Właśnie mija dziesięć lat od momentu, kiedy stwierdziłem, że czegoś mi brakuje w wycieczkach górskich. Nawet w czasie dłuższego urlopu, były to zawsze wypady jednodniowe: cywilizacja – góry – cywilizacja. Poczułem zew przygody i wolności, i zdecydowałem, że czas zabrać się za wędrówki wielodniowe! Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że to jedna z najlepszych moich decyzji. Takie wyprawy są o wiele bardziej satysfakcjonujące, lepiej „oczyszczają umysł” a przede wszystkim odsłaniają więcej piękna! Pisząc ten na poły poradnikowy i wspominkowy artykuł, postaram się skupić na kwestiach, które znacząco ułatwiły mi wejście w ten temat. Bądź ułatwiłyby bardziej, gdybym wiedział o tym zawczasu 😉

Po co ja to sobie robię
Ten podtytuł może brzmieć jakby wędrowanie z dużym plecakiem było katorgą, a ja fanem samookaleczania się. Tak jednak nie jest, to pytanie pojawia się w mojej głowie w czasie każdego dłuższego wyjazdu. Prawdopodobnie Ty też będziesz je sobie zadawał, więc lepiej przygotuj dobrą odpowiedź 🙂 Niezależnie od tego jak piękne są góry, jak dobra jest pogoda i jak dobrze się spakowałeś, w końcu dopadnie Cię kryzys. Zarówno u mnie jak u Ani, najgorszy jest trzeci dzień. Trasa się dłuży, plecak ciąży a kumulujące się zmęczenie zaczyna dawać o sobie znać. Jeśli pogoda nie dopisuje, a w czasie planowania popełniłeś błędy, robi się jeszcze gorzej.

Zatem dlaczego warto? Wędrówki wielodniowe pozwalają odkrywać na nowo. Pozostając w górach non-stop, bez powrotu do cywilizacji, przechodzi się detoks od jej wszystkich „dobrodziejstw”. W tym pędzącym świecie można w końcu poczuć jak powoli płynie czas. Sto kilometrów to pięć dni marszu a nie minuta rolki na Instagramie. Dużo czasu żeby przemyśleć sporo spraw, zastanowić się nad przyszłością, pobyć w ciszy… Wreszcie, nocując w sercu gór, czy to w schronisku, czy w namiocie, można z łatwością podziwiać wschód lub zachód słońca a nawet spadające gwiazdy.

Wreszcie, przebywanie w drodze przez kilka, kilkanaście dni, albo i więcej, to niesamowita przygoda! Jest to zdecydowanie bardziej wymagające, zarówno psychicznie jak i fizycznie, więc sukces cieszy o wiele bardziej. Dodatkowe wyzwania, związane głównie z planowaniem trasy, podnoszą poprzeczkę. Wędrówki połączone ze spaniem w dziczy pod namiotem to już zupełna wolność, nieporównywalna chyba z niczym innym. No może z żeglowaniem, ale tego jeszcze nie próbowaliśmy 😉

Ekwipunek
Wędrówki wielodniowe są względnie tanim sposobem spędzania wakacji, jednak jest pewna bariera wejścia – specjalistyczny sprzęt. Zakładając, że wędrówki, zwłaszcza górskie, nie są Ci obce, zapewne masz już podstawowy ekwipunek. Ja zaczynałem, mając buty trekkingowe, kurtkę przeciwdeszczową, apteczkę, polar, lekki śpiwór, termos i parę innych drobiazgów. Musiałem więc kupić duży plecak i latarkę czołówkę, chociaż tę ostatnią powinienem był mieć dużo wcześniej. Nie wiedziałem jeszcze, że pominąłem niezwykle istotną rzecz: bukłak. Bez niego nie wyobrażam sobie już wędrówek wielodniowych: wygoda picia w dowolnym momencie, bez zdejmowania plecaka, jest nie do pobicia!

Co do plecaka, 35+ litrów wystarcza na wycieczki kilkudniowe z noclegami w schroniskach. Jednocześnie, taki plecak nadaje się również na wycieczki jednodniowe, czyniąc go niezwykle uniwersalnym. Natomiast około 50 litrów pozwala spokojnie wędrować dwa tygodnie i więcej, zakładając zaglądanie do cywilizacji co kilka dni.

Im dalej w las, tym wydatki mogą być większe. Żeby nie zawalić domowego budżetu, warto jednak dokupować sprzęt partiami, wraz z upływem czasu. Przed każdym wyjazdem zastanawiałem się, co byłoby mi najbardziej potrzebne i w ten sposób mój górski ekwipunek się rozwijał. Dużym ułatwieniem są koszulki z wełny merino – są lekkie, lepiej odprowadzają pot niż bawełna, nie śmierdzą pomimo kilku dni używania i po praniu potrafią wyschnąć przez noc. Niesamowitą zmianą jakościową było dla mnie zastąpienie dżinsów spodniami turystycznymi. Są dużo lżejsze i znacznie wygodniejsze, zwłaszcza w deszczu. Warto też kupić ręcznik szybkoschnący. Chociaż byłem co do nich sceptyczny, kije trekkingowe są jedną z kluczowych rzeczy, o czym przekonałem się w Alpach. Im dłuższe i bardziej strome podejścia/zejścia, tym bardziej odczuwalna jest ich pomoc.

Wędrówki wielodniowe z namiotem to inna pora kaloszy: oprócz namiotu potrzeba sprzętu do gotowania, ciepłego śpiwora puchowego, maty/materaca no i trzeba nosić ze sobą duży zapas jedzenia oraz wody.

Planowanie – jak zacząć wędrówki wielodniowe?
Chociaż piękne, kilkuset kilometrowe trasy są kuszącym wyzwaniem, lepiej zacząć od czegoś małego i znanego. Dla mnie takim poligonem doświadczalnym były Sudety Zachodnie. Bywałem tam wielokrotnie, więc wiedziałem, czego się spodziewać. Połączenia pociągowe z Wrocławia oraz liczne schroniska górskie znacząco ułatwiały mi planowanie. Warto również zadbać o odpowiednią motywację: głównym celem mojego pierwszego wyjazdu była słynna Chatka Górzystów w Górach Izerskich. W zasadzie nie ma tam dostępu do prądu, a schroniskowa kuchnia znana jest z olbrzymich i pysznych naleśników z jagodami. Czy może być coś bardziej kuszącego?

W 2015 roku nie zdawałem sobie jeszcze sprawy z istnienia aplikacji komórkowych do nawigacji, ani nawet map online typu mapy.cz czy mapa-turystyczna.pl. Jedynym wyborem była więc dla mnie mapa papierowa. Szczerze mówiąc, w szczególności jeśli chodzi o wędrówki wielodniowe, dalej uznaję mapę papierową za najlepsze rozwiązanie. Duży format i stała skala lepiej pomagają zobrazować sobie pokonywaną trasę. Natomiast mapy internetowe są o wiele szybsze w liczeniu odległości i czasów przejścia.

Dużym ułatwieniem jest korzystanie z istniejących szlaków średnio i długodystansowych. Planowane są tak, by zapewnić możliwość korzystania ze schronisk, czy miejscowości ze sklepami. Wiele z nich doczekało się własnych opracowań, czy to internetowych, czy książkowych. Można więc znaleźć rozpisane dzienne etapy z propozycjami noclegów. W 2016 roku, korzystając z planu na Główny Szlak Beskidzki zdobyłem kilka szczytów do Korony Gór Polski. Rok później zdecydowałem się na przejście szlaku alpejskiego Alta Via, wspomagając się przewodnikiem Cicerone.

Chociaż przygotowanie do wędrówki bywa żmudne, jest to bardzo ważna część wyprawy. Im lepiej się przygotuje plan, tym bardziej komfortowy będzie marsz. Ważne pytanie, które trzeba sobie zadać, to czy rezerwować noclegi. Z jednej strony, pewność noclegu daje ogromny spokój umysłu, z drugiej odbiera nieco wolności i wprowadza negatywną motywację: „muszę tam dojść, bo przepadnie zaliczka”.

Zarządzanie kryzysowe
Im dłuższa wyprawa, tym bardziej nieprzewidywalna i tym więcej problemów może się pojawić. Najczęstszym z nich jest zmiana pogody. O kurtce pewnie nikomu nie trzeba mówić, ale warto też pomyśleć o wodoodpornym worku na elektronikę i ubrania. Nieważne jak bardzo wodoodporny jest plecak, i tak w końcu przemoknie, więc dodatkowa ochrona się przydaje. Trzeba założyć również możliwe opóźnienia i w takich sytuacjach ratuje latarka, najlepiej czołówka. Paradoksalnie, nawet latem przydaje się odzież termoaktywna i ciepły polar. Swoją drogą: leginsy i koszulka termo doskonale sprawdzają się jako pidżama, natomiast pidżama raczej nie nadaje się jako warstwa docieplająca 😉 Wędrówki wielodniowe uczą kreatywności!

Jeśli chodzi o kontuzje, to szczęśliwie zdarzały mi się tylko otarcia i pęcherze. To tylko podkreśla, że kluczowym elementem apteczki są małe plastry w dużych ilościach. Natomiast mamy też w pakiecie bandaże, folie izolacyjne i środek do dezynfekcji. O wiele częściej niż byśmy chcieli, musimy korzystać z pęsety do wyciągania kleszczy. Poważnym zagrożeniem jest odwodnienie, więc duży zapas wody jest koniecznością. Z jej dostępnością na szlaku bywa różnie i zdarzyło mi się już ratować filtrem do wody, zaś w Norwegii standardowo chlorowaliśmy wodę ze strumieni.

Wreszcie, trzeba wspomnieć o kryzysach motywacyjnych. Bywają takie dni, że brakuje sił, pogoda daje się we znaki a plecak ciąży bardziej niż zwykle. Jest to swoista lekcja stoicyzmu: nic się z tym nie zrobi. W takich sytuacjach warto robić dłuższe postoje i szukać piękna w otaczającej przyrodzie. Wędrówki wielodniowe to nie biegi na czas, nie trzeba się spieszyć. Dużo ważniejsze jest czerpanie przyjemności z przebywania w naturze. Tym bardziej nie ma co się złościć, że innym ludziom na szlaku idzie lepiej!

Samemu, czy razem?
Będąc z natury samotnikiem i mając wąskie grono znajomych, wybór był dla mnie oczywisty. Pragnienie doświadczenia gór w zupełnej samotności potęgowały przeczytane książki o wędrówkach przez Karpaty i Appalachy. Autorzy również przemierzali szlaki samotnie, co tylko podtrzymało mnie w postanowieniu by zacząć samemu. Dopiero później przeczytałem „Walden” Thoreau, w którym natknąłem się na ten cudowny fragment:
„Człowiek, który wędruje samotnie, może wyruszyć choćby dzisiaj, natomiast ten, kto podróżuje z towarzyszem, musi czekać aż tamten będzie gotowy do drogi, co może długo potrwać”.

Zatem jeśli masz silne postanowienie, by ruszyć w wędrówkę, nie czekaj aż znajdzie się jakiś towarzysz!
Dopiero kilka lat później, po poznaniu Ani, rozpoczęliśmy wspólne wędrówki wielodniowe. Mając to porównanie, muszę stwierdzić, że to zupełnie inne doświadczenia. Samotność na szlaku, zwłaszcza w mało popularnych miejscach poza weekendami jest nie do porównania z niczym innym. Człowiek jest zupełnie sam z przyrodą przez te kilka-kilkanaście godzin dziennie. Wprowadza to medytacyjny nastrój i zachęca do jednoczesnej podróży w głąb siebie.

Natomiast wędrówka we dwoje pozwala na budowanie relacji, wymaga wspólnego przechodzenia przez kryzysy oraz dobrego współdziałania. Z praktycznych względów, jest nieco łatwiej nieść ekwipunek, np. jedna osoba niesie apteczkę a druga mapy. Jedna ma powerbank, druga scyzoryk, itp. Nie są to może duże oszczędności, ale zawsze to kilkaset gramów mniej do dźwigania na osobę. Jeszcze większa różnica robi się przy biwakowaniu: pół dwuosobowego namiotu jest znacznie lżejsze niż cały jednoosobowy!

Parę słów podsumowania
Rozpoczęcie wędrówek wielodniowych było z pewnością jedną z najlepszych decyzji w moim życiu! Wzbudziło to we mnie jeszcze większą pasję do spędzania czasu na łonie przyrody a także pozwoliło na oglądanie miejsc, których pewnie inaczej bym nie odwiedził. Nigdy nie jest łatwo dźwigać codziennie kilku-kilkunastokilogramowy plecak niezależnie od pogody. Jednak te niedogodności jak zmęczenie, otarcia, ulewy czy kąpiele w lodowatej norweskiej wodzie w niczym nie przysłaniają niesamowitej radości w trakcie wędrówki. Jest tyle niesamowicie pięknych miejsc do odkrycia. A sprowadzenie życia do podstawowych potrzeb, jak na długich szlakach, tylko wyolbrzymia to surowe piękno przyrody!

Linki do naszych relacji z wędrówek wielodniowych:
Zimowe Karkonosze, 3 dni, 2020
Czeskie Karkonosze, 3 dni, 2022
Wędrówka przez Beskidy we dwójkę, 5 dni, 2021, fragmenty: Małe Pieniny oraz Pieniny Właściwe
Beskidy i szczyty Korony Gór Polski, 2016, 11 dni
Dolomity, 3 dni, 2020, Marmarole Runde
Dolomity, 11 dni, 2017, Alta Via 1 – kryzys
Pireneje Wschodnie, 12 dni, 2024: część 1, część 2, część 3, część 4
Niemcy, Nadrenia-Palatynat, 6 dni, 2023: Eifelsteig, część południowa
Norwegia, Hardangervidda, 5 dni, 2022: dzień 1, dzień 2, dzień 3, dzień 4, dzień 5
Leave A Reply