe żagle jachtów. Jak to zwykle na hali, tutaj też jest bacówka, w której można zakupić sery i żętycę. Niestety, widocznie trafiliśmy na porę dojenia i nie było bacy. Ania specjalnie nie żałowała, bo oscypek mieliśmy ze sobą, ale mnie ominął kubek owczej serwatki 🙁

Po dojściu do Czorsztyna zjedliśmy obiad (niestety nie możemy polecić tej knajpki), uzupełniliśmy zapasy w sklepie i zostaliśmy na nocleg. Tak jak już pisałem na wstępie, opcji dalszej wędrówki, czy to do Szczawnicy, czy gdzieś dalej jest kilka. My doszliśmy aż do Rabki, ale to już temat na kolejny artykuł 🙂
Podstawowe informacje:
Długość: 15,2 km
Przewyższenie: 1100 m
Czas przejścia: 5 h 15 min.; nasz czas: 7 h 45 min. z postojami i nieco wydłużoną trasą
Trudność: średnia
Dojazd: autobusem albo samochodem, konieczny powrót do miejsca startu: pieszo lub tratwą po Dunajcu
Mapa:
Leave A Reply